Nothing But Thieves – Dead Club City – recenzja płyty

Nothing But Thieves powracają z nowym, czwartym już albumem Dead Club City. Dla brytyjskiego zespołu krążek jest początkiem nowej ery w ich twórczości. 

I rzeczywiście zmiana ta jest słyszalna już od pierwszego utworu, który niejako zaprasza do nowego świata Nothing But Thieves. Welcome do the DCC to dość świeża propozycja, która odznacza się nie tylko charakterystycznym dla zespołu rockowym pazurem, ale również funkowym akcentem oraz klimatem lat 80. Przez to niemalże od razu ma się ochotę iść na parkiet do tytułowego klubu i tańczyć tak, jakby jutro miało nie nadejść.

Zobacz również: Olivia Dean – Messy – recenzja płyty

Kolejne propozycje również cechuje świeżość oraz odmienność w porównaniu do poprzednich albumów zespołu. Utwory są na dobrym poziomie, wprowadzając często dość ciekawe przemyślenia. W brzmieniach słychać eksperymentalność, której efekty są często intrygujące. A wszystko to okraszone urzekającym wokalem. Wszystko to przebija się szczególnie w tych pierwszych pozycjach, jak chociażby Overcome, Tomorrow Is Closed czy Keeping You Around.

Jednakże nie mogę powiedzieć, by utwory z Dead Club City, jakkolwiek dobrze są zrobione, zapadły mi w pamięci. W tym wszystkim bowiem kryje się pewne znużenie i monotonia. Single bardzo szybko zlewają się ze sobą w jedno. Po odsłuchaniu albumu łapałam się na tym, że oprócz pierwszej pozycji, która jakością wybija się na tle innych singli, nie potrafiłam przywołać w pamięci innych utworów. Częściowo może to wynikać z faktu, iż album ten w porównaniu do chociażby Moral Panic, jest o wiele grzeczniejszy i spokojniejszy. Ja niemalże od pierwszego odsłuchu wiedziałam, że wielu fanów zespołu może się od tego albumu po prostu odbić. Osobiście nie mam nic przeciwko eksperymentom oraz zmianom. Jeśli efekty są tego warte, to proszę bardzo. Jednakże w przypadku Dead Club City po prostu powiewa nudą.

Zobacz również: Kelly Clarkson – chemistry – recencja płyty

Album więc pozostawił mnie z pewnym dylematem, gdyż, tak jak pisałam, niby utwory reprezentują dobry poziom. Niby dobrze się tego słucha, ale później nic się z tego doświadczenia nie pamięta. Brakuje szaleństwa, brakuje dawnej energii i tego czegoś, co mogłoby sprawić, że album zostanie ze mną na dłużej.

Obrazek główny: Sony Music Entertainment // materiały prasowe

Plusy

  • Pojedyncze utwory, które swoją eksperymentalnością i brzmieniem przyciągają uwagę
  • Towarzyszący albumowi klimat lat 80.

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Monotonia i brak większych zaskoczeń, które mogłyby sprawić, iż album pozostanie w mojej pamięci na dłużej
Natalia Banaś

Dumna psia mama, miłośniczka dobrej muzyki, kina oraz lisów. Dla relaksu ogląda i czyta horrory. Wiecznie z głową w chmurach i napiętym kalendarzem. Swoje popkulturowe zachwyty oraz frustracje przelewa na Worspressa i wiadomości głosowe do znajomych. Kiedy nie odpisuje, próbuje zrobić Ghostface'a na szydełku.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Hella

Jakbym to ja pisała recenzję 😍 ten album tak boli po tym jak na Moral Panic wynieśli swój kunszt tak wysoko. Przesłuchuję ten album chyba już z 20 raz i dalej nic. Nadal zero emocji i uczuć jakich oczekiwałam po najukochańszym zespole. Czuję zawód.