Doktor Jekyll i Pan Hyde – recenzja książki. Czas nadrobić kupkę wstydu

Doktor Jekyll i Pan Hyde to powieść, o której słyszał chyba każdy.  Czy warto jednak samemu po nią sięgnąć i przekonać się, o co tyle szumu? Zaraz się przekonamy.

Doktor Jekyll i Pan Hyde od dawna zalegało na mojej kupce wstydu. Powtarzałam sobie, że tak, tak, kupię i przeczytam w trakcie przerwy świątecznej, wakacji, no dobra, może po maturze… albo pierwszej sesji… i tak jakoś zawsze znajdował się pretekst, żeby zająć się tym trochę (albo nawet więcej niż trochę) później. Teraz jednak, dzięki wydawnictwu Dwie Siostry, nadszedł kres odkładania. Stało się – Jekyll oraz Hyde finalnie doczekali się chwili mojej uwagi. I w sumie cieszę się, iż tak się stało.

Powieść ta pozwala nam śledzić losy (w głównej mierze, acz nie jedynie) adwokata nazwiskiem Utterson. Przyjaciel mężczyzny, doktor Henryk Jekyll, złożył w jego kancelarii nadzwyczaj dziwny testament, w którym przepisał całą swoją własność tajemniczemu jegomościowi nazwiskiem Hyde. Jurysta postanawia więc dowiedzieć się, skąd taka decyzja i kim jest niedoszły spadkobierca doktora. Im głębiej jednak kopie, tym osobliwszych oraz straszniejszych rzeczy się dowiaduje. Szybko wychodzi na jaw, że jego stary przyjaciel wcale nie był mu tak dobrze znany, jak wcześniej sądził.

Zobacz również: Mów mi Win – recenzja książki. Szczęścia nie kupisz

Fabuła książki jest stosunkowo prosta – Utterson musi się dowiedzieć, kim jest Hyde, więc robi wszystko, aby to osiągnąć. Nie można jednak powiedzieć, by prostota równała się nudzie. Zagadka rozwija się i komplikuje w dość interesujący sposób, czuć narastające napięcie oraz zagubienie adwokata. Intryga wyślizguje mu się z rąk, coraz to kolejne problemy atakują go ze wszystkich stron. Wątek główny śledziło się bardzo przyjemnie, chociaż, nie ma co ukrywać, na pewno byłby ciekawszy, gdybym nie znała wcześniej zakończenia. Niestety jednak ta historia ma już tyle lat, iż trudno było się uchronić przed tego typu spoilerami. Aczkolwiek muszę przyznać – parę razy fabuła motała się na tyle, że sama już zaczynałam wątpić, czy zasłyszane informacje były prawdziwe. A za to książce zdecydowanie należy się plus.

Fot. Skan ilustracji z książki Doktor Jekyll i Pan Hyde (wyd. Dwie Siostry)

Co zaś się tyczy postaci – najważniejszych bohaterów mamy trzech: adwokata Uttersona, doktora Jekylla i, oczywiście, Edwarda Hyde’a. Przez większość czasu czytelnik towarzyszy jednak temu pierwszemu, dlatego też to jego pozwolę sobie omówić najpierw.

Gabriel John Utterson to wieloletni przyjaciel doktora Jekylla. Adwokat jest człowiekiem praworządnym oraz spokojnym, na ogół niezbyt wylewnie okazującym uczucia, choć z całą pewnością nie ich pozbawionym. Nie da się odmówić mu lojalności oraz przywiązania wobec bliskich, co widać chociażby po jego zaangażowaniu w sprawę Jekylla. Jako protagonista sprawdza się dobrze, choć warto zauważyć, że znacznie bliżej mu do postaci typu everyman niż charakternego głównego bohatera rodem ze współczesnych kryminałów. Taki zabieg nie każdemu musi się podobać, acz ma jedną, wyraźną zaletę – znacznie ułatwia czytelnikowi postawienie się na jego miejscu. Ludziom na ogół prościej jest utożsamić się z czymś, co jest im bliskie. A wydaje mi się, iż Utterson był właśnie kimś takim. Nawet jeśli współcześnie już mniej, to w okolicach premiery tej historii na pewno.

Zobacz również: Renomowany katalog Walker & Dawn – recenzja książki. Młodzieńcze przygody w XX-wiecznym USA

Dalej mamy nasz tytułowy duet – Jekylla i Hyde’a. Ci dwaj to swoje zupełne przeciwieństwa. Jekyll jest wysoki, Hyde – niski. Jekyll jest już w podeszłym niemal wieku, Hyde to młodzik. Ale przede wszystkim – Jekyll to sympatyczny, pomocny człowiek, natomiast Hyde jest złem wcielonym, dosłownie i w przenośni. Ta historia ma już niemal sto pięćdziesiąt lat, więc chyba dla nikogo nie jest już tajemnicą, iż ci dwaj to różne wcielenia tej samej osoby. Edward zrodził się z niecnych zapędów doktora, które ten odseparował do postaci osobnego bytu za pomocą specjalnej mieszanki leków. Początkowo Jekyll potrafił panować nad tym, kiedy Hyde przejmował kontrolę nad ich ciałem, jednak nie minęło długo, nim okazało się, iż jego młodsze, brutalne wcielenie zaczęło go dominować. Edward zaś pozwalał sobie na coraz gorsze wybryki, doprowadzając swój pierwowzór do załamania.

Jekyll i Hyde są zdecydowanie najbardziej interesującą częścią tej książki z psychologiczno-historycznego punktu widzenia. Mnie jako studentce psychologii zależało na zapoznaniu się z tą książką właśnie ze względu na nich. Trudno w końcu o lepszy obraz tego, jak cywile patrzyli na dysocjacyjne zaburzenie osobowości w XIX wieku, niż Doktor Jekyll i Pan Hyde. O tym, jak widzieli to psychologowie z tamtego okresu, wiem doskonale – w końcu wykładają mi to namiętnie na uniwersytecie średnio raz na semestr wraz z całą resztą historii myśli psychologicznej. Rzadko jednak rozmawia się o tym, jak interpretowali to zwykli, szarzy Kowalscy (lub Smithowie, bo w Wielkiej Brytanii w tamtym okresie o Kowalskich jeszcze trudno). Fajnie było zobaczyć, w jaki sposób powieść traktuje ten temat.

Zobacz również: Wilgość – recenzja książki. Obskurny zew realności

Charakterystyczną rzeczą dla tej powieści jest także styl pisania autora, zauważalnie zabarwiony klimatem swojej epoki. Tłumacz całkiem zgrabnie sobie z nim poradził – tekst zrozumiałam bez żadnego problemu, ale jednocześnie nie stracił on tego typowego uroku spolszczonej staroangielszczyzny. Nie unowocześniono go na siłę, za co bardzo szanuję. Prócz tego napisano go bardzo przejrzystą, sporą, przyjemną do czytania czcionką, która również przypadła mi do gustu. Pod tym względem wydawnictwo Dwie Siostry spisało się na medal.

Z technicznego punktu widzenia warto zwrócić uwagę również na ilustracje zamieszczone w tym wydaniu. Jest ich naprawdę całe mnóstwo. Mają one różnoraką estetykę; jedne są stylizowane na dziecięce rysunki, inne to niepokojąco przerabiane zdjęcia, a jeszcze inne – obrazy z dorabianymi kredką elementami. Takie grafiki generalnie oddają klimat choroby, o której (no, mniej więcej) mowa w powieści, aczkolwiek nie wydaje mi się, aby pasowały stricte do Hyde’a – ten gałgan wprawdzie jest szalony, ale niekoniecznie w takim wydaniu. Opisywano go jako gbura i agresora, ale nie nadpobudliwego maniaka, z jakim te obrazki mi się kojarzą. Mimo wszystko jednak doceniam oryginalną wizję artystyczną. Darowałabym sobie tylko zmianę koloru papieru, ponieważ ten żółty i czerwony wydały mi się ciut zbyt jaskrawe. Może gdyby odrobinę bardziej je stonować, to zadziałałyby lepiej.

Zobacz również: Horrorstör – recenzja książki. Ikea z piekła rodem

Wydaje mi się, że to już wszystko, czym chciałam się podzielić odnośnie tej pozycji. Doktor Jekyll i Pan Hyde okazało się naprawdę ciekawą lekturą nawet pomimo tego, iż po tylu latach i tak już doskonale wiedziałam, jakie jest rozwiązanie intrygi. Książka, choć krótka, zapewniła sporo rozrywki oraz dostarczyła interesujących mnie informacji. Jeżeli więc komuś jeszcze ta pozycja zalega na kupce wstydu tak jak mnie dotychczas, to polecam finalnie się przełamać i za nią wziąć – warto.


Doktor Jekyll i Pan Hyde okładka

Autor: Robert Louis Stevenson
Tłumaczenie: Tadeusz Jan Dehnel
Wydawca: Dwie Siostry
Premiera: 2 lutego 2022 r.
Oprawa: twarda
Stron: 256
Cena: 49,90 zł

Plusy

  • Pomimo znajomości zakończenia, historia zdołała sprawić, że zaczęłam wątpić w posiadane spoilery
  • Ciekawa, barwna oprawa graficzna
  • Przyjemna do czytania czcionka

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Trochę zbyt jaskrawy kolor papieru w kilku miejscach
Patrycja Grylicka

Zapalona fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze