Cześć, nazywam się KySiO i jestem platynoholikiem

Dziś o moim trzecim największym nałogu po kanapkach z masłem i nutellą oraz bulimii. Platynowanie gier na PlayStation.

Możliwość zdobywania trofeów na PlayStation pojawiła się w 2008 roku, jako odpowiedź na debiutujące rok wcześniej xboxowe acziwmenty. Pomysł polega na tym, że aby dodatkowo urozmaicić graczom dany tytuł i zatrzymać ich na dłużej, dorzucono do niego listę osiągnięć. Możemy je – ale nie musimy – wykonać, żeby… Hmmm… Poczuć się spełnionym? Cieszyć się wymasterowaniem gry? Mieć satysfakcję? Cokolwiek by to nie było, uważam, że jest to bardzo kiepsko pomyślany system. Mimo wszystko, ja też wpadłem w nałóg platynowania. Od 11 lat z przerwami wbijam platyny i mam ich na koncie obecnie 148, co z jednej strony może wydawać się imponującą liczbą, ale z drugiej – gdy zagłębimy się w świat platynoholików – jest to bardzo niewielka ilość.

Zobacz również: Żbiku i Krzychu o… #1 – Ranczo, South Park, Returnal, branża gier, Oculus

Zaczynałem skromnie – 3 sierpnia roku 2010-tego wbiłem swoją pierwszą platynę. Tytuł? Resident Evil 5. Dwa tygodnie później wpadła następna, w Heavy Rain i na trzy lata zaprzestałem zawracania sobie głowy taką zabawą. W 2013 wpadło sześć platynek, przede wszystkim z gier, które wtedy naprawdę pokochałem – między innymi produkcje spod szyldu LEGO, Saints Row The Third i BioShock 2, w którego  swoją drogą byłem zajebisty w multi. A potem nadszedł 2014 rok…

Mocno mi siadło na ambicji, żeby przegonić mojego starszego brata, któremu w sumie zawdzięczam wszystko w kwestii popkultury. On platynował jak szalony, a wiecie jak to czasami jest z rywalizacją. Jak jebnie, to jebnie. Więc w samym 2014 roku wbiłem 22 platyny, a w 2015 roku – 32. I wtedy wpadłem w pułapkę, w którą wpada chyba każdy platynoholik. Patrzenie przede wszystkim na gry, które mają łatwe platyny. Choćby nie wiem jak wielkim crapem był dany tytuł, to jeśli miał łatwą platynę, poświęcałem czas na jej zdobycie, zamiast zagrać w coś, gdzie trofea by nie wpadały, ale za to była najwyższa możliwa jakość produkcji.

Zobacz również: Poprawność polityczna właśnie osiągnęła następny level

Nie wiem, czy żałuję poświęcania dziesiątek godzin słabym i średnim grom w latach 2014-2015 celem zdobycia platyny. Ale powiem wam szczerze, że, o ile jej zdobycie w takich grach jak The Last of Us, Fallout 3, Uncharted 2 czy Hotline Miami było wyzwaniem, dającym ogrom satysfakcji, tak platynowanie  Ice Age 3, Megamind, Terminator Salvation lub G-Force mimo wszystko zapewniły mi sporą dawkę relaksu. Bo to ogólnie taki mało znany fakt o mnie, ale ja lubię casualowe gry dla dzieci. Niewymagające, kolorowe, nagradzające Cię za każdy pieprzony skok.

Od 2016 roku zacząłem nieco intensywniej pisać, bo najpierw było naekranie.pl, a potem Movies Room i Filmożercy, więc platynowanie odeszło na tor boczny. W roku pamiętnych, wspaniałych wyborów na prezydenta w USA, zdobyłem 16 platyn. W kolejnych trzech latach – 9, 19 i 16. Aż nadszedł rok 2020, kiedy z platynoholika stałem się zwyczajną dziwką na trofea. Kupiłem sobie cudowne dzieło technologiczne od Sony – PlayStation Vita. Ogrom gównogierek, które nagradzają Cię platyną za dosłownie 10 minut grania w grę, tak mnie omamił, tak się w tym rozsmakowałem, że w ciągu pewnego, lutowego dnia wbiłem na takich produkcjach 11 platyn. I wtedy coś we mnie umarło. Znacie te sceny z filmów, kiedy bohater stacza się co raz bardziej przez swój nałóg, aż przekracza pewną granicę i następuje dramatyczna scena uświadomienia sobie, że to za daleko zaszło? No to miałem wtedy mniej więcej to samo.

Zobacz również: The Last of Us 2 i jego scenariusz – kiepskie decyzje, przesyt ideologii oraz kilka świetnych scen

W marcu udało mi się zdobyć platynę jeszcze w A Plague Tale, ale to bardziej z faktu, że gra mi się zwyczajnie podobała, niżeli z nałogu. Wiedziałem, że w najbliższym czasie czeka mnie detoks i cieszenie się z gier, nie zawracając sobie głowy listami trofeów. Od kwietnia 2020 do kwietnia 2021 zdobyłem łącznie 3 platyny – w Astro’s Playroom, Crash Bandicoot Warped oraz It Takes Two. Pierwsze dwie ze zwykłej sympatii wobec tych gier. Ale w It Takes Two? Just when I thought I was out… They pull me back in. Rok przerwy pozwolił mi wyleczyć się z bycia dziwką – bo platynoholikiem pewnie będę już na zawsze. Od 3 maja do dzisiaj, 18 maja, zdobyłem 11 platyn. I powiem wam, że brakowało mi tego nie z powodu zwykłej, chorej satysfakcji zdobycia tego najbardziej pożądanego trofeum, tylko dlatego, że mnie to cholernie relaksuje i redukuje u mnie stres. Niektórzy idą na ryby, inni się zajadają słodyczami, a ja odpalam sobie konsolę i gram albo platynuję. Taka moja własna, zamknięta strefa komfortu, o. I hobby jak każde inne. A przy tym jeszcze chłopaki na mnie lecą, gdy mówię im ile mam platyn. Także szykujcie się za jakiś czas na Popkulturowcach w wydaniu OnlyFans, gdzie znajdą się filmiki jak zdobywam platyny.

Krzysztof Wdowik Opublikowane przez:

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

5 3 głosów
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
andzej5000

bez platyny w wiedźminie nie jesteś prawdziwym polakiem