Najgorszy człowiek na świecie – recenzja filmu. Ach, to życie…

Macie czasami takie odczucie, że jakiś film, serial, lub piosenka odwzorowuje was? Czujecie się jakby twórca znał was od podszewki, a dzieło jest jak szpilka do waszych słabości? Tak właśnie się czułam oglądając film Najgorszy człowiek na świecie. Przed seansem staram się nie oglądać za dużo materiałów promocyjnych, aby wyrobić sobie własną opinię „na żywca”. Zaciekawiona tytułem wybrałam się więc na seans i wyszłam… Jak po terapii. Dlaczego? No więc zacznijmy od początku.

Film opowiada historię Julie, która jest u progu trzydziestych urodzin. Poznajemy ją jako studentkę medycyny i szybko zdajemy sobie sprawę, że bohaterka nie jest szczęśliwa w swoim życiu. Kiedy coś jej nie odpowiada zmienia zawód, kolor włosów i poznaje nowe osoby. Julie jest fotografem, pracuje w księgarni, ale dalej czuje się zagubiona. Jest w związku ze starszym od siebie Akselem – autorem komiksów. Kiedy na przypadkowej imprezie Julie poznaje Eivinda i spędza z nim całą noc, zaczyna zastanawiać się, czy ten młodszy od niej, pewny siebie i odrobinę szalony chłopak nie jest właśnie tym, czego potrzebuje w życiu.

Zobacz również: Batman – recenzja filmu. Gacek, którego potrzebowałem

Najgorszy człowiek na świecie
Najgorszy człowiek na świecie (2021)

Julie przez cały film próbuje odnaleźć siebie. Widzimy jej związki, mamy więc profesora, modela, twórcę komiksów, a także zwyczajnego chłopaka, którego Julie poznaje na imprezie. Julie musi zrozumieć, że nie każdego możemy uszczęśliwić. Bo przecież lata beztroski kiedyś się kończą i przychodzi moment, w którym musimy określić się, co tak naprawdę chcemy robić w życiu.

Zobacz również: Walka z lodem – recenzja filmu. W mroźnym sercu Arktyki

Film promowany jest jako komedia romantyczna, a w rzeczywistości jest to słodko-gorzki komediodramat. Owszem są sceny w których można lekko się uśmiechnąć, ale tu nie chodzi o humor.  Mamy oto melancholijny, pełen spokoju obraz, który pomimo dwóch godzin ogląda się szybko. Dlaczego więc napisałam na początku recenzji, że wyszłam jak po terapii? Przez cały seans moje odczucia i emocje  skakały jak amplituda. Pod koniec filmu ogarnął mnie taki wewnętrzny spokój, właśnie jakbym wyszła z sesji terapeutycznej.

 najgorszy człowiek na świecie
Najgorszy człowiek na świecie (2021)

Renate Reinsve, czyli filmowa Julie jest po prostu cudowna. Jej spojrzenie jest wręcz hipnotyzujące, nie możemy się doczekać co dalej bohaterka chce nam przekazać. Postać Aksela też zasługuje na łapkę w górę. To wypalony artysta, pragnący miłości i stabilizacji w życiu. Jego wątek mimo tego, że nie jest zbyt długi w płynny i ciekawy sposób dopełnia historię. Jedynym bohaterem, który mi nie podpasował jest Eivind, owszem jest ważny w fabule, ale jako osoba niczym mnie nie zaciekawiła.

Na uwagę zasługują również zdjęcia. Są przepiękne, subtelne, z klasą, z przyjemnością taki film się ogląda. Scena która najbardziej zapadła mi w pamięć, to moment gdy cały świat się zatrzymuje, a Julie biegnie radośnie. Od razu ciepło mi się zrobiło na sercu.

Zobacz również: To nie wypanda – recenzja filmu. Idealna animacja na wspólny seans rodzica z dzieckiem

Warto wybrać się na film Najgorszy człowiek na świecie. Oczywiście każdy odbierze go inaczej, to zależy od wieku i w jakim miejscu znajdujemy się w życiu. Dla mnie jest to piękna, a zarazem smutna droga poszukiwania siebie, swojego szczęścia. Bo koniec końców to my powinniśmy być w zgodzie ze samym sobą i rozwijać swoje pasje i zainteresowania.

Plusy

  • Naprawdę działa terapeutycznie
  • Cudowna Renate Reinsve
  • Przepiękne zdjęcia norweskiej krainy

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Opisywany jako komedia romantyczna, gdzie w rzeczywistości nią nie jest
Ola Siądecka

Miłośniczka sztuki w każdym wydaniu. Wielbicielka kina akcji i dramatów. Nie lubi nudy w życiu i na ekranie. W wolnym czasie maluje i słucha muzyki z lat 80-tych.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze