Z Hip-Hopem przez życie – Rok 1996

Nie wiem, co mnie tak przyciąga w hip-hopie. Wiem jednak, że jakiej przerwy bym nie miał od tego gatunku, to zawsze do niego wracam. Ta muzyka stała się wręcz jedną ze składowym mojej osobowości. Z tego powodu pomyślałem, że co miesiąc przedstawię wam najważniejsze/najlepsze płyty hip-hopowe licząc od roku mojego urodzenia. Zapraszam na Z Hip-Hopem przez Życie – rok 1996.


Co się działo na świecie ?


Rok 1996 przyniósł wiele naprawdę ciekawych wydarzeń. Jestem w szoku, że tyle się wydarzyło w roku mojego urodzenia. Szczerze mówiąc, dopiero kiedy to piszę to do mnie dociera. Do najważniejszych wydarzeń światowych bym zaliczył :

  • 10 lutego – komputer Deep Blue wygrał pierwszą partię w szachowym pojedynku z mistrzem świata Garrim Kasparowem;
  • 17 lutego – została wystrzelona amerykańska sonda kosmiczna NEAR Shoemaker, przeznaczona do badania planetoid;
  • 5 lipca – owca Dolly oficjalnie została pierwszym sklonowanym ssakiem.

Trzeba przyznać, że rok 1996 obrodził w sporo ważnych wydarzeń w świecie kultury. Z tej cały masy wymieniłbym między innymi:

  • Wygrana literackiej Nagrody Nobla przez Wisławę Szymborską;
  • Premiera filmu Fargo;
  • Śmierć 2Paca;
  • Zespół Placebo wydaje swój debiutancki album Placebo;
  • W listopadzie wyemitowano ostatni odcinek Wojowniczych Żółwi Ninja;
  • George R.R. Martina wydał pierwszą część sagi Pieśń lodu i ognia;
  • Premiera takich tytułów jak: Diablo i Command & Conquer: Red Alert.

To by było na tyle jeśli chodzi o wydarzenia na świecie. Czas już przejść do TOP5 amerykańskich albumów hip-hopowych. Kolejność dowolna.


2Pac
All Eyez on Me


Zaczynamy od pozycji wręcz kultowej. Powiedzmy wprost, że rok 1996 jest jednym z najlepszych okresów w historii hip-hopu, a to między innymi zasługa legendarnego 2Paca. Rzesza ludzi twierdzi, że gdyby ten człowiek nadal żył, to do teraz rządziłby sceną hip-hopową. Tylko czasami miałem wrażenie, że to gadanie wynika głównie z sentymentu do jego twórczości. Ja niestety kiedy wychodziła jego pierwsza płyta ze stajni Death Row Records/Interscope to nawet nie byłem na świecie. Jednakże, słuchając tego teraz, jestem skłonny powiedzieć, że w tych stwierdzeniach jest trochę racji.

Zobacz również: Izzy and The Black Trees – Revolution Comes in Waves – recenzja płyty

Zacznijmy od tego, jak w ogóle doszło do tej płyty. Całość nigdy by nie powstała, gdyby nie Jimmy Iovine, szef wytwórni Interscope i Suge Knight, współzałożyciel Death Row Record. To były dwie wytwórnie współpracujące w tym czasie ze sobą. Obaj chcieli budować swoje marki na bazie skandalu. W tym samym roku do Interscope i Death Row dołączyli kolejno Marilyn Manson i właśnie 2Pac. Tym sposobem raper dołączył do szalonej zgrai z Dr Dre i Snoop Doggiem na czele. Wynikiem tej wspópracy jest właśnie album All Eyez on Me, a w tym samym roku miała jeszcze premierę płyta, którą wydał jako Makaveli The don KILLuminati: The Seven day theory. Pomimo powszechnej opinii uważam, że to ta pierwsza płyta była tą ważniejszą.

Po pierwsze singiel promujący powstanie tej płyty, czyli California Love z Dr Dre pobijał rekordy popularności.

Zobacz również: Gabriels – Angels – Queens, Part I – recenzja płyty

Po drugie ta płyta stała się fundamentem do sukcesu don Killuminati, ponieważ 2Pac musiał przeskoczyć w sprzedaży samego siebie.

Nie zawsze popularność równa się jakości, tu jednak udało się osiągnąć. 2Pac już na swojej pierwszej płycie z Death Row pokazał, że poziomem jest jeśli nie ponad całe USA to na pewno ponad całe Zachodnie Wybrzeże. Świetna robota producencka z Dr Dre na kierownicy, dojrzałe teksty i co najważniejsze brak monotonności, jaki często się wkradał w tamtych czasach. Nie spotykamy się tylko z nienawiścią do policji, lecz z tematyką miłosną, rodzinną itp.

Płyta nie byłaby tak dobra, gdyby nie sam 2Pac. Świetnie wypełnia każdy beat, a na dodatek jego umiejętność płynięcia z muzyką daje efekt, że to raper nadaje tok melodii w tle. Na tej płycie uświadczymy wiele wielkich tracków, ale z tego dwugodzinnego kawałku historii wybrałem I Ain’t Mad At Cha z Dannym Boyem.

Zobacz również: Paula Roma – Cholerne pragnienie – recenzja płyty


Nas
It Was Written


Nie byłoby 2Paca, jeśli nie East Coast i Nas z Biggiem. Kiedy 2Pac rządził na zachodzie, to Nas był jego odpowiedzią na wschodzie. Rok 1996 był jednak dla Nasa trochę cięższy. Jego drugi album It Was Written od samego początku był stawiany przez recenzentów w cieniu pierwszego albumu rapera Illmatic, lecz moim zdaniem niesłusznie. Druga płyta artysty dowodzi, że nadal był w swoim prime’ie i mamy tu do czynienia z produktem dużo bardziej zaawansowanym niż jego poprzednik. Większa różnorodność sampli, melodii, zmiany tempa dowodzi, że raper stał się odważniejszy i ta płyta w efekcie jest pod względem artystycznym bardziej dojrzała i dopracowana.

Zobacz również: Pezet – Muzyka Komercyjna – recenzja 

Z Hip-Hopem przez Życie

Największą wadą wyciąganą przez ludzi w tamtych czasach był nijaki przekaz piosenek. Brak jakiegoś pazura, gniewu powodował, że nowa płyta do fanów po prostu nie trafiała. Nadal można mówić o sukcesie komercyjnym, bo płyta stała się najlepiej sprzedającą się płytą East Coast, ale nadal za 2Paciem i Snoop Doggiem w całych Stanach. Najważniejsze, czy płyta po takim czasie się obroniła. Według mnie jak najbardziej i nadal jest świetna. Najlepszym kawałkiem według mnie jest track, który wykorzystał piosenkę Stinga Shape of My Heart na samplu, czyli The Message. 

Zobacz również: Teraz Dobrze?! – recenzja płyty. Artyzm czarnego humoru


Fugees
The Score


Można powiedzieć, że tak jak w popularności West Coast wygrywało w rap grze, to w jakości waga przechyliła w stronę East Coast. Wszystko, co dobre wychodziło z okolic stanu Nowy Jork. Fugees z New Jearsy, Nas z Queens itp. Tylko akurat popularny zespół hip-hopowy z South Orange odróżniał się mocno stylem od reszty. W swoim czasie cechowali się dużą ilością wykorzystywanych sampli, „żywymi” instrumentami, co wtedy było też cechą charakterystyczną dla hip-hopu alternatywnego.

Zobacz również: Wilkołak nocą – recenzja filmu. Cukierek, czy psikus?

Z hip-hopem przez życie

Za całość płyty odpowiadali sami członkowie Fugees. The Score jest drugim i ostanim albumem grupy. Stał się jednocześnie ich najlepszą płytą i jednym z najlepiej sprzedających się albumów hip-hopowych wszech czasów. Wśród piosenek szczególnie były wyróżniane covery starszych już piosenek. Odważną decyzją było nagrywanie na nowo kultowych piosenek takich jak No Woman, No Cry Boba Marleya oraz Killing Me Softly (With His Song). Jednakże to reinterpretacja utworu zespołu The Delfonics Ready or Not Here I Come (Can’t Hide From Love) pod nazwą Ready or Not, według mnie jest tą najlepszą. Dodatkowo do tej piosenki wykorzystano jako sampel utwór Enyi Boadicea. Jak się potem okazało, został on wykorzystany bez zgody artysty, przez co doszło do procesu. Całość skończyła się pomyślnie ugodą pomiędzy Fugees a Enya. Artystka została uznana za współtwórcę i otrzymała swoje honorarium.

Prócz hip-hopu na płycie można znaleźć liczne odniesienia do R&B, co świetnie wybrzmiewa w szczególności w partiach śpiewanych. Na wyróżnienie ode mnie zasługuje w szczególności największy hit grupy Ready or Not, bo to piosenka, która według mnie spokojnie mogłaby teraz powstać i też by się obroniła.

Zobacz również: Niewidzialna wojna – recenzja filmu. Kwintesencja Vegi


JAY-Z
Reasonable Doubt


Czwarta płyta w zestawieniu, a kolejna już z Wschodniego Wybrzeża. Postaci Jay-Z nikomu, kto choć trochę słucha muzyki nie trzeba przedstawiać. Najważniejszy reprezentant Brooklynu w hip-hopie i do teraz jedna z najbardziej szanowana postać w biznesie muzycznym. Rok 1996 był o tyle dla tego rapera ważny, bo w czerwcu zadebiutował ze swoją pierwszą płytą Reasonable Doubt

Zobacz również: Dahmer — Potwór: Historia Jeffreya Dahmera — recenzja

Z hip-hopem przez życie
Fot. Materiały prasowe

Płyta można powiedzieć, że powstała w bólach, ale i w szczególnych okolicznościach. Młody Jay-Z szukał miejsca, gdzie będzie mógł wydać swoją pierwszą płytę, ale wszędzie dostawał odpowiedzieć negatywną. Popularnym wtedy ruchem w takich przypadkach było założenie własnej wytwórni. Tak też zrobił młody raper. Rock-A-Fella Records zostało założone w 1995 i funkcjonuje dotąd i jest jedną z najważniejszych wytwórni hip-hopowych.

W czerwcu zadebiutowała płyta Reasonable Doubt i można powiedzieć, że nie można było sobie wyśnić lepszego debiutu. Album wywodzący się wprost z mafioso rapu zachwycił słuchaczy i krytyków i nadal zestawia się go w topkach najlepszych płyt hip-hopowych w ogóle. Prócz złotoustego Jay-Z na płycie pojawili się miedzy innymi: Notorious B.I.G i Mary J Blinge czyli postacie wiodące na ówczesnym rynku muzycznym. Niestety płyta nie osiągnęła aż takiego sukcesu komercyjnego, ale zdążyła już okryć się platyną.

Zobacz również: Björk – Fossora – recenzja płyty 


OutKast
ATLiens


Kiedy w latach 90 oba wybrzeża głównie były reprezentowane przez Los Angeles i Nowy Jork to reszta wielkich miast działała w ukryciu. Rynek zmienił się diametralnie w momencie, kiedy legendarna już ekipa OutKast wprowadziła swoim drugim albumem Atlante i Południe na mapę hip-hopu. Podczas produkcji płyty grupa zdecydowała się postawić na niezależność. Właśnie na tym krążku już uświadczymy kilka tracków wyprodukowanych przez firmę Earthtone III, założoną przez członków OutKast.

Zobacz również: Muzyczny radar premier #3

Z hip-hopem przez życie

Album w tym przypadku był nieco bardziej osobisty.  Andre 3000 przyznał, że płyta odnosi się głównie do przemiany, jaką przeszedł. Raper w piosenkach mówi między innymi o zaprzestaniu pojawiania się na przyjęciach, rzuceniu papierosów i alkoholu. Prócz zmian stylu życia zmienił się również jego styl ubioru na szerokie ubrania i egipskie turbany na głowie. W tym samym okresie związał się z wokalistką Erykah Badu, a czas zaczął poświęcać grze na gitarze oraz malarstwu.

Płyta nawert dziś jest uznawana za najlepszy hip-hopowy album z roku 1996 roku. Przeglądając różne zestawienia, zauważyłem, że średnio w siedmiu topkach na dziesięć dzieło OutKastu ląduje przynajmniej w Top3. Na płycie w szczególności wybija się kawałek ATLiens.

Zobacz również: Amsterdam – recenzja filmu. Wybór jest ważniejszy niż potrzeba

To by było na tyle, jeśli chodzi o najlepsze albumy hip-hopowe prosto z USA. Widać, że tu powoli już dochodziło do przemiany pokoleniowej, bo prócz debiutującego Jay-Z pojawił się również z EP-ką Eminem w Detroit. Hip-Hop miał się dopiero odmienić, ale do tego dojdziemy w następnych częściach Z Hip-Hopem przez Życie. 

Krystian Błazikowski

Cichy wielbiciel popkultury. Pisanie zawsze było cichym marzeniem, które mogę zacząć spełniać. Na co dzień wielki fan Marvela, fantasy oraz horroru. Całość miłości do filmu domyka kino azjatyckie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze