InwestyGatory. Pełne zanurzenie – recenzja komiksu. Nauka matką katastrof

Gadzi detektywi Mango i Brasz powracają z kolejną porcją zagadek. Tym razem w programie mamy Detroit: Become Human, zalewanie miasta, dziwacznych mutantów, więcej krokodyla-krakersa i wiele, wiele innych. Ahoj, przygodo!

InwestyGatory. Pełne Zanurzenie to drugi tom serii komiksów pod tytułem InwestyGatory. Nasi łuskowaci ulubieńcy, Mango i Brasz, wpadają w niemałe kłopoty – zawalają dwie misje pod rząd, przez co szef odbiera im tytuł agentów. Detektywi jednak nie są w stanie trzymać się z dala od nowych śledztw, to silniejsze od nich. Dlatego też gdy na horyzoncie pojawia się robot duch i dziwaczne hybrydy, aligatorowi partnerzy biorą sprawy w swoje ręce. Nie zważając na przysłaną przez T.R.O.P. inną grupę agentów, Brasz i Mango wykonują misję we własnym zakresie – tym razem skuteczniej niż poprzednie.

Zobacz również: InwestyGatory – recenzja komiksu. Gadzi detektywi na tropie

Czego zaś dokładnie dotyczy główna zagadka? Pełne Zanurzenie skupia się wokół kodu Klajstronu – wynalazku, który potrafi złączyć ze sobą dwa dowolne elementy. Przez wpadkę aligatorów kod ten przedostaje się do robota Głównej Naukowczyni wyposażonego w ludzkie emocje. Kod Klajstronu wmieszał się w procedurę przytulania, przez co za każdym razem, gdy robot próbuje kogoś uściskać, czyni z przytulanego hybrydę. Jednocześnie podczas starcia z Krakerdylem Mango i Brasz doprowadzają do zalania miasta, co powoduje kolejne komplikacje. Woda zalewa uszkodzonego robota, przez do ten traci swoją fizyczną formę i staje się robotem-duchem. A przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka…

W tym tomie fabuła zainteresowała mnie chyba bardziej niż w poprzednim. Przede wszystkim, w Pełnym Zanurzeniu nasze gady mają nie tylko wzloty, ale również upadki – i to dosyć bolesne. Choć wciąż wiadomo, iż prędzej czy później musi im się udać, to jednak miło zobaczyć, że czasem ich głupota powoduje też problemy. Brzmi trochę jak złorzeczenie? Być może, ale cóż począć. Lubię, kiedy bohaterowie nie są we wszystkim najlepsi, nawet jeśli mowa tylko o głupiutkiej komedyjce dla najmłodszych.

Zobacz również: Kaczogród, tom 15 – recenzja komiksu. Przygoda, śmiech i… Dumbo!

Odniosłam też wrażenie, iż Pełne Zanurzenie nie ma już aż tak zachwianej proporcji żart-fabuła jak poprzednik. Oczywiście, dowcipów wszelkiej maści nadal jest multum, ale tym razem to nie one budują główny wątek. Pomysł na przytulaśnego robota-ducha z założenia ma być zabawny, aczkolwiek jednocześnie Green ma też dlań nieco mniej absurdalne niż zwykle, mniej-więcej naukowe wyjaśnienie (wciąż nie jestem przekonana, czy woda może tak po prostu przemieszczać się kablami elektrycznymi, ale niechaj będzie). Zachowano tu przynajmniej częściowo ciąg logiczny, wniosek B rzeczywiście może wynikać z przesłanki A. Dzięki temu główna misja Mango i Brasza wybrzmiewa między żartami wyraźniej niż ostatnim razem, zaś czytelnik może śledzić rozwój śledztwa, a nie tylko wierzyć na słowo, że coś takiego zachodzi.

Żeby jednak za dużo nie słodzić, chcę też zwrócić uwagę na lekki zgrzyt, jaki odczułam przy czytaniu. Jak główny wątek sprawdza się naprawdę fajnie, tak ten z Krakerdylem w wielu miejscach wydaje się doklejony na siłę. Nie wydawał mi się on potrzebny sam w sobie, a raczej jako pretekst dla popchnięcia do przodu głównej linii fabularnej. Z całego Pełnego Zanurzenia mogę wyróżnić jedynie dwie krótkie sceny, które rzeczywiście były ważne dla jego własnego wątku. Cała reszta występu Krakerdyla to różnorakie wpadki utrudniające InwestyGatorom główne śledztwo.

Zobacz również: Czarodziejki W.I.T.C.H., tom 4 – recenzja komiksu

A czy w drugim tomie InwestyGatorów mamy więcej charakteru bohaterów? No cóż, niekoniecznie. Wciąż są po prostu głupkowatymi śmieszkami w odgórnie ustalonych proporcjach. Można ich lubić, czymś tam się trochę od siebie różnią, ale nadal czegoś mi tu brakuje. Tak więc – czekania na więcej osobowości u postaci ciąg dalszy.

Technicznie Pełne Zanurzenie jest na niemal identycznym poziomie co poprzednik, więc nie będę się rozpisywać. Kreska nadal jest prosta, a kolorki – wciąż ładne. Natomiast zwróciłam uwagę na jeden drobiazg, który wypada nieco lepiej niż ostatnio. A mianowicie: piosenki. W komiksie bowiem – i w pierwszym, i w drugim tomie – mamy drobne „teledyski” ze śpiewanymi wierszykami. W części numer jeden jest ich więcej, plus wplata się w nie popkulturowe smaczki, ale jednocześnie tam, gdzie się akurat niczym nie inspirowano, rymy są mocno niezgrabne, nieraz naciągane. Tutaj za to tłumaczom wyszło to znacznie lepiej, za co mają ode mnie drobny plusik.

Zobacz również: Wujek Sknerus i Kaczor Donald, tom 9 i 10 – recenzja komiksu. Ależ to była przygoda…

W ogólnym rozrachunku Pełne Zanurzenie jest równie dobre co pierwsze InwestyGatory, a na niektórych płaszczyznach nawet lepsze. Wciąż tak samo zabawne (oczywiście o ile taki głupiutki, „kibelkowy” humor do kogoś trafia) i jest tak samo ładne wizualnie. Fabularnie natomiast, pomimo Krakerdyla, wypada odrobinę ciekawiej niż zeszłym razem i dlatego też ocena będzie ciutes wyższa. Póki co mamy tendencję zwyżkową, zobaczymy, co przyniosą kolejne tomy.


Pełne zanurzenie

Autor: John Patrick Green
Tłumaczenie: Anna Lewicka
Wydawca: Jaguar
Premiera: 20 lipca 2022 r.
Oprawa: miękka
Stron: 204
Cena: 39,90 zł


Recenzja powstała dzięki współpracy z wydawnictwem Jaguar.

Plusy

  • Całkiem ciekawa fabuła, bardziej się klei niż w pierwszym tomie
  • Przyjemne, rymujące się dżingle
  • Wizualnie wciąż nic do zarzucenia, wyraźne ekspresje i ładne kolorki

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Wątek Krakerdyla potraktowany w dużej mierze do popychania głównej osi fabularnej tomu
  • Unikalnych osobowości bohaterów nadal brak
Patrycja Grylicka

Zapalona fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze