Fantastyczne Zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a – recenzja filmu [Blu-ray]

Z okazji premiery filmu Fantastyczne Zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a na DVD, Blu-ray oraz UHD, przypominamy wam naszą recenzję!

Filmowe uniwersum Harrego Pottera wciąż – mimo upływu dekady od ostatniej części sagi – przyciąga do siebie miliony odbiorców, wyczekujących nowych produkcji. Warner Bros przez ostatnie lata odwaliło kawał roboty, fundując fanom aż dwa najzupełniej przeciętne filmy. Chapeu bas! Aż ciężko mi uwierzyć z jaką gracją studio marnuje jeden z największych filmowych potencjałów w dziejach. Ratunkiem mogłaby się jednak okazać trzecia część cyklu Fantastyczne Zwierzęta, która właśnie pojawiła się w kinach. Mogłaby, owszem. Ale czy okazała?

Powiedzmy sobie szczerze – dwie pierwsze części Fantastycznych Zwierząt nie odniosły przesadnego sukcesu. A przynajmniej w naszych sercach, wszak wyniki boxoffice świadczą o czymś zgoła innym, co udowadnia tylko, jak dużą i oddaną rzeszę fanów ma świat Harrego Pottera. Fanów, którzy czują coraz większy głód. Głód, którego Tajemnice Dumbledore’a w żaden sposób nie zaspokajają.

Zobacz również: Belfast – recenzja filmu [Blu-Ray]

Pokrótce fabuła – Gellert Grindelwald pragnie stanąć na czele czarodziejów i ziścić swój misterny plan wymordowania wszystkich mugoli. Dumbledore i spółka skupiają wszystkie swe wysiłki na zniweczeniu jego zamiarów. Newt Scamander jest po prostu sobą, czyli Eddiem Red… Ekhm, przepraszam, Newtem. A Jacob Kowalski próbuje ułożyć sobie życie poza światem czarodziejów, prowadząc piekarnię i dyskutując z niewidzialnymi przyjaciółmi.

Zobacz również: Wszystko wszędzie naraz – recenzja filmu. PRAWDZIWE multiwersum obłędu

Czuję potrzebę przyznać, że na tym etapie pisania recenzji pojąłem, iż te wszystkie rzeczy, o których chciałem napisać – a były to głównie wady filmu – nie mają żadnego znaczenia. Jest on tak cholernie nijaki (przykro mi to pisać) tak głupi i naiwny (aż mi ręka zadrżała) i wręcz żałośnie patetyczny, że narzekanie byłoby stratą mojego i waszego czasu. Tak naprawdę mogę się streścić w trzech słowach:

Przyjdźcie, obejrzyjcie, zapomnijcie.

Co więcej, w Internecie wylało się już mnóstwo pomyj i obelg rozdrażnionych fanów – a ja nie chcę dokładać do tego swojej cegiełki. Fakt, może Tajemnice Dumbledore’a na to zasługują i być może moim obowiązkiem jest wypomnieć Warnerowi to odrażające lenistwo, jakim zbywają oczekiwania widowni, ale nie czuję się odpowiedni, by to robić. A dlaczego? Cóż, szczerze mówiąc… Film mi się podobał. Już tłumaczę.

Zobacz również: Zaginione Miasto – recenzja filmu. Kino przygodowe nadal w formie

Fot. Materiały prasowe

Po tym, jak Zbrodnie Grindelwalda okazały się rozczarowaniem, straciłem wszelkie nadzieje w stosunku do tej serii. Ten płonny wybryk naprawdę miał potencjał, ale od początku nie próbował go wykorzystać. Fantastyczne zwierzęta w istocie żerują na popularności rodzimej serii, fundując prostą i leniwą rozrywkę niesioną na sentymentach i nostalgii. Postanowiłem jednak pogodzić się z powyższym i przyjąć to, co jest, traktując serię o legendarnym Newtcie jako przystanek przed następną stacją, jako przystawkę przed głównym daniem. Uniwersum Pottera jest ogromne i pomieści mnóstwo projektów, jakie prędzej czy później ujrzą światło dzienne. Choćby długo zapowiadany serial, o którym staje się coraz głośniej. Trzymajmy zatem kciuki za to, co nadejdzie, bo świat czarodziejów dopiero rośnie w siłę.

Zobacz równieżInni ludzie – recenzja filmu. Trudne sprawy

I choć wiele może frustrować – choćby związek Albusa i Gellerta, który z niedopowiedzianej tajemnicy stał się nic nieznaczącym faktem, bądź kompletnie zmarnowanej postaci Credenca, którego czas ekranowy został ograniczony do minimum, bądź też potęgi Grindellwalda, którą potraktowano po macoszemu. Że też nie wspomnę, że ton filmu utrzymany jest na poziomie animacji pokroju Krainy Lodu – po ciężkiej drodze zwycięża prawość i dobro, bohaterzy zostają obsypani płatkami róż, zapanowuje miłość i harmonia etc. I choć, powtarzam, wiele może frustrować – to ja poważnie bawiłem się przyzwoicie. To tylko przystanek.

Zobacz również: Drive My Car – recenzja filmu. Jak odnaleźć emocje

Podsumowując tę skąpą recenzję zmuszony jestem powtórzyć – Tajemnice Dumbledore’a to średniak, który nie ma praktycznie nic do zaoferowania (może poza świetnie zobrazowaną postacią Albusa i całkiem zabawnym Jacobem). Połączenie nieudolności scenarzystów i nijakości reżysera (błagam, dajcie już spokój biednemu Davidowi) nie miało prawa utworzyć nic solidnego. Oczywiście jako fani mamy prawo liczyć na wysoką jakość. Ale możemy też – do czego zachęcam – tymczasowo zaspokoić apetyt, zajadając tę nijaką porcję rozmiękłego ryżu. Z odpowiednim podejściem da się to przełknąć.

Plusy

  • Albus Dumbledore

Ocena

5.5 / 10

Minusy

  • Wszystko poza Dumbledorem
Karol Żołowicz

Zawsze chętny do dyskusji o popkulturze, fanatyczny bibliofil i miłośnik filmografii. Wychowany na horrorach ubiegłego wieku, obecnie rozmiłowany w literaturze fantastyki i grozy. Kocha Lovecrafta, filmy z Willemem Dafoe, ciszę oraz pączki bez nadzienia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze