Najlepsze horrory w historii

Sprawa jest prosta – my po prostu kochamy horrory. Jest to gatunek stary jak sam film. Celuje w nas nostalgią, miłością do klasycznego kina, ale i ciągle ewoluuje, co chwile nas zaskakując nowym podejściem. Czy horror to film, w którym muszą pojawić się zjawiska paranormalne, czy chodzi może o sam sposób kręcenia i przedstawienia przemocy oraz strachu? Dla nas to nie ma znaczenia i zbieramy filmy grozy każdego typu. Lista Najlepsze horrory w historii będzie aktualizowana, a kolejność jest chronologiczna. Uwaga na spoilery!


Zobacz również:

Najlepsze filmy o zombie

Najstraszniejsi przeciwnicy w grach

TOP10 – Ulubione Seriale Rednacza Wdowika


Nosferatu – Symfonia Grozy (1922)

Naszą listę Najlepsze horrory w historii otwiera jeden z pierwszych horrorów, a jednocześnie jeden z najlepszych filmów z wampirami w roli głównej. Dodatkowo, mający wokół siebie sporo tajemniczości. Wszystko za sprawą wcielającego się w tytułowego Draculę Maxa Schrecka. Aktor zasłynął z dziwacznych zachowań, a jego współpracownicy z planu podejrzewali go nawet o… bycie prawdziwym wampirem. 100 lat od premiery filmu, a wciąż jest on w niektórych kręgach szeroko omawiany. W 2000 roku powstał nawet film Cień Wampira, opowiadający o kręceniu Nosferatu – Symfonia Grozy. (K. Wdowik)


Dziecko Rosemary (1968)

Drugi po Wstręcie tak ważny film w ugruntowaniu międzynarodowej pozycji Romana Polańskiego kręcony na zachodzie, ale dużo bardziej znany i zdecydowanie częściej oglądany. Tamten psychologiczny, ten wręcz okultystyczny. Fascynacja satanizmem w końcówce lat ’60. nabrała na sile – rok po premierze filmu wyznawcy szatana odpowiadają za śmierć żony Polańskiego. Sekta Mansona to jednak świeżo wyrośnięci nastolatkowie, w Dziecku Rosemary uosabia ich starsze, miłe małżeństwo z sąsiedztwa głównej pary bohaterów. Wydarzenia zaczynają się dziwnie układać, a nam coraz bardziej zaczyna się wydawać, że przy powstaniu tytułowego dziecka mogły maczać palce (choć pewnie nie tylko) jakieś siły nieczyste. Film potwierdza, że najbardziej przeraża to, czego nie widać bezpośrednio na ekranie, a ukazywane jest reakcjami postaci. No i to jedno zdanie, kiedy bohaterka wraca od fryzjera, a mąż stwierdza „tylko mi nie mów, że za to zapłaciłaś” – może bardziej niż wiele horrorów przerazić do szpiku kości niejedną osobę, chcącą drastycznie zmienić swój wygląd. (K. Kołodziejczyk)


Noc żywych trupów (1968)

Film, od którego wszystko się zaczęło. No, może nie do końca, bo martwi powstający z grobu pojawiali się w kinie jeszcze wcześniej, niż wizja zombie z Nocy Żywych Trupów. White Zombie z 1932 (!) roku oraz The Plague of the Zombies z 1966 roku przedstawiały żywe trupy na podstawie wierzeń wyznawców vodoo na terenie Haiti. Dopiero dzieło Romero nadało zombiakom kształt i formę, jaką znamy współcześnie. Night of the Living Dead jest dziś własnością publiczną, a więc można go legalnie ściągać z sieci czy wykorzystywać fragmenty filmu i scenariusza. Wszystko to za sprawą niefortunnej pomyłki i niezabezpieczenia produkcji prawami autorskimi. Sam film? Jestem dość świeżo po rewatchu i mimo ponad pięćdziesiątki na karku, trzyma się moim zdaniem wyśmienicie. Może nie straszy, ale klimat robi robotę, zaś przekaz wciąż pozostaje aktualny. Remake z lat 90-tych od Toma Saviniego jest zajebisty, natomiast bluźnierstwo powstałe w tym roku należy omijać szerokim łukiem. (K. Wdowik)


Kult (1973)

Robin Hardy udowadnia, że klaustrofobiczny nastrój nie musi być związany z ciemnymi piwnicami, bo to samo osiąga kręcąc za dnia, pod gołym niebem. Wizyta w oddalonej od cywilizacji osadzie żyjącej swoimi tradycjami i obrzędami może wydawać się idealnym pomysłem… Wcale nie! Wiedzą o tym nawet ci, którzy klasyka z 1973 jeszcze nie widzieli, ponieważ dziedzictwo filmu jest potężne i każdemu znajome. Na przykładzie choćby ostatnich Midsommar czy Apostoł można zauważyć, że sposób opowiadania tej historii wiele się tak naprawdę zmienił (Deja vu w trakcie seansu gwarantowane). Głównym narzędziem strachu będzie niezrozumienie wobec obcej społeczności, a ciągłe poczucie osaczenia nie pozwoli nam się zrelaksować nawet na moment . Film prawdziwie przełomowy.(D. Kurbiel)


Teksańska masakra piłą mechaniczną (1974)

Ależ w tym filmie się dzieje, Matko Najświętsza! Chyba pierwszy z tu wymienionych tytułów, gdzie mamy typowy skład wjeżdżającej w swoje ostatnie wojaże ekipy – dwie skąpo i intrygująco ubrane dziewczyny, ich chłopaków, dwóch ziomeczków, dwie psiapsióły, niepełnosprawnego brata, nerda, kogoś, kto myśli, kogoś, kto niesamowicie irytuje oraz kogoś, komu po prostu kibicujemy. I to wszystko zawarte tylko w pięciu osobach! Pierwsza Teksańska masakra piłą mechaniczną jest tym, co nam sprzedaje tytuł –  totalną masakrą na ludzkiej psychice i totalną masakrą w psychice aktorów. Dość wspomnieć, że ktoś się uszkodził skacząc z okna, ktoś się przypalił asfaltem, ktoś musiał siedzieć w duszącym makijażu przez półtora dnia, ktoś musiał grać w jednej ufajdanej koszulce przez miesiąc, bo nie było zapasowej, komuś trzeba było wyciąć dziurę w ręce, bo zawiódł rekwizyt puszczający krew. Wszystko dopełnia nieustanny krzyk oraz przerażenie w oczach i na twarzach bohaterów. Mistrzowski slasher, niekoniecznie zawsze równie mistrzowsko obierany za inspirację. (K. Kołodziejczyk)


Omen (1976)

Najstraszniejsza scena, jakiej uświadczyłem za dzieciaka? Widok nagiej babci w wannie. Druga najstraszniejsza? Scena na cmentarzu z filmu Omen… Matko i córko, ta niesamowita scenografia, ta przerażająca muzyka! Odbiło się to na małym Krzysiu, a jednocześnie między innymi ten moment zdefiniował jego miłość do horrorów. Wciąż się go boję oglądać…. (K. Wdowik)


Odgłosy (1977)

Suspiria legendarnego Daria Argento to prawdopodobnie najwspanialszy wizualnie film, jaki przyszło mi kiedykolwiek oglądać. Już samo to stwierdzenie powinno zachęcić was do obejrzenia tego dzieła. Fabularnie jednak ma on może nie sporo, ale trochę za uszami, szczególnie, gdy pomyślimy o zakończeniu. Osobiście przymykam na to oko, bo włoskie horrory lat 70-tych i 80-tych już po prostu tak miały. Remake z 2016 roku to całkowicie inny film, nie starający się kopiować oryginału, a jedynie zapożyczać z niego elementy – szanuję i popieram w stu procentach. (K. Wdowik)


Świt żywych trupów (1978)

Po kasowym przeboju nastaje sequel, tak więc po Nocy nastąpił Świt. Tyle, że… dekadę później. Co któryś re-watch, wyzwala on we mnie agresję, bo do głowy przychodzi mi myśl pieprzyć biegające zombie. Jak mawiał ojciec zombiaków i reżyser Nocy, Świtu oraz Dnia Żywych Trupow, George A. Romero, śmierć nie daje ci zastrzyku adrenaliny i coś w tym rzeczywiście jest. Jego pierwsza trylogia traktująca o żywych trupach to dziś pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika zombie, a jej diamentem w koronie jest właśnie Świt Żywych Trupów, stanowiący przede wszystkim nie horror, a satyrę na konsumpcjonizm. Istny unikat w bardzo komiksowym stylu z niesamowitym soundtrackiem legendarnego zespołu Goblin. (K. Wdowik)


Halloween (1978)

Szczerze? Nie lubię pierwszego Halloween. Uważam, że film ten niemiłosiernie się zestarzał, a ludzie próbujący wciąż doić tę markę przyczyniają się jedynie do jej upadku. Ale! Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że film ten jest kultowy. I choć omawiana wyżej Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną była pierwsza jeśli chodzi o przedstawiciela typowego slashera, tak Halloween rozpowszechniło ten podgatunek horroru, a nader wszystko ustanowiło jego podstawowe zasady. Gdyby nie Halloween – nie byłoby najpewniej ani Piątku 13-tego ani też Koszmaru z Ulicy Wiązów. (K. Wdowik)


Obcy – 8. pasażer Nostromo (1979)

Zanim Ridley Scott doszczętnie oszalał i zaczął robić filmy wątpliwej jakości (serio, wtf?), udało mu się zrobić kilka klasyków. Te najważniejsze? Łowca Androidów oraz Alien właśnie. Załoga statku kosmicznego Nostromo, musząca stawić czoło zagrożeniu, jakim jest obca forma życia, trzyma w napięciu a i nieraz potrafi wystraszyć. Oczywiście, nie tak, jak ostatnie pomysły Scotta na filmy z Obcym w roli głównej, ale jednak. (K. Wdowik)

Kontynuuj czytanie naszej listy Najlepsze horrory w historii na następnej stronie

Strony: 1 2 3 4 5

Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze