Polski film historyczny od dawna cieszy się złą reputacją. Już w drugim tygodniu 2024 roku otrzymaliśmy pierwszą od trzydziestu lat rodzimą produkcję o powstaniu styczniowym. Mowa o dziele Powstaniec 1863 z Sebastianem Fabijańskim w roli głównej. Sam Jerzy Hoffman, reżyser między innymi Potopu czy Znachora, poleca ten film. Zachęcona wybrałam się szybko do kina i jeszcze szybciej tego pożałowałam.
Powstaniec 1863 przedstawia historię księdza – Stanisława Brzóski, który w dniu wybuchu powstania styczniowego stanął na czele jednego z oddziałów. Przez ponad dwa lata wymykał się Rosjanom, przez co dostał pseudonim „Duch”. Jego hart ducha daje nadzieję Polakom na to, że w końcu uwolnią się spod zaboru rosyjskiego. Jednak jego tropem nieustannie podąża płk. Manukin zwany „Katem Podlasia”, który zrobi wszystko, aby go uwięzić.
Zobacz również: Totem – recenzja filmu. Kiedy skończy się świat?
Nie będę oceniać poprawności historycznej, bo nie jestem znawcą tego tematu. Za to mogę stwierdzić, że film jest nieangażujący. Doceniam, że chce przedstawić widzowi ważną i nieznaną wcześniej postać księdza Brzóski, ale robi to w nudny sposób. Reżyser chce oddać jej należyty szacunek, co mimo wszystko mu się udało. Jednak produkcja trwa prawie dwie godziny i jest to prawdziwa męczarnia – od okropnie napisanych dialogów po kiepskie aktorstwo.
Ważnym elementem każdego polskiego filmu historycznego jest scena bitwy. W Powstańcu 1863 takich scen prawie nie ma. Gdy występują, to wyglądają fatalnie. Chaotycznie zmontowane kadry ogląda się, raz po raz ziewając. Wzajemne przebijanie się szablami nie wywołuje zachwytu. tak samo sceny konnych pościgów. Nawet scenografia się nie broni, ponieważ oprócz przeróżnych lasów możemy zobaczyć tylko dworek, w którym przebywa książę Władimir Czerkasski, czy dom hrabiny Antoniny Konarzewskiej. Pozytywne wrażenie wywołują kostiumy, a dokładnie mundury. Widać, że to solidna robota, która zasługuje na wyróżnienie.
Zobacz również: Chłopiec i czapla – przedpremierowa recenzja filmu. Ostatnie słowo mistrza?

Jak już wspominałam, aktorstwo w tym filmie nie jest wybitne. Główna rola została powierzona raperowi, bokserowi oraz oczywiście aktorowi – Sebastianowi Fabijańskiemu. Przez cały seans nie mogłam poważnie na niego patrzeć. To, jaki miał wyraz twarzy albo po prostu jego gra aktorska, to było dla mnie za dużo. Jedyny plus jest taki, że w najbliższym czasie postaram się nadrobić Mowę ptaków, w której jest podobno znakomity. W Powstańcu 1863 grają prawdziwe gwiazdy polskiego kina. Mowa tutaj o Cezarym Pazurze, Olgierdzie Łukaszewiczu oraz Danielu Olbrychskim. Szansę wykazać ma się tylko pierwszy z panów, którego na ekranie jest najwięcej. Za to z obsady najlepiej wypada Ksawery Szlenkier w roli kuzyna księdza Brzóski – sierżanta Franciszka Wilczyńskiego. Rola Karoliny Szymczak jest poprawna i to jedyna pozytywna rzecz, jaką można o niej powiedzieć. Szkoda, że Hrabina Antonina Konarzewska nie została lepiej napisana.
Powstaniec 1863, jak każda szanująca się produkcja, ma piosenkę promującą film. Wybór padł na Sanah, którą można było usłyszeć na początku roku w nowej wersji Akademii Pana Kleksa. Utwór Na grobie rycerz (M. Konopnickiej) ma oddawać klimat produkcji. Mnie się osobiście podobał z powodu tego, że zwiastował koniec mojej męczarni spowodowanej dziełem Tadeusza Syki. Na uwagę zasługuje również druga, mniej znana piosenka Powstaniec, w której rapuje sam Fabijański. Polecam zapoznać się i samodzielnie wyrobić sobie opinie o muzyce. Teledysk idealnie wpasowuje się w klimat filmu, dlatego polecam obejrzeć ten klip.
Zobacz również: Fuks 2 – recenzja filmu. Pozytywne zaskoczenie (?)

Polskie kino historyczne na szczęście będzie miało szansę na odkupienie już 26 stycznia przy pomocy filmu Kos, którego recenzja również pojawi się na naszym portalu. Powstaniec 1863 pozostanie w mojej pamięci jako nieudane podejście do tematu powstania styczniowego. Mam nadzieję, że za kilkanaście lat twórcy z odpowiednim pomysłem powrócą do tego ważnego okresu w historii Polski i obraz nie zakończy się klęską jak omawiane powstanie.
Źródło obrazka głównego: materiały promocyjne filmu


