Niemal sto lat temu, na łamach pewnej belgijskiej gazety, pojawił się komiksowy reporter, o charakterystycznej czubatej fryzurze. Jego perypetie śledziły miliony, a dziś jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci świata komiksu.
TinTin, bo o nim mowa, podróżował on niemal po całym globie, przeżywając przy tym ogrom przygód. Towarzyszyli mu zawsze jego wierny pies Miluś oraz przyjaciel – kapitan Baryłka. Teraz bohaterowie wyruszają w kolejną podróż, ale w formie całkowicie innej, niż dotychczas.
Mimo, że postać TinTina zadebiutowała w 1929 roku, to dopiero teraz otrzymał swój własny zestaw LEGO. Opowiada on historię jednego z najbardziej znanych komiksów o młodym reporterze – Explorers on the Moon z 1953 roku. Fabuła przedstawia wyprawę trójki bohaterów z profesorem Lakmusem i jego asystentem Frankiem Wolffem na księżyc. Okazuje się, że poza nimi, na pokładzie rakiety znajduje się ktoś jeszcze. Ktoś, kto zamierza sabotować misję na srebrny glob.
Zobacz również: Najlepsze filmy animowane dla dzieci

Pomysł początkowo zrodził się w głowach fanów. Na LEGO Ideas udało mu się zdobyć 10 000 głosów, co przełożyło się na pozytywne rozpatrzenie zgłoszenia przez LEGO i stworzenie oficjalnego zestawu. Oryginalny zestaw LEGO TinTin składał się jedynie z charakterystycznej biało-czerwonej rakiety oraz żółtej wieży startowej. Oficjalna wersja zmieniła pomysł, skupiając się przede wszystkim na charakterystycznym statku kosmicznym. Zamiast wieży otrzymujemy aż 6 minifigurek, w tym TinTina, Milusia, kapitana Baryłkę, profesora Lakmusa oraz Tajniaka i Jawniaka – wszystkich odzianych w pomarańczowe skafandry kosmiczne.
Zestaw liczy 1283 elementy i jest przeznaczony dla dorosłego miłośnika klocków. Sama rakieta mierzy 49 centymetrów wysokości i 23 szerokości. Cena to 699,99 zł, ale niestety – na składanie przyjdzie nam jeszcze poczekać. Mimo, że ruszyła przedsprzedaż, pudełka zostaną wysłane dopiero 1 kwietnia tego roku.
Czy to długo? Niekoniecznie. Ale bądźmy szczerzy, kto nie chciałby dorwać tej rakiety w swoje ręce już teraz?
fot. główna: grafika własna

