Wojna Światów – recenzja komiksu. Dark World 2.0

Do Polski przybyło niedawno polskie wydanie jednego z najbardziej wybuchowych tomów Marvela. Starcie Mrocznych Elfów z Earth’s Mightiest Heroes wygląda tak, jak wyglądać powinien sequel filmowego Thora z 2013 roku. Pominąwszy oczywiście całą gamę herosów, których MCU jeszcze wtedy nie miało. Ale akurat sposób pokazania zagrożenia ze strony armii głównego antagonisty i ogrom wartkiej akcji to coś, czego zabrakło w filmowej wersji, powstałej na długo przed tym eventem. Marvel chyba jednak wyciągnął wnioski, ponieważ teraz starcie z Malekithem wyszło tutaj znacznie lepiej.

Wojna Światów opowiada o ostatecznym starciu Mrocznych Elfów, dowodzonych przez wspomnianego wyżej Malekitha, z ziemskimi herosami, wspieranymi przez niedobitków z Asgardu. Po kilku stronach wprowadzenia do powyższego motywu, rozpoczyna się rzeź. I wrzuceni tu jesteśmy w sam końcowy etap tej wojny światów, ponieważ w momencie, gdy zaczyna się historia, 9 światów już zostało podbitych. Został jedynie Midgard. Ziemia jest ostatnim bastionem, wyposażonym na całe szczęście w pokaźną gamę superbohaterów. W obliczu zagłady do walki stają tacy herosi jak Spider-Man, Daredevil, Punisher, Ghost Rider, Blade, Czarna Pantera, Wolverine i wielu innych. Niestety Thor – bóg piorunów i główna broń w walce z Malekithem – przepadł. Drużyna musi go odnaleźć jeśli chce mieć szanse na przetrwanie.

Zobacz również: Najlepsze komiksowe ekranizacje według Popkulturowców

Co do komiksu Wojna Światów mam nieco mieszane uczucia. Jak głosi sam tytuł mamy tu do czynienia z wielką bitwą. Jednak odmiennie do jednego z ostatnich filmów o Avengersach, tutaj mamy absolutnie samą wojnę. W Infinity War sporo było jednak introdukcji oraz łączenia ze sobą różnych elementów wprowadzanych przez lata, które nie miały wcześniej styczności. I w końcu, po pomniejszych starciach w końcu dochodzi do WOJNY. W omawianym komiksie z kolei starcie zaczyna się na początku i z naprawdę mikroskopijnymi przerwami trwa do samego końca. Akcja jest niezwykle wartka, cały czas widzimy potyczki różnych postaci w różnych miejscach wszechświata, praktycznie bez chwili oddechu. Czyta, a właściwie ogląda się to bardzo dobrze. Co można jednak więcej powiedzieć o komiksie, który nie oferuje nic więcej, poza właśnie akcją?

Wojna Światów

Nie chcę też być zbyt surowy. Bo to też nie jest dosłownie tak, że ten tom nie jest w stanie nam dać niczego poza ciągłą rozróbą. Mamy tu trochę Marvelowskiego humoru, ciekawe motywy i dość nietypowe, przez co nieco zaskakujące rozwiązania fabularne. A przede wszystkim komiks może nam zaoferować dobrą rozrywkę. Ponieważ jak wspomniałem czyta się to dobrze, i choć nie przebrnąłem przez tą historię jednym tchem, to mimo przerw chętnie do niej wracałem. Nieskomplikowanie fabuły sprawiało, że nie trzeba się zbytnio skupiać na tym co się dzieje, można po prostu podziwiać. Podobnie jak finałowa bitwa w Endgame. Patrz i ciesz oczy. Ciesz oczy nietypowymi kooperacjami, czy podróżami bohaterów w różnorakie światy (jak choćby Kapitana Ameryki do świata lodowych olbrzymów).

Zobacz również: Szkło, śnieg, jabłka i inne historie – recenzja komiksu

Tak czy owak ciężko mi pod niebiosa wychwalać tego tomu, ponieważ mimo powyższych zalet, jest to jedynie „spoko historia”. Na jedno przeczytanie, góra dwa. Ogrom akcji jest trafnym rozwiązaniem, w końcu mamy do czynienia z wojną. Jednak nie mogę się pozbyć wrażenia, że czegoś mi tutaj zabrakło. Mimo wszystko, że jest to wciąż jedno z bardziej emocjonujących komiksowych eventów jakie dostałem ostatnio od Marvela. Niestety daleko odstaje od chociażby tomu DCeased. Ale akurat porównywanie wydawnictw nigdy do niczego dobrego nie doprowadzi, więc nie będę w to brnął… Kwestia tego, że można było z tej historii wycisnąć odrobinę więcej soczku.

Wojna Światów
Armia Malekitha

A konkretniej mówiąc trochę więcej napięcia. Mamo mamy tutaj zwrotów akcji, zaskoczeń, czy cliffhangerów, które były by na tyle wciągające, że zmusiłyby mnie do kontynuowania, gdyby historia była podzielona na odcinki wydawane co tydzień. Tak – gdyby Wojna Światów była serialem MCU, to raczej obejrzałbym go z konieczności, aby żaden wątek z uniwersum mi „nie uciekł”.

Zobacz również: Zbrodnie przyszłości – recenzja filmu. Creepypunk

Sam komiks mogę polecić do przeczytania z podobnego powodu. Lepiej mieć go przeczytanego i wiedzieć co tam się działo niż nie. Wciąż jest to ważny dla uniwersum motyw. Jednak pod względem samej jakości nie wiem czy jest pierwszym wyborem jaki zasugerowałbym fanowi komiksów. Wojna Światów to fajna historia, naprawdę wybuchowy i napakowany akcją event. Dodatkowo pięknie narysowana, co ułatwia odbiór tej opowieści. Ale niestety, i mówię to z przykrością, nic poza tym. Żadne „WOW”.

Plusy

  • Wartka, nieprzerwana akcja
  • Bardzo ładna kreska

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Brak napięcia, zaskoczeń
Czarek Szyma

#geek z krwii i kości. Miłośnik filmów, seriali i komiksów. Odwieczny fan Star Wars w każdej formie, na drugim miejscu Marvela i DC Comics. Recenzent i newsman. Poza tym pasjonat wszelakich sztuk walki, co zapoczątkowało oglądanie akcyjniaków w hurtowej ilości. O filmach i serialach hobbystycznie piszę od kilku lat. Ulubione gatunki to (oczywiście) akcja, fantasy, sci-fi, kryminał, nie pogardzę dobrą komedią czy dramatem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze