Minari – recenzja filmu. Trudy dnia codziennego

Oscary może już nie cieszą się tak dużą renomą i popularnością jak kiedyś, a mieszanie we wszystko polityki oraz kontrowersyjne decyzje co do przyszłości nagród zdecydowanie w tym nie pomagają. Pewną nadzieje dają natomiast roszady wśród członków Akademii, dzięki czemu można dostrzec powiew świeżości w nominacjach. W zeszłym roku pozytywnie zaskoczono nagrodzeniem najważniejszą statuetką fantastycznego południowokoreańskiego Parasite, a teraz możemy cieszyć się kolejnym nietuzinkowym i łamiącym typowe trendy kandydatem – Minari.


Tytuł filmu został zaczerpnięty od nazwy rośliny, którą przywozi ze sobą seniorka rodziny Yi. Można ją stosować jako dodatek do dalekowschodnich potraw oraz jako zioło lecznicze. Jednak najistotniejsze jest stwierdzenie, iż jest to najlepsza roślina na świecie, bo wykiełkuje praktycznie wszędzie, szybko się rozrasta oraz nie trzeba przy niej nic robić – co wraz z licznymi zastosowaniami istotnie daje roślinę idealną. To oczywista metafora odnosząca się do rodziny Yi, która ma nadzieję zaadaptować się równie szybko oraz zapuścić solidne korzenie na amerykańskiej ziemi. Czy będzie to tak proste jak w przypadku minari?

Minari
Fot. Minari / Materiały prasowe

Podczas seansu Minari cofamy się do lat 80. i śledzimy trudy życia koreańskiej rodziny, która przeprowadziła się do Arkansas w USA. Nie jest to ich pierwszy przystanek na amerykańskiej ziemi, ale tym razem osiedlili się na wiejskich terenach, bo chcą założyć farmę z koreańskimi warzywami. Można by powiedzieć: początek amerykańskiego snu. Jednak nie tym razem. Reżyser filmu Lee Isaac Chung umyślnie kieruje nas ku skojarzeniom o mistycznej legendzie ziemi obiecanej. Potem jednak szybko zostajemy sprowadzeni do parteru, bo życie to jednak nie bajka. Rodzina Yi od dawna ma pod górkę. Od dłuższego czasu muszą mierzyć się z chorobą ich syna Davida, co tym bardziej potęguję ich frustrację pasmem niepowodzeń oraz paraliżuje widmem niepewnej przyszłości.

Zobacz również: W KRÓTKIM KINIE #1 – MINER’S MOUNTAIN, THE ARMOIRE, ZYGOTE

Trudno się dziwić obawom żony i matki, Moniki – która od początku podchodziła z dużym dystansem do entuzjastycznego planu jej męża – gdy po przeprowadzce z miasta zastają jedynie puste pole oraz dom na kółkach. Mimo wszystko stara się wspierać Jacoba, nawet gdy sprawy przybierają mało radosny obrót. Napięcie miedzy małżeństwem jest odczuwalne przez cały film – zdroworozsądkowa i martwiąca się o dzieci Monica, po drugiej stronie zaś Jacob, który tak samo chce zapewnić dobre życie rodzinie, ale w pewnym momencie jego prawdziwy cel gdzieś mu umknął. By to zrozumieć, potrzebował naprawdę potężnego kopniaka od losu.

Minari
Fot. Minari / Materiały prasowe

Lee Isaac Chung tak samo jak Bong Joon-ho w swoim Parasite (choć bardziej subtelnie) rozładowuje grobową powagę świetnymi scenami humorystycznymi. Tutaj swoje zadanie spełniają z nawiązką David (Alan S. Kim) oraz jego babcia Soonja (Yuh-Jung Youn). David snuje się po ekranie w swoich rozbrajających kowbojkach, co można uznać za manifest jego amerykańskości – jako najmłodszy z rodziny Yi urodził się już w Stanach, a Koreę zna tylko z opowieści i raczej nieszczególnie za nią przepada. Od pewnego momentu w filmie towarzyszy mu też babcia, która zamieszkała razem z córką i jej rodziną w przyczepie. David widzi wtedy babcie pierwszy raz, a że ta „pachnie Koreą” nie lubi jej. Soonja od pierwszych minut wyróżnia się swoim frywolnym zachowaniem. Nie przebiera w słowach, nie udaje, ale dzięki temu dość szybko odnajduje wspólny język z Davidem. Zdecydowani moja ulubiona relacja w filmie.

Zobacz również: KOSMICZNY BALET – CZYLI JAKĄ ROLĘ ODGRYWA MUZYKA W 2001: ODYSEJA KOSMICZNA

Minari stoi takimi relacjami, bo te iskrzą i docierają się przez cały czas trwania filmu. Fenomenalnie wypadają też przedstawione postaci nienagannie zagrane przez świetnie dobraną obsadę. O rodzinie Yi już wspominałem – niezwykle realistyczna wizja rodzinnych relacji, do czego przyczyniają się dobrze zagrane role nawet przez tak młodych aktorów, jak Alan S. Kim wcielający się w Davida. Zdecydowanie najjaśniej prezentuje się jednak Steven Yeun w roli Jacoba. Aktora wielu widzów kojarzy pewnie przede wszystkim z roli Glenna z The Walking Dead, ale ten pokazywał też później, że potrafi o wiele więcej – świetne Płomienie to chyba najlepszy przykład. Poza rodziną Yi warto jeszcze wspomnieć postać Paula (Will Patton). To miejscowy, który często pomaga na roli Jacobowi. Wprowadza on do filmu dziwny i nieprzewidywalny pierwiastek. Paul jest mocno wierzącym i przesądnym człowiekiem. W niedzielę przechadza się publiczną drogą, dźwigając drewniany krzyż oraz tu i tam odprawia egzorcyzmy. Ogólnie jest uznawany za dziwaka przez miejscowych. Tam samo z początku widzi go rodzina Yi, ale szybko dostrzegają w nim też miłego gościa i niedługo jedzą z nim nawet wspólną kolację. Przedziwna i fantastycznie zagrana postać z jasną symboliką.

Minari
Fot. Minari / Materiały prasowe

Czym więc jest Minari. Czy to opowieść o niespełnionym amerykańskim śnie? Nie. To opowieść o rodzinie i jej problemach, które potęguje nieznana i niepewna rzeczywistość. Zdecydowanie potrzebowaliśmy takiej ciepłej i prostej historii – choć stwierdzenie prosta historia, gdy możemy tu znaleźć tyle złożonych motywów, to mocne niedoprecyzowanie. Mimo wszystko nie znajdziemy tu nic z trendujących w ostatnich latach tematów, takich jak problemy mniejszości rasowych czy chociażby niesprawiedliwość społeczna. Czy to źle? Nie, nie i jeszcze raz nie. Trudne tematy trzeba poruszać, ale czasami chcemy też po prostu pokibicować rodzinie walczącej o lepsze jutro. Ja Minari jestem totalnie zauroczony i będę kibicował tytułowi w tegorocznych Oscarach.

Ocena: 8.5/10

Mateusz Chrzczonowski

Nie zna się, ale czasem się wypowie. Najczęściej na tematy gamingowe, bo na graniu i czytaniu o grach spędził większość życia. Nie ukrywa zboczenia w kierunku wszystkiego, co pochodzi w Kraju Kwitnącej Wiśni czy też niezdrowego zauroczenia kinem z różnych zakątków Azji.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze