Historia mojej żony – recenzja filmu. O metafizyce ludzkich decyzji

Historia mojej żony węgierskiej reżyserki Ildikó Enyedi to kolejna propozycja Canal+ tej jesieni. Film nominowany do nagrody w Cannes, wbrew temu co głoszą opisy na stronach dystrybutorów filmowych, jest czymś więcej niż melodramatem małżeńskim. To filozoficzna próba zagłębienia się w ludzki umysł i postawienie ważnych pytań. W jaki sposób podejmujemy decyzje? Czy jesteśmy im wierni? Jak pogodzić rozum z emocjami? Czy da się w ogóle znaleźć na nie odpowiedź?

Jakob Störr (Gijs Naber) jest kapitanem żeglugi, który od dłuższego czasu ma problemy trawienne. Jego kucharz pokładowy jako remedium sugeruje małżeństwo. Główny bohater schodzi więc na ląd i postanawia poślubić pierwszą kobietę, która wejdzie do kawiarni, w której aktualnie siedzi. Tą kobietą okazuje się Lizzy (Lea Seydoux), która bez uwag przystaje na propozycję małżeństwa, jakby w zasadzie nie miała nic innego do roboty. Od tego momentu ta nietuzinkowa para podejmuje trud budowania i podtrzymywania tego związku. Ich życie składa się z ciągłego podejmowania decyzji, które przybliżają ich ku sobie lub oddalają.

Zobacz również: Najlepsze filmy 2022 roku

Film Ildikó Enyedi, na podstawie nominowanej do literackiej nagrody Nobla powieści Milána Füsta, jest laboratorium, w którym dokonujemy chłodnej obserwacji ludzkich zachowań. Misternie skonstruowana kompozycja kadrów, budowanie przestrzeni światłem z przewagą chłodnych kolorów i spokojne tempo narracji sprawiają, że widz jest zdystansowany. W trakcie całego filmu panuje nastrój spokoju, opanowania, kontroli. Nawet jeśli naszych bohaterów ponoszą emocje. Pomimo tego film wciąga. Im bardziej niezrozumiałe wydają się decyzje podejmowane przez bohaterów, tym bardziej zastanawiamy się dlaczego właśnie tak robią? Dlaczego Lizzy zdecydowała się poślubić obcego mężczyznę? Dlaczego zdecydowała się pozostać mu wierna, kiedy ten wyrusza na wiele miesięcy na morze? Czy na pewno jest mu wierna?

Zobacz również: IO – recenzja filmu. Żywot Osiołka poczciwego

Genialny scenariusz autorstwa samej reżyserki jest bardzo oszczędny w słowa. Dialogi są krótkie, ale znaczące. Każde spojrzenie, gest niesie za sobą tysiące możliwych interpretacji. Eneydi jedynie rozsiewa pewne ziarenka, nęci i zachęca do własnych rozważań. Nigdy jednak do końca nie ujawnia myśli bohaterów. Nieustannie balansuje i gra z uwagą widza – w momencie kiedy już nam się wydaje, że pojęliśmy motywację postaci, natychmiast wytrąca nas ze strefy komfortu. Za każdym razem, kiedy sytuacja ledwie osiągnie pomyślne zakończenie, natychmiast pojawia się myśl, jakiś przebłysk, który rujnuje ten spokój.

Historia mojej żony
fot. dystr. Aurora Films

Tak poprowadzona narracja nie mogłaby się udać bez znakomitej gry aktorskiej. Gijs Naber i Lea Seydoux w piękny sposób budują całą historię w zasadzie tylko grą twarzy. Cała uwaga widza skupiona jest w bliskich kadrach na mimice aktorów, która potrafi się bardzo gwałtownie zmienić w czasie jednej sceny. To stamtąd, bez żadnych słów, wyczytujemy całą dramaturgię tej historii. Utrzymanie ciekawości widza w ten sposób jest niezwykle trudne. Tym bardziej, że Historia mojej żony trwa prawie 3 godziny. Twórcy jednak chyba trochę przecenili tak długą zdolność skupienia się przeciętnego widza.

Zobacz również: Dahmer — Potwór: Historia Jeffreya Dahmera — recenzja

Film osiąga swoje filozoficzne apogeum, kiedy Jakob, po nieudanej próbie samobójczej przez skok do rzeki, trafia do lekarza. Ten najpierw wyraża nadzieję, by jego pacjent nie złapał zapalenia płuc a następnie przekonuje go do tym razem konsekwentnego i skutecznego odebrania sobie życia. Ta dwoistość natury ludzkiej i ciągłe balansowanie między racjonalizmem a emocjami, tym co powinniśmy a czego pragniemy jest dodatkowo jakby zawieszona w czasie. Nie jesteśmy w stanie dokładnie stwierdzić jak długo trwa akcja filmu. Zwroty i obrazy sugerujące upływ czasu precyzyjnie nam to uniemożliwiają. Twórcy ponownie bawią się nami. Dzięki temu jednak przesłanie nabiera uniwersalizmu.

Historia mojej żony
fot. dystr. Aurora Films

Egzystencjalizm Historii mojej żony idealnie podsumowuje wypowiedź głównego bohatera w tej samej scenie: „Dlaczego nie mogę uporządkować swojego nieszczęśliwego życia?”. Wydaje się, że zadaje to pytanie w imieniu każdego z nas. Każdego kto szuka w życiu sensu. A ten nieustannie mu się wymyka.

Plusy

  • przepiękna kompozycja kadrów
  • film otwarty na wiele interpretacji
  • piękna muzyka

Ocena

7 / 10

Minusy

  • trochę za długi
Kinga Senczyk

Kulturoznawczyni, fanka teatru (zwłaszcza musicali), muzyki i tańca tradycyjnego w formach niestylizowanych. Kocha filmy Bollywood, francuskie komedie i łażenie po muzeach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze