Shin Megami Tensei V – recenzja gry. Nie, to nie jest kolejna Persona

Seria Persona święci w ostatnich latach triumfy, a to za sprawą piątej części i jeszcze lepszego jej rozszerzonego wydania Royale. Wielu graczy jednak ciągle nie może wybaczyć Atlusowi, że odsunął na bok starszą serię-siostrę, czyli Shin Megami Tensei. Nawet ostatnia odsłona, Shin Megami Tensei IV: Apocalypse, po części zatraciła swoje korzenie i skręciła w kierunku licealnych przygód znanych z Persony, co oczywiście fanom się nie spodobało. Tym razem jednak wygląda na to, że seria w końcu wróciła na tory hardcorowego dungeon crawlera.

Co więc takiego łączy serię Persona i Shin Megami Tensei? Obie mają ten sam rodowód, bo wyewoluowały z serii popularnych książek z lat 80. pod tytułem Digital Devil Story Megami Tensei. W 1987 roku powstała pierwsza adaptacja w formie gry, w 1992 roku ukazało się Shin Megami Tensei, a jeszcze w 1994 roku Shin Megami Tensei If, które jest bezpośrednim prequelem oryginalnej Persony wydanej w 1996 roku. A czym się od siebie różnią? Shin Megami Tensei od zawsze – z drobnymi odstępstwami – trzymało się swoich pierwotnych założeń, czyli trudnej gry z turowym systemem walki, gdzie nasze zadania sprowadzają się do pokonywania licznych demonów i poznawania dość szczątkowej, ale niezwykle podniosłej i intrygującej historii zahaczające o tematy metafizyczne. W Personie za to walki z demonami stały się tylko jednym z elementów gry. Oprócz tego w serii dodano bardzo rozbudowane szkolne perypetie z licznymi postaciami i złożonymi relacjami miedzy nimi.

Zobacz również: Growing Up – recenzja gry. Kurde, wciągnąłem się

Wracając jednak to recenzowanego Shin Megami Tensei V, tym razem twórcy posłuchali graczy i zachowali ducha pierwszych odsłon serii. Choć początkowo, po pierwszych zapowiedziach, można było mylnie skojarzyć piątkę z grami z serii Persona. Podobieństwa szybko jednak się kończą, bo już po kilkunastu minutach gameplayu żegnamy się ze szkolnym życiem. Wcielamy się tu w licealistę, który w niewyjaśniony sposób trafia do postapokaliptycznego świata mocno przypominającego zniszczone Tokio. Miejsce nazywane jest Netherworldem i z początku nie wiemy o nim praktycznie nic. Szybko jednak na własnej skórze przekonujemy się, że zamieszkują go krwiożercze demony, z którymi przychodzi nam się mierzyć. Gdy jesteśmy na skraju śmierci, pomocną rękę wyciąga nieznajomy walczący po stronie aniołów. Dochodzi do połączenia naszego bohatera z tajemniczą postacią, w wyniku czego stajemy się pogromcą demonów (z długimi niebieskimi włosami).

Zobacz również: Riders Republic – Recenzja gry. Paweł Jumper Simulator

Fabuła w żadnej odsłonie z serii Shin Megami Tensei nie grała głównych skrzypiec, tak też jest i tu. Na pierwsze większe wydarzenia fabularnych przyjdzie nam poczekać nawet i dziesięć godzin. Historia jest tu dawkowana bardzo oszczędnie, nie znaczy to jednak, że nie ma znaczenia – co to, to nie. Przerywników fabularnych jest mało, ale gdy już się pojawiają, potrafią robić wrażenie. Szczególnie, że – zgodnie z poprzednikami z serii – będziemy doświadczać niezwykłego miksu wierzeń i mitów chyba ze wszystkich zakątków świata. Różnorodność potrafi przyprawić o zawrót głowy. Przekłada się to też na bardzo ciekawych wrogów, zwłaszcza bossów. Znajdziemy tu bowiem elementy zaczerpnięte nie tylko z japońskich wierzeń shintoistycznych, ale też między innymi z buddyzmu, mitologii celtyckiej, a nawet z chrześcijaństwa (jak wspomniane zastępy aniołów, ale i nie tylko).

Fot. Materiał prasowe / Shin Megami Tensei V

Shin Megami Tensei V to jednak przede wszystkim walka i to na tym elemencie spędzimy zdecydowaną większość czasu gry. Różnorodne demony, z którymi będziemy musieli walczyć, spotkamy na każdym kroku i w każdym zaułku. Chcesz przejść do najbliższego wskaźnika misji głównej? Stocz kilkanaście walk z pomniejszymi potworkami. Chcesz zebrać przedmiot na uboczu? Pokonaj kolejną grupkę przeciwników. Do tego dochodzi sporo grindu, aby zwyczajnie zwiększyć nasze statystyki, bo poziom trudności w SMT 5 nie wybacza błędów i z wieloma bossami będziemy męczyć się dość długo. Jest to więc typowy jRPG, gdzie powtarzalność i grind to jeden z elementów gatunku. Sam turowy system walki jest przyjemny, ale też nie odkrywa koła na nowo. Atakujemy tu każdym członkiem naszego zespołu (możemy mieć do trzech towarzyszy), a dopiero potem następuje tura wroga. Co też ciekawe, uderzenia krytyczne, na przykład w wyniku wykorzystania skilla będące słabością wroga, pozwalają zyskać nam dodatkowe ruchy.

Zobacz również: Popkulturowy przegląd miesiąca – najciekawsze premiery filmów, gier i komiksów grudnia!

Ważnym elementem gry jest również dobieranie drużyny, na czym możemy spędzić wiele godzin. Trudnych bossów nie da się bowiem pokonać, nie uzbrajając się w odpowiednich towarzyszy z kluczowymi umiejętnościami. Członkowie naszej drużyny bohaterów to oczywiście złapane/oswojone demony – coś na wzór Pokemonów. Aby zwerbować ich do naszego zespołu, musimy wykazać się krasomówstwem albo też obdarować ich prezentami czy pieniędzmi. Demony różnią się umiejętnościami i słabościami. Jedne będą mogły leczyć towarzyszy, inne atakować silnymi skillami magicznymi, a jeszcze inne będą miały dużo zdrowia i silne ataki fizyczne. Najciekawsze jest tu jednak dokonywanie fuzji poszczególnych demonów, aby stworzyć jeszcze silniejszego kompana z unikalnymi skillami. Możliwości jest tu cała masa.

Graficznie Shin Megami Tensei V na Switcha wygląda nieźle i wyciska ostatnie soki wydajnościowe z tej konsolki. Bardzo dobrze wypadają przerywniki filmowe, które zachwycają szczegółowością. W trybie przenośmy gra jednak trochę traci na uroku i zdarzają się jej też większe spadki płynności przy eksploracji – w trybie stacjonarnym jest lepiej, ale też nie idealnie.

Fot. Materiał prasowe / Shin Megami Tensei V

Shin Megami Tensei V na pewno nie jest grą dla wszystkich. Po pierwsze trzeba mieć na uwadze, że to gra skrajnie różna od Persony, choć obie serie posiadają podobne elementy. Persona jest znacznie przystępniejsza, bo nie przytłacza poziomem trudności i posiada wiele innych składowych, dzięki czemu nie nudzi jednostajnością. Shin Megami Tensei V za to trzyma się korzeni serii i nadal jest złożonym, hardcorowy dungeon crawlerem, gdzie liczy się grind i bardzo wymagające walki. Jeśli nie lubicie nieustannej walki w systemie turowym z niekończącymi się przeciwnikami, to możecie się od tytułu odbić. Wszyscy inni będą wniebowzięci, bo gra ze swoich założeń wywiązuje się perfekcyjnie.

Plusy

  • Bogaty, zróżnicowany świat
  • Wymagająca i angażująca walka
  • Fabuła nie jest tu najważniejsza, ale i tak potrafi zachwycić

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Masa typowego dla gatunku grindu
  • Zwyczajnie nie dla każdego
Mateusz Chrzczonowski

Nie zna się, ale czasem się wypowie. Najczęściej na tematy gamingowe, bo na graniu i czytaniu o grach spędził większość życia. Nie ukrywa zboczenia w kierunku wszystkiego, co pochodzi w Kraju Kwitnącej Wiśni czy też niezdrowego zauroczenia kinem z różnych zakątków Azji.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze