Bielmo – recenzja filmu. Co się zdarzyło w West Point Academy?

W weekend na Netflixie premierę miał nowy film oryginalny platformy. Głośno reklamowana opowieść kryminalna w gwiazdorskiej obsadzie mogła stanowić odwrócenie niechlubnej reguły, którą Netflix zdołał sobie wypracować. Nie pamiętam bowiem, kiedy ostatnio streaming wypuścił oryginalny film, który z pełną uczciwością można było by nazwać udanym. Klimatyczna produkcja jednak rodziła nadzieje, że tym razem dostaniemy coś naprawdę wartego uwagi. Zwłaszcza główne w obsadzie nazwisko świadczyło, że nie będzie to kolejna średniawka, udająca dobre kino.

Bielmo to nowy kryminał Netflixa, inspirowany powieścią The Pale Blue Eye. Naszpikowana wybujałym poetyzmem opowieść podąża losami podstarzałego detektywa, próbującego rozwiązać serię makabrycznych morderstw. Ofiarami zbrodni są kadeci z akademii w West Point. Głównym sprzymierzeńcem w odkrywaniu prawdy zostaje jeden z uczniów – młody Edgar Allan Poe. Zafascynowany poezją romantyk odznacza się podobną przebiegłością co główny bohater. Jak finalnie wypadł na ekranie ten duet oraz cała opowieść?

Trzeba przyznać, że bohaterowie oraz aktorzy ich odgrywający to jeden z filarów, które wynoszą produkcję na pewien wyższy poziom. Na uwagę zasługuje zwłaszcza stworzona przez nich na ekranie relacja. Można nawet powiedzieć, że jak zawsze niezawodny Christian Bale, grający tutaj pierwsze skrzypce niejednokrotnie ustępuje miejsca Harry’emu Mellingowi, wcielającego się w Edgara A. Poego. Aktor bezbłędnie wcielił się w postać młodego poety. Stworzył niezwykle barwnego bohatera, którego mimo dziwacznego usposobienia nie sposób nie darzyć sympatią.

Sam Bale jak już wspomniałem, i tym razem nas nie zawiódł. Jego kreacja jest bardzo przekonująca. Aktor po raz kolejny stanowi jedną z najjaśniejszych stron filmu. A o tym, jak świetna jest to postać dowiadujemy się przede wszystkim po zakończeniu filmu, gdy jego historia staje się kompletna.

Bielmo

Wszystko, co może być nie tak z jego postacią wynika raczej z lazy writingu twórcy. A raczej początkowej prezentacji tego bohatera. W ciągu pierwszych kilku minut otrzymujemy pełny przekrój przez jego karierę i osiągnięcia. Niestety zostało to opowiedziane w ta drętwy i wymuszony sposób, że czuć było, że na pokazanie jego cech w konkretnych momentach historii nie ma czasu. Więc już na początku trzeba podkreślić że jest błyskotliwy, twardy i tak dalej, i tak dalej. Jeszcze nawet nie zdążyliśmy się mu przyjrzeć, a już wiemy o nim praktycznie wszystko. Nie wyszło to niestety zbyt dobrze.

Zobacz również: M3GAN – recenzja filmu. Mordercza lalka w akcji

Bielmo jest filmem bardzo nierównym. I w zasadzie będę oceniać to dzieło kompletnie odseparowując je od książkowego pierwowzoru. Od samego początku, czyli gnającej i pozbawionej głębi prezentacji głównego bohatera poprzez pierwsze morderstwo, aż do poznania drugiej kluczowej dla historii postaci. Praktycznie pierwsza połowa filmu jest nakręcona bez jakiegokolwiek polotu. Miałem wrażenie, że fabuła, mimo nakreślenia głównego wątku donikąd nie zmierza. Wszystko co się dzieje jest tak nieinteresujące, że ciężko wgryźć się w rozwijającą się intrygę. Dopiero z czasem, gdy pojawiają się kolejne postacie, ekscentryzm Edgara objawia się coraz silniej, a w fabule dochodzi do pierwszych zwrotów akcji, film jest w stanie w jakimkolwiek stopniu porwać i wciągnąć widza.

Zdaję sobie sprawę, że kryminały żądzą się swoimi prawami i poziom emocji nie będzie nawet w połowie zbliżony do kina akcji. Jednak uważam, że już od początku powinno się w jakoś zainteresować odbiorcę. Tu jednak historia opowiadana jest tak, że niestety bardziej usypia niż wciąga. Przynajmniej przez pierwszą część.

Bielmo

Sytuację delikatnie jednak poprawia niezwykle gęsty i mroczny klimat, utrzymany na takim samym poziomie przez cały seans. Ponury charakter, obok oczywiście świetnych kreacji aktorskich, sprawia, że mimo średnio wyreżyserowanej opowieści wciąż dajemy filmowi szansę. Chemia i relacja między dwójką głównych bohaterów również jest rewelacyjnie zagrana, przez co oglądanie ich na ekranie to czysta przyjemność.

Zobacz również: W trójkącie – recenzja filmu. Pokłady snobizmu na pokładzie jachtu

Co się tyczy samej fabuły, określiłbym ją raczej jako przeciętną. Aczkolwiek gdyby główna zagadka była mocniej wyeksponowana i skuteczniej wciągała i angażowała, efekt byłby dużo lepszy. A jednak – plot twist, który zostaje nam podany na końcu tej historii znacznie podnosi średnią ocenę całości. Mimo, że patrząc wstecz był całkiem przewidywalny i praktycznie leżał przed samym nosem odbiorcy. Fakt, że poza jedną przesłanką nie mieliśmy co do rozwiązania żadnej przesłanki świadczy mimo wszystko o przebłysku świadomej reżyserii Scotta Coopera.

Bielmo

Bielmo to produkcja, której z pewnością nie określił bym mianem porażki, nie wrzucałbym jej do worka z produkcjami, które Netflixowi „nie pykły”. Posiada kilka bardzo mocnych stron, które skutecznie poprawiają ostateczną ocenę filmu. Mimo tego nie jest to również dzieło, które byłbym gotów określić jako „dobry, pełnokrwisty kryminał”. Trzeba przełknąć kilka sporych przeszkód, które skutecznie utrudniają odbiór i swobodne przejście przez tę historię.

Plusy

  • Świetnie napisane i zagrane postacie, chemia między głównymi bohaterami jest bardzo wyraźna
  • Ponury, gęsty klimat
  • Intrygujący plot-twist

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Większość filmu jest kiepsko wyreżyserowana
  • Brak nacisku na główny wątek
Czarek Szyma

#geek z krwii i kości. Miłośnik filmów, seriali i komiksów. Odwieczny fan Star Wars w każdej formie, na drugim miejscu Marvela i DC Comics. Recenzent i newsman. Poza tym pasjonat wszelakich sztuk walki, co zapoczątkowało oglądanie akcyjniaków w hurtowej ilości. O filmach i serialach hobbystycznie piszę od kilku lat. Ulubione gatunki to (oczywiście) akcja, fantasy, sci-fi, kryminał, nie pogardzę dobrą komedią czy dramatem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze