Lost in Random: The Eternal Die – recenzja gry

Lost in Random: The Eternal Die to gra z cyklu Lost in Random. W przeciwieństwie do pierwszej części druga odsłona jest izometrycznym hack’n’slash w konwencji rogue-lite. I choć zmiana formuły była ryzykowna, to jednak popłaciła.

Lost in Random z 2021 roku spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Średnia ocen (na dzień pisania recenzji, zgodnie z serwisem Metacritic) wynosi powyżej 70%. Można więc było śmiało trzymać kciuki za to, by dzięki temu sukcesowi tytuł doczekał się kontynuacji. I oto jest – ale w nieco innej formule. Bo, jak wspomniałem we wstępie, Lost in Random: The Eternal Die to właśnie rogue-lite’owy hack’n’slash w rzucie izometrycznym, a nie przygodówka akcji.

Zobacz również: Deltarune – recenzja gry. Walka z przeznaczeniem

Czy w takim razie Zoink Games wykorzystuje jedynie popularną markę, by opchnąć klona Hadesa? Cóż, nie do końca. Mimo zmian w schemacie rozgrywki i nowego studia, od samego początku widać, że to Lost in Random. Posiada w sobie ten sam klimat gotyckiej baśni. Osoby, które grały w pierwszą część, dość szybko odczują podobną atmosferę. Tym bardziej, że na ekranie nie zabraknie doskonale znanych postaci. Natomiast osoby, które nie miały jeszcze do czynienia z tą serią, po ograniu Lost in Random: The Eternal Die z pewnością będą chciały zapoznać się z jedynką.

Główną bohaterką Lost in Random: The Eternal Die jest Alexandra – była Królowa Random, uwięziona w magicznej kości Eternal Die. Akcja toczy się po wydarzeniach zaprezentowanych przed czterema laty w Lost in Random. Nasza protagonistka chce powrócić na tron, lecz nie będzie to proste. Zwłaszcza, że musi rozprawić się najpierw z nowym antagonistą, rycerzem Mare, a następnie uciec z jego królestwa, ratując przy okazji tytułową krainę. Na szczęście jednak dawna władczyni nie jest samotna, bo w podróży towarzyszy jej Fortune, czyli żywa kostka do gry, która stanowi nieocenioną pomoc w walce z przeciwnikami oraz pozwala zyskać liczne bonusy w trakcie przechodzenia jednej z lokacji.

Zobacz również: Steel Seed – recenzja gry. Assassin’s Creed: Sci-Fi

Skoro o lokacjach mowa, to nie będzie dla nikogo wielkim zaskoczeniem, że w The Eternal Die są one generowane losowo. Nie trzeba się jednak niczego obawiać, bowiem system bardzo dobrze skleja poszczególne levele z dostępnych klocków, umieszczając na planszach wrogów w odpowiedniej liczbie i tasując nimi tak, że zawsze jeśli przegramy, to rzeczywiście czujemy, że wynikało to albo z naszych pomyłek, albo z tego, iż musimy trochę rozwinąć samą postać czy też dostępną broń. Element szczęścia także występuje, aczkolwiek wciąż widać, że to produkcja nastawiona na umiejętności gracza.

Fot. materiały promocyjne (Steam – Thunderful Publishing)

W Lost in Random: The Eternal Die musimy rozprawić się z napotkanymi trudnościami w czterech różnych biomach. Każdy z nich charakteryzuje się zgoła odmiennym klimatem, dzięki czemu rozgrywka się nie nudzi. Poza tym w poszczególnych lokacjach trafimy na różnorodnych oponentów, więc nawet pomimo faktu, że główna część zabawy skupia się na walce z przeciwnikami, tytuł potrafi wciągnąć nie tylko samą walką, ale i różnorodnością. Odkryty już po kilkudziesięciu minutach zabawy gameplay loop sprawia z kolei, że w Lost in Random: The Eternal Die syndrom jeszcze jednej próby może zdarzyć się niejeden raz.

Zobacz również: MotoGP 25 – recenzja gry

Alexandra, nasza protagonistka, to niezwykle zwinna postać. Może wyprowadzać zarówno lekkie, jak i ciężkie ataki i wykonywać szybki zryw pełniący funkcję uniku, ale nie tylko. Możliwe jest też zadawanie obrażeń magicznym atakiem specjalnym, przy wykorzystaniu karty wylosowanej na starcie (później zdobywamy kolejne, ale przy sobie możemy nosić tylko jedną). Do tego wszystkiego dochodzą także ataki obszarowe kostką – celowanie w tym przypadku może nie jest najlepiej zrealizowane, ale warto korzystać z tej opcji, by uporać się z grupą przeciwników.

Fot. materiały promocyjne (Steam – Thunderful Publishing)

Lost in Random: The Eternal Die to gra, w której regularnie trafiamy na kufry zawierające relikty i perły. Umieszczamy je na specjalnych planszach, by odblokowywać wzmocnienia broni, kart, rzuty kością, zaklęcia czy szczęście. W istocie system jest bardzo prosty. Każdy element odpowiada wskazanej barwie, a całość opiera się na założeniach charakterystycznych dla gatunku match3. Oznacza to, że chcąc zwiększyć obrażenia, musimy znaleźć najpierw trzy przedmioty w kolorze czerwonym, a następnie umieścić je obok siebie. Jeśli z kufra nie wypadnie zaś nic przydatnego, to zawsze pozostaje opcja wymienienia lootu na pieniądze. Je z kolei możemy wydać u pewnego NPC-a na zakup dodatkowego zdrowia czy innych bonusów.

Zobacz również: Spirit of the North 2 – recenzja gry. Zwolnij i rozejrzyj się

The Eternal Die zostało skonstruowane tak, by śmierć wiązała się z koniecznością powrotu do miejsca odpoczynku. To właśnie tam znajdziemy podstawowych NPC umożliwiających nam kupowanie i ulepszanie broni, zwiększanie statystyk postaci czy też zmianę wyglądu Alexandry. Początkowo dysponujemy jedynie mieczem, ale z czasem możemy odblokować różne inne bronie białe, a nawet łuk, by dostosować styl walki do własnych preferencji. Możliwości rozszerzają się wraz z postępami w rozgrywce, ponieważ w toku przygody trafiamy na kolejnych sojuszników, którzy z chęcią zaoferują nam swoje usługi po każdym zgonie. Choć nie za darmo, oczywiście.

Fot. materiały promocyjne (Steam – Thunderful Publishing)

Jak zatem widać, śmierć jest nieodłącznym elementem gry. Niemniej warto dodać, że autorzy – poza standardowym poziomem trudności – przygotowali także drugi, dodatkowy wariant dla tych, którzy być może dopiero zaczynają swoją przygodę z tego typu tytułami. Na tym pierwszym gra jest oczywiście bardzo wymagająca i potrzeba trochę czasu, by zaznajomić się z jej mechanikami, aby dotrzeć do pierwszego bossa. Na drugim z kolei całość nie przechodzi się może sama, ale próg wejścia jest niższy, a system wybacza więcej błędów.

Zobacz również: RoadCraft – recenzja gry. Samemu trudno wybudować drogę

Lost in Random: The Eternal Die łączy w sobie przepiękną stylistykę z dobrze napisanymi dialogami i niekiedy odrobiną humoru. Gra nie tylko wygląda, ale też brzmi świetnie. Głosy postaci są dobrze zagrane, a muzyka i udźwiękowienie stoją na wysokim poziomie. Jednocześnie przy tym jest bardzo dobrze zoptymalizowana. Z drugiej strony zaproponowany styl sprawia również wrażenie takiego, który prędko się nie zestarzeje, co może sporo przedłużyć żywotność produkcji.

Jeśli niestraszne Wam gry, w których śmierć to w zasadzie element progresu, a ponadto uwielbiacie Hadesa lub Enter the Dungeon bądź dobrze wspominacie Lost in Random, to Lost in Random: The Eternal Die z pewnością wyrwie Wam z życia co najmniej kilkanaście godzin. To produkcja ze świetnym systemem walki, która oferuje ciekawe opcje w zakresie rozwoju postaci czy też ulepszania broni. A przy tym w zasadzie jest zrealizowana bezbłędnie – trudno wytknąć jej jakieś większe glitche. Osobiście polecam tę grę, by zapoznać się z gatunkiem rogue-lite. Jeśli natomiast jesteście raczej weteranami tego gatunku, to Lost in Random: The Eternal Die będzie dla Was miłym odpoczynkiem.

Fot. materiały promocyjne (Steam – Thunderful Publishing)

Fot. główna: materiały promocyjne (Thunderful Publishing)

Plusy

  • Dobrze utrzymany klimat jedynki
  • Prosta, ale przyjemna mechanika

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Dla weteranów rogue-lite’ów może być ona za łatwa
Karol Kolanek

Witam serdecznie moi kochani jestem Karol, spokojna a zarazem chaotyczna duszyczka, której pasją są jest sztuka w każdej jej filozoficznej formie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze