Mazebook. Księga labiryntów to kolejny komiks Jeffa Lemire’ego, który trafi w gust niemal każdego. Jest lekki, ale niosący ze sobą jednocześnie trudny temat. Temat straty jedynego dziecka…
Pogrążony w żałobie po stracie córki ojciec odbiera tajemniczy telefon. Rozmówczyni twierdzi, że jest jego ukochaną małą Wendy i że została uwięziona pośrodku labiryntu! Mężczyzna, przekonany, że dziecko kontaktuje się z nim z zaświatów, wyznacza zawiłą drogę przez inny poziom rzeczywistości, aby sprowadzić córkę z powrotem do domu.
– opis wydawcy
Raczej nikogo nie trzeba przekonywać, że Jeff Lemire jest świetnym scenarzystą i rysownikiem. W swojej karierze współpracował już z Marvelem, DC, Dark Horse czy Image Comics. Jest laureatem nagrody Eisnera za Czarny Młot, a jego seria Łasuch została zekranizowana w 2021 roku przez Netflix, a na planie pełnił funkcję konsultanta. W przypadku Mazebooka Lemire zdecydował się zmierzyć z niełatwym tematem: główny bohater usiłuje walczyć już 10 lat z żałobą po śmierci córeczki. Nie bez powodu mówi się, że strata własnego dziecka jest największą tragedią, jaka może się zdarzyć rodzicom. Ważne jest, żeby spróbować ten temat przepracować, pomimo całego bólu i poczucia straty. Nasz bohater, wewnątrz kartek komiksu, musi zdobyć się w końcu na ten krok, aby móc dalej żyć.
Zobacz także: Królestwo zwierząt – recenzja filmu. Jakim byłbyś zwierzęciem?

Tak jak już wspomniałem, Mazebook. Księga Labiryntów nie należy do najłatwiejszych fabularnie komiksów. Czytelnik razem z bohaterem płynie przez wydarzenia i muszę przyznać, że czytało mi się to przyjemnie (o ile w ogóle wypada powiedzieć tak o tej historii). Jest niezwykle płynna i mimo trudnego tematu wciągnęła mnie bez reszty. Jest to wielka zasługa scenariusza, ale i rysunków. Lemire stawia na opowiadanie fabuły nie tylko poprzez dialogi, ale także przez znakomite ilustracje. Poznajemy Willa głównie dzięki jego interakcjom z innymi ludźmi. Czy to boi się wejść w bliższą relację ze znajomą z bloku, czy jest niechętny do integracji z kolegami z pracy. Od straty córki minęło już 10 lat, a on wciąż pogrążony jest w żałobie i depresji. Jak sam zresztą mówi: „Wszędzie są ludzie, ale nic dla mnie nie znaczą”. Żyje pokonany przez rutynę, a na powierzchni trzyma go jeszcze wspomnienie o córce, które coraz szybciej blednie.
Zobacz także: X-Men. Punkty zwrotne. Plan x-terminacji – recenzja komiksu
Wiliam odżywa w momencie, gdy dostaje telefon i słyszy głos własnej córki, którą – jak się okazuje – będzie musiał odnaleźć. Mazebook jest jedną wielką wyprawą w głąb duszy i próbą pogodzenia się ze stratą. Nikt nie powiedział, że będzie to coś łatwego, jednak koniec końców – koniecznego. Niejednokrotnie jako czytelnik wzruszymy się razem z głównym bohaterem, kibicując mu podczas tej podróży. Komiks z oczywistych względów czerpie z mitu o Tezeuszu i Minotaurze. Tak jak Tezeusz wewnątrz labiryntu, Will podąża za czerwoną nicią stanowiącą zakotwiczenie jego ostatnich wspomnień o córce.

Mazebook stylem ilustracji przywodzi na myśl wcześniejsze dzieła swojego twórcy. Kreska może wydawać się wręcz niedbała, czy pośpiesznie nakreślona, jednak w tym tkwi cały urok. W przeciwieństwie jednak do jego wcześniejszego komiksu – Royal City, pastelowe barwy kadrów zostały zastąpione odcieniami szarości i koloru niebieskiego, który trafnie symbolizuje smutek. Jedyne barwne kadry nawiązują do jego córki jako wspomnienia, co spina się piękną klamrą w całość. Muszę nadmienić, że styl Lemire’ego w punkt pasuje do historii, którą przedstawia.
Zobacz także: Najlepsze książki fantasy
Jednocześnie wadą i zaletą tego komiksu jest fakt, że czyta się go naprawdę szybko. Czytelnik dosłownie mknie przez fabułę. Mnie pochłonął do tego stopnia, że czytając go, niemal spóźniłem się do pracy. To naprawdę kawał dobrego komiksu. Jednak lektura wystarczy na 30–40 minut maksymalnie. Ciężko nie poczuć tego zawodu na ostatniej stronie, że to już koniec. Warto wspomnieć przy okazji o samym wydaniu komiksu, bo stoi również na wysokim poziomie. Dodanie okładek alternatywnych oraz nieco więcej informacji o samym komiksie lub pomysłach Jeffa nieco osłodziły mi fakt dopiero co skończonego, dobrego komiksu.

Ostrzegam, że Mazebook jest smutną lekturą i złamie wiele czytelniczych serc. Najgorsze w nim jest to, że nie jest tak bardzo oderwany od rzeczywistości, jak mogłoby się wydawać po opisie. William jest pełnokrwistym bohaterem, któremu trudno nie współczuć. Znakomita historia idzie w parze z zachwycającym i minimalistycznym stylem rysunków Jeffa Lemire’ego. Szczerze polecam każdemu.
Źródło grafiki głównej: okładka komiksu Mazebook. Księga labiryntów / Egmont

