Half-Life 2 to dobra gra, ale jeszcze lepsza dystopia

Powiedzieć, że Half-Life 2 to dobra gra, to nie powiedzieć nic. Rewolucja na skalę Super Mario 64 w kontekście platformerów 3D albo Blacka z PlayStation 2 w kontekście shooterów na konsole. To doświadczenie przekraczające dotychczasowe granice i wyznaczające nowe standardy. Zarówno w warstwie rozgrywki, jak i narracji.

Zanim zaczniemy wgryzać się w mięsistą budowę struktury Half-Life 2, to chciałbym wyjaśnić mały szczegół. Wiem, że funkcjonuje istotne rozróżnienie w zakresie znaczeniowym słów „antyutopia” i „dystopia”. I tak, wiem, z czego to rozróżnienie wynika, znam założenia definicyjne. Half-Life 2 to zdecydowanie przykład dystopii.

Niemniej jednak – nie zamierzam się tutaj silić na żadne puryzmy. Gdybyśmy chcieli czepiać się drobiazgów, to w historii idei funkcjonuje tylko jedna utopia i jest nią, no cóż, Utopia Thomasa More’a. Zatem, jak to się mawia, mniejsza o większe, nie czepiajmy się słówek. Mówta jak chceta.

Zobacz również: Ghostwire: Tokyo – Recenzja gry. Uwierz w ducha

Tradycja snucia rozmaitych wizji na temat potencjalnie szkodliwych wpływów rozwoju cywilizacyjnego na głębię czy jakość ludzkiego życia jest dobrze zakorzeniona. Powiedziałbym nawet, że moda na dystopijne wizje jeszcze niedawno święciła triumfy w kulturze. Popularność takich dzieł jak Igrzyska Śmierci czy, żeby nie szukać daleko, Squid Game demonstruje jasno, że mamy dużą potrzebę konsumowania tego rodzaju treści.

Zastanawiam się czasami, skąd wynika takie zainteresowanie czarnymi scenariuszami przyszłości. Dlaczego z taką niepohamowaną lubością zagłębiamy się w pomysłach zniewolenia ludzkości albo zredukowania jej do siły roboczej. Odpowiedź wydaje się jednak prosta, żeby nie powiedzieć – prostacka.

Half-Life 2 photo 9
Fot. Planeta Gracza

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele narracji dystopijnych utrzymana jest w duchu zakamuflowanego moralitetu. Jakiegoś ostrożnego zwrócenia uwagi na określony aspekt rozwoju cywilizacyjnego.

Uważajcie, bo technologia może nieść za sobą takie i takie niebezpieczeństwa (Issac Assimov, Philip K. Dick, Stanisław Lem). Uważajcie, po manipulacje językowe mogą prowadzić do zniewolenia (Orwell). Uważajcie, bo dążenie do przyjemności może okazać się zgubne (Huxley). Dystopie często stają się też przeźroczem, w którym można przyjrzeć się zachowaniu określonych typów osobowości (Collins) i okazją do odświeżenia skostniałego nurtu (też Collins).

Zobacz również: CD Projekt RED zapowiada kolejną grę w uniwersum Wiedźmina

To zaledwie przykłady najpopularniejszych autorów, które akurat przyszły mi do głowy. Elementy antyutopijne można odnaleźć również w takich serialach jak Black Mirror, wspomniane Squid Game czy Westworld.

Dystopia to więc wyraz zaniepokojenia autora lub autorów na temat kierunku, w którym zmierza cywilizacja i ludzka społeczność. Nie da się jednak nie zauważyć ciekawej prawidłowości. Tych negatywnych scenariuszy przyszłości mamy znacznie więcej niż pozytywnych. Wizje utopijne może nie tyle się nie pojawiają (chociażby taki H. G. Wells dbał o podtrzymanie żywota tej konwencji), ile pojawiają się znacznie rzadziej.

Half-Life 2 photo 2
Fot. BE Atsit

Ponownie, powód wydaje się prostacko oczywisty. Tak, jak bardziej angażuje nas zagadnienie zła, tak też wolimy zastanawiać się nad dystopiami. Czarny charakter zawsze będzie ciekawszy od krystalicznie czystego bohatera. Tutaj akurat powód wydaje mi się całkiem interesujący.

Zło i brak perfekcji to dużo bardziej ludzkie właściwości niż boska doskonałość. Łatwiej utożsamić się nam z postaciami o mniejszej konsekwencji moralnej. Dlatego to właśnie Iron Man cieszy się większą popularnością wśród entuzjastów MCU niż Kapitan Ameryka. Osoby niewczytujące się przesadnie w komiksowe historie wolą Batmana od Supermana, bo ten drugi (mylnie) postrzegany jest jako niepokonany i stuprocentowo dobry. A przez to – nudny.

Zobacz również: Najlepsze gry dekady 2010-2019

Zło jest więc bardziej ludzkie, tak jak dystopia jest bardziej prawdopodobnym scenariuszem przyszłości niż życie w zgodzie, trzymanie się za ręce i śpiewanie Kumbaya przy ognisku. Dodam jeszcze, żeby nie wyszło dziwnie, że zło nie jest dla nas, konsumentów kultury, żadnym ideałem, do którego należy dążyć. To nie jest przecież tak, że wszyscy chcemy być złymi ludźmi.

Karkołomnie założę wręcz, że zdecydowana większość z nas dwoi się i troi, aby jednak móc uchodzić za ludzi dobrych, kierujących się w życiu żelaznym kodeksem moralnym i świadomie mówiących „nie” nieetycznym zachowaniom. A że kultura pełni dla nas funkcję eskapistyczną i pozwala doświadczyć nieco innego zestawu emocji, to pozwalamy w jej obszarze dać się złu oczarować. Jest ono po prostu fascynujące. Niech pierwszy rzuci kamienia, kto podczas seansu Milczenia owiec nie zachwycił się kreacją Hopkinsa.

Half-Life 2 photo 3
Fot. Gry OnLine

Analogicznie: bardziej fascynują nas dystopie. Zastanawiamy się, jakiż to okrutny los przypadnie w udziale naszym dzieciom i wnukom, a być może i nam samym. Problem jednak w tym, że tak, jak trudno napisać wiarygodną i angażująca postać negatywną, tak równie trudno jest zaprojektować dystopię.

System rządzenia o spójnej strukturze wewnętrznej oddziałujący na obywateli poprzez strach lub opresyjny aparat władzy to nie jest prosta rzecz do wykombinowania. Kultura pamięta tylko te względnie udane próby, a i tak nie wszystkie one są równie przekonujące. Osobiście nigdy nie kupowałem wizji Igrzysk śmierci, z biegiem lat mam też sporo zarzutów wobec Roku 1984 Orwella.

Zobacz również: Prime Video – biblioteka poszerzy się o ogrom tytułów po przejęciu studia MGM!

Im mocniej zastanawiam się nad sposobem tworzenia dystopii, tym bardziej przekonuje się, że model Orwellowski jest po prostu nudny. Godzina policyjna, służba bezpieczeństwa pałująca za najdrobniejsze występki i życie w tzw. drugim obiegu. I jasne, że są tam świetne pomysły, siłą Roku 1984 wcale nie jest twist z Wielkim Bratem, ale właśnie wykorzystanie języka jako narzędzia opresji i atomizowania społeczeństwa. Całość jednak jest mocno meh.

I myślę o tym retroaktywnie, a więc jestem mocno nie fair względem tekstów tworzonych w pierwszej połowie XX wieku, gdzie jednak walka o sumę dusz ludzkich działa się głównie na spotkaniach kongresów i mównicach, a depozytariuszami przyszłości stawali się cyniczni politycy.

Strony: 1 2

Błażej Tomaszewski

Lubi rzeczy oraz pisanie. Dlatego pisze o rzeczach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze