Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy – recenzja dwóch pierwszych odcinków

Serialowy Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy niestety nie bronią się na żadnym froncie. Jeśli ktoś tęsknił za fantastycznymi krajobrazami, elfami, krasnoludami i hobbitami, proponuję wrócić do jednej z trylogii Petera Jacksona.

Od początku projekt zwany Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy wzbudzał sporo kontrowersji wśród fanów tego uniwersum. W końcu, doczekaliśmy się premiery tego długo wyczekiwanego serialu. I wydaje mi się, że mocno zawiedzeni będą zarówno fani Jacksona jak i wierni czytelnicy Tolkiena. Twórcy serialu chcieli przede wszystkim pokazać za dużo na raz – skaczą od postaci do postaci, od jednej krainy do drugiej. Rezultat? Opłakany. Widz nie przywiązuje się ani do bohaterów ani do świata przedstawionego.

Zobacz również: Terminal List – recenzja serialu. Podrasowany remake 'Strzelca’?

Oto mamy małą Galadrielę i jej starszego brata w niewinnej scence rodzinnej. Zaraz potem, razem z narratorem, przelatujemy kilkaset lat historii o życiu elfów, wyruszeniu z Valinoru do Śródziemia w ramach misji „pokojowej” i walkach z Morgothem, kiedy ginie brat głównej bohaterki. Kiedy już przeskoczyliśmy wszystkie najlepsze smaczki opowieści, widzimy ponownie Galadrielę jako dowódcę oddziału elfów. Niepokorna i motywowana chęcią zemsty na prawej ręce Morgotha – Sauronie – wbrew wszystkim wierzy, że ten jeszcze żyje i go szuka.

W międzyczasie mamy wioskę ludzi, w której zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Jeden z elfich strażników w okolicy smali cholewki do ludzkiej kobiety. Grupa hobbitów stara się trzymać z dala od wszelkich innych stworzeń. Wyjątkiem jest Nori – ciekawska dziewczynka, która znajduje olbrzyma, przybyłego z kosmosu. Elrond natomiast robi co mu się każe i na rozkaz króla wyrusza budować wieżę z elfami – kowalami. Odwiedza też starego przyjaciela – krasnoluda Durina, któremu jest winien srogie przeprosiny za brak kontaktu przez 50 lat.

Zobacz również: Kryptonim Polska – recenzja filmu. Ale zaraz – przecież miało się oberwać każdemu?

Piękna scenografia Pierścieni Władzy jest niestety sabotowana przez oświetlenie. Cały czas mamy wrażenie fałszywości i sztuczności przez zbyt ostre, nienaturalnie światło. Podobnie większość kostiumów i charakteryzacji – są zbyt idealne i sterylne. Nawet te, które mają być brudne i niechlujne, są zupełnie wyprane z osobowości postaci, które je noszą. Trzeba mieć również dużo dystansu do wizji bardziej prymitywnych hobbitów sprzed Hobbita.

Swoją drogą to samo wyszło z elfami, choć chyba niezamierzenie. Problem w tym, że do anturażu leśnych stworzeń zupełnie nie pasują twarzyczki porcelanowych lalek z wielkimi oczami i rumianymi policzkami. Dodaj do tego przemowę o chęci wyruszenia w nieznane, by zbadać świat za horyzontem i Moana jak malowana. Jedynie krasnoludy zyskały nowe, ciekawe oblicze.

Zobacz również: Ród Smoka, odc. 1 – recenzja. Umarł król, niech żyje król?

Nie mogę przejść obojętnie również nad castingiem w Pierścieniach Władzy. Galadriela (Morfydd Clark) jest bardzo jednowymiarowa, natomiast Elrond (Robert Aramayo) jest zupełnie nijaki i na razie nie wnosi zupełnie nic do serialu. Postaci pozostałych bohaterów oraz drugoplanowe są grane w najlepszym wypadku nieźle.

Już w tych pierwszych dwóch odcinkach widzimy bardzo dużo wątków, które będą kontynuowane w pierwszym sezonie. Nie wszyscy bohaterowie mieli szansę na właściwe zaprezentowanie się. Mam nadzieję, że ich charaktery będą rozwijane z czasem i staną się bardziej wyraziste. Niemniej, wielkich zachwytów do końca serii już się nie spodziewam.

A elfy to rasiści.

Plusy

  • Kostiumy krasnoludów...
  • CGI krajobrazów

Ocena

4 / 10

Minusy

  • ... i pozostałych
  • Denny scenariusz
  • Niezrozumiały casting

Według innych redaktorów...

Karol Żołowicz
3 września 2022

Publika dawno uzgodniła, że Pierścienie władzy niewiele mają wspólnego z Tolkienem. I – przynajmniej w tym aspekcie – miała rację. Dla własnego zdrowia lepiej oddzielić twórczość pisarza od niniejszego serialu i spojrzeć na niego jak na niezależne dzieło.

I co wówczas można dostrzec? Że Pierścienie władzy to całkiem przyjemna fantastyka. Lekka i niezobowiązująca, choć niestety kierowana do młodszych odbiorców, więc często infantylna. Postacie nie przyciągają, ciężko rozczytać ciągłość linii fabularnych, to jednak kwestie drugiego planu

Największą siłą produkcji Amazonu jest bogaty, fantastyczny świat. Są więc piękne krajobrazy, przesiąknięte magią lokacje, różnorodne środowiska, fantastyczne istoty i morskie potwory. Pierścienie władzy chętnie eksplorują swoje uniwersum, a że budżetem dysponują niemałym, to poszczególne sceny zapierają dech w piersiach. Serial jest piękny (czasem do przesady) i funduje obfite w magię widowisko, zabarwione nostalgiczną muzyką. Fani Tolkiena mają prawo czuć się zawiedzeni. Fani pełnokrwistej fantastyki powinni być jednak zadowoleni.

Pamiętajmy jednak, że to dopiero dwa pierwsze odcinki i wiele się może jeszcze zmienić.

6
Kinga Senczyk

Kulturoznawczyni, fanka teatru (zwłaszcza musicali), muzyki i tańca tradycyjnego w formach niestylizowanych. Kocha filmy Bollywood, francuskie komedie i łażenie po muzeach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tomek

Witam. Ciekawe informacje dające w jaki sposób mogę spędzić wolny czas.