OSCARY 2021 – podsumowanie gali. Piękna katastrofa

Uff – odetchnąłem z ulgą. Sezon oscarowy wreszcie się zakończył i mamy rok spokoju. Choć, jak się popatrzy na wczorajszą ceremonię wręczenia nagród – o tych Oscarach będzie się mówiło jeszcze długi, długi czas. Dlaczego?


Zobacz również: 
OSCARY 2021 – wyniki na żywo! Hopkins, McDormand i Nomadland z Oscarami!
OSCARY 2021 – kto wygra?

Nomadland – recenzja filmu. Z kamerą wśród ludzi


Arthousowy klimat i… DJ.

Kilka dni temu pisałem o tym, że Oscary tracą na prestiżu. Ale, cholera, nie sądziłem że stracą cały swój wdzięk. Klasę. Elegancję. SZYK! Tym razem gala nie odbyła się jak co roku w The Dolby Theathre tylko.. No właśnie, gdzie? Mi to przypominało hipsterską knajpę w piwnicy, mojej dziewczynie – stację kolejową. Gwoździem do trumny był brak orkiestry – zastąpił ich… DJ. Tak. OSCARY. MIAŁY. DJ-A. Pasującego do tych nagród jak pięść do oka. Wiecie – Oscara wygrywa Yuh-Jung Youn! <zaczyna grać dupstep>.


Brak prowadzącego

Trzeci rok z rzędu, rozdanie Nagród Akademii nie miało prowadzącego. W 2019 roku, była to miła odmiana po żenującym Kimmelu, ale czas najwyższy zerwać z tą nową tradycją. Oscary muszą mieć gospodarza. To ma być wieczór zabawy, rozrywki, święto kina! Kto ogląda oscarowe gale? Przede wszystkim miłośnicy kina i fani hollywoodzkich gwiazd. Robienie z tego poważnego, politycznego manifestu, to strzał w kolano. Cholera, podczas tegorocznych Oscarów zatęskniłem nawet za nieśmiesznymi żartami Ellen – bo przynajmniej jakieś były. A tak? Walczą z nierównością, walczą z Trumpem, walczą z rasizmem, molestowaniem – niech dalej właśnie to będzie motywem przewodnim show i przemów wygranych, to nie ma bata na Mariolę, żeby oglądalność przebiła 30 milionów widzów, a gdzie mowa o 40 milionach, które jeszcze kilka lat temu były dla Oscarów standardem.


Polityka, koronawirus, tematy społeczne

Standard. Słowa Rickiego z zeszłorocznych Złotych Globów powinny być puszczane wszystkim prezentującym i odbierającym nagrody przed każdą taką galą. Tym razem polityczny festiwal rozpoczął się wyjątkowo szybko, bo już w drugiej minucie. Regina King (która gdyby nie niezasłużony Oscar w 2019 roku najpewniej dalej byłaby nieznana) pochwaliła wyrok w sprawie Dereka Chauvina, policjanta który zamordował Floyda, potem ogłosiła, że jest świetna i jej reżyserski debiut – Pewnej nocy w Miami… – jest nominowany, a następnie wytłumaczyła nam, widzom, że zebrany na gali nie mają maseczek, bo zachowano wszelkie środki bezpieczeństwa – tak, jak na planie filmowym. Ekhm.. A TO DOPIERO TRZECIA MINUTA GALI. Później dostaliśmy między innymi przemowę Daniela Kaluuyi i wychwalanie Czarnych Panter, wygraną krótkometrażowego dokumentu o przemocy policji, a marynarki nagrodzonych, wyszyte imionami zabitych właśnie z powodu nadmiernej przemocy policji, Tyler Perry dostał nagrodę i zaczął mówić o tym, że odmawia nienawiści wobec Meksykan, LGBT, Białych, Azjatów i tak dalej, i tak dalej.


Glenn Close Twerkuje, Kaluuya mówi o seksie rodziców, a Babcia z Minari zapewnia najlepszą przemowę gali

Z ciekawszych wydarzeń gali – Glenn Close twerkowała… Co się dziwić, kobita ósmy raz przegrała rywalizację o statuetkę Oscara, to jest jej już wszystko jedno i może w wieku 74 lat zakręcić tyłkiem, why not. Kaluuya w swojej przemowie miał wspomniane momenty polityczne, ale także zachwycał się cudem życia – Moja mama, mój tata, uprawiali seks i oto jestem – ciężko było się nie uśmiechnąć, szczególnie gdy operator pokazał skołowaną matkę świeżo upieczonego zwycięzcy Oscara. Za to nagroda za najlepszą przemowę gali bez wątpienia trafia do Yuh-Jong Youn. Zabawna, słodka i urocza. Można? Można.


Ciągła gadanina…

Ciągle gadali. Gadali i nie mogli przestać. Mówię tu o dwóch aspektach gali. Po pierwsze – przemowy. Przemowy ciągnęły się w nieskończoność i najczęściej nie zawierały żadnej treści. Już nawet przemowa Joe Pesciego miała w sobie więcej głębi, niż większości nagrodzonych w 2021 roku. Druga sprawa – zero fragmentów z filmów. Nie obejrzeliśmy ani zajawek nominowanych filmów ani też występów nominowanych aktorów. Zamiast tego – dostaliśmy cholernie nudne, bezbarwne opisy prezentujących nagrody. Tragedia.


Nagroda Humanitarna

Myślałem, że skoro zaprezentowanie nominowanych do Oscara piosenek przesunięto na czerwony dywan, to producenci szykują coś ciekawego. A okazuje się, że nie, bo ten czas poświęcili dla wręczenia Humanitarnych Nagród Jean Hersholt. Oglądam Oscary od dekady, a nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest rozdawane u nich (prawie) co roku. Po raz kolejny zapytam – kogo to, kurde, obchodzi? I czemu poświęcili temu tak dużo czasu ekranowego?


In Memoriam Speed x48

In Memoriam w tym roku to dopiero był dowcip. Już nie mówię nawet o braku w segmencie takich osobistości jak Krawczyk, Boczek czy Paździoch. Ale jak puścili klip ze zmarłymi, to montaż tego był gorszy niż w Bohemian Rhapsody. Christopher Plummer, Sean Connery, Max Von Sydow, nawet już Chadwick Boseman, którym zakończyli moim zdaniem niesłusznie cały segment – jak można było tak przerushować przez nich wszystkich, bez chociażby żadnej kultowej sceny, pokazującej ich aktorski kunszt? Największy niesmak spowodowało u mnie upamiętnienie niektórych nazwisk, których nawet człowiek nie zdążył przeczytać, bo pojawiły się na ekranie mniej niż sekundę.


Co tu się właśnie odje*ało? Czyli ostatnie 10 minut oscarowej gali

No tak… Ludzie odpowiedzialni za Oscary z 2017 roku mogą odetchnąć z ulgą, bo ich wpadka z La La Land oraz Moonlight nie jest już najgorszą oscarową wtopą w historii. Tylko cztery lata musieliśmy czekać na coś, co przebije tamto wydarzenie. I jestem przekonany, że to, co się odpierdzieliło na tegorocznych Oscarach, nie zostanie przebite przez najbliższych sto lat. Producenci show byli przekonani, że Chadwick Boseman zwycięży Oscara w kategorii Najlepszy Aktor Pierwszoplanowy. Chcieli więc zrobić z tego wielkie wydarzenie i zrobili najgłupszą możliwą rzecz, jaką producent takich Oscarów zrobić może – przesunięto finałową kategorię Najlepszy Film przed kategorie aktorskie… Spielberg na rozdaniu nagród Akademii bodajże w 2004 roku powiedział: Najlepszy Film jest prezentowany na samym końcu, ponieważ jest to suma wszystkich składników i koniec podróży, która zaczęła się od snu. 

Posunięcie producentów tegorocznej gali zrobili więc głupstwo z dwóch powodów. Po pierwsze, pokrzywdzeni mogli moim zdaniem poczuć się ludzie odpowiedzialny za Najlepszy Film – Nomadland. Najważniejsza kategoria, największe możliwe wyróżnienie w świecie filmu i… No właśnie. Zepchnięte na trzeci plan. Po drugie – i co ważniejsze – a gdyby Boseman nie zwyciężył? Ha! Niezręczny Phoenix zaprezentował niezręcznie nagrodę, której – tak się akurat niezręcznie złożyło – Hopkins nie odebrał, więc gala zakończyła się… niezręcznie, po niezręcznym przyjęciu przez Phoenixa nagrody w imieniu zwycięzcy (który za nią podziękował następnego dnia)

Jedynym pocieszeniem dla ludzi stojącymi za Oscarami jest fakt, że galę oglądała rekordowo niska ilość ludzi – około 9 i pół miliona. Spadek o około 13 milionów względem zeszłego roku.

Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Mysiu

Oo spadek oglądalności aż tak duży? Masakra. NIedługo nie będą robili gali w ogóle.