Elvis Presley: The Searcher – recenzja filmu. Dokument o Królu rock’n’rolla

Jeszcze rok temu, jeśli ktoś zagadałby do mnie i powiedział Stary, za jakiś czas dostaniesz świra na punkcie Elvisa, prawdopodobnie bym zerwał z nim kontakt i odpowiedział coś w stylu Hewi Metal Pany. A jednak, nie dalej niż w poprzednie wakacje, odkryłem muzykę graną przez pana o imieniu Elvis Presley. To jedna z tych nieprawdopodobnych sytuacji, na którą złożyło się kilka niespodziewanych czynników, perfekcyjnie zgranych ze sobą w czasie.

I przyznam, że dalej mój mózg nie może pojąć tego, jak jeden człowiek z bokobrodami, rozgrzewający swoim głosem i ruchami wszystkie dziewczęta w promieniu kilku kilometrów, ubrany do tego w tandetny, jednoczęściowy kostium, sprawił, że dostałem świra na jego punkcie. Dokument od HBO, Elvis Presley: The Searcher, też tego nie wyjaśnia, ale w bardzo przyjemny i oryginalny sposób przybliża historię Króla, w tym nieco mniej znane i wygodne fakty z jego życia.

Zobacz również: Ojciec – recenzja filmu. Groza starości

Niewielu jest ludzi na tym świecie, którzy nigdy nie słyszeli o kimś takim, jak Elvis Presley. Wydaje się, że wszystko co było do powiedzenia o jego osobie, zostało już powiedziane. Okazuje się, iż The Searcher porusza kilka nietkniętych dotąd kwestii związanych z Elvisem. Artysta rodzony 8 stycznia 1935 roku w Tupello, mając niespełna 19 lat, na dobre rozkręcił machinę zwaną rock 'n’ roll. Właśnie na tym okresie w życiu muzyka, skupia się większa część produkcji Thoma Zimny’ego, reżysera mającego już na koncie filmy poświęcone muzyce.

Zimny wraz z ludźmi z otoczenia Elvisa, piosenkarzami i historykami, stara się odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że młody, biały chłopak z biednej rodziny osiągnął sukces grając muzykę typową dla Afroamerykanów. Reżyser w bardzo przystępny i ciekawy sposób osiąga swój cel; stawia na głosy z offu, starając się ukazać jak najwięcej archiwalnych obrazów z życia Króla oraz czasów, gdy żył. Elvis Presley: The Searcher to także bardzo udana retrospektywa na muzykę Presleya i jej ewolucję.

Twórcy nie ominęli najważniejszych momentów w karierze Elvisa, tak więc poza oczywistym początkiem w postaci Sun Records, mamy tu segmenty poświęcone RCA, skomplikowanej relacji z menagerem, Tomem Parkerem, stacjonowaniu w Niemczech, rzecz jasna karierze w Hollywood, powrocie ma scenę w 1968 roku, epizodzie w Vegas czy legendarnemu koncertowi na Hawajach, transmitowanemu przez satelitę do ponad 40 krajów na całym świecie. Niestety, ostatnie lata życia Elvisa zostały omówione w dużym przyśpieszeniu, przez co można odnieść wrażenie niechlujstwa ze strony twórców. Czuć w tym wszystkim także rękę byłej żony Króla, Priscilli Presley, zbijającej nieodmiennie od lat kasę na swoim nazwisku. Zero wspomnień o ostatniej dziewczynie Elvisa, kilka przeinaczonych faktów – to wszystko pozostawia mały niesmak, bo gdy robi się film dokumentalny, powinno się trzymać faktów, a nie tworzyć film odpowiedni narracji pewnych grup interesów.

Zobacz również: Minari – recenzja filmu. Trudy dnia codziennego

The Searcher to jednak przede wszystkim dokument o wielkim talencie i człowieku, który kochał muzykę. Pasjonacie, który w pewnym momencie został przez swój sukces przytłoczony. Depresja, nadużywanie środków nasennych i przybranie na wadze, doprowadziły koniec końców do przedwczesnego odejścia Elvisa z tego świata. Produkcja HBO nie poświęca zbyt dużej ilości czasu śmierci Presleya oraz temu, co było potem. Nie można natomiast jej odmówić wspaniałego, głębokiego spojrzenia na Elvisa jako człowieka i jako artystę, który żył muzyką, przeżywał ją i poświęcił jej całe swoje życie.

Kończę pisać tę recenzję, gdy na moim wysłużonym telewizorze Elvis wykonuje Unchained Melody, niecały miesiąc przed swoją śmiercią. 42-letni, otyły i zmęczony życiem, a jednak lepszy niż kiedykolwiek wcześniej. Ten absolutnie wspaniały artysta, zasługuje na o wiele więcej, niż kojarzenie go z parodią, którą mogliśmy oglądać w serialu Vinyl lub karykaturami zalewającymi Las Vegas i najróżniejsze programy rozrywkowe. The Searcher przybliża fenomen Elvisa i pozwala zrozumieć, na czym on polegał. Mimo kilku potknięć, dokument ten jest prawdopodobnie najpełniejszym obrazem życia Króla. Naprawdę warto się z nim zapoznać i dowiedzieć się, dlaczego ponad 40 lat od śmierci Elvisa, świat wciąż o nim pamięta i słucha jego piosenek – z Can’t Help Falling In Love na czele.

OCENA: 8/10

Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze