Na polski rynek weszła z przytupem amerykańska firma YAXO, serwując w swoim asortymencie kilka interesujących pozycji dla gamerów. Jedną z nich bez wątpienia jest pad Hornet Fury Elite, którego podłączymy pod PC-ta, telefon oraz konsole PS3 i PS4. Jako zatwardziały konsolowiec, przetestowałem pada na sprzętach od Sony.
Pierwsze wrażenia? Nad wyraz pozytywne. Bardzo eleganckie pudełko, a w nim pad, 3-metrowy kabel USB A – USB C oraz firmowa smycz. Sam design kontrolera naprawdę może się podobać. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to oczywiście kolor. Występuje on w 4 wersjach kolorystycznych – żółtej, pomarańczowej, zielonej oraz niebieskiej, z których to ta ostatnia trafiła w moje ręce. Mimo przeznaczenia dla konsol 7. i 8. generacji, wyglądem i budową najbliżej mu jednak do pada PS5. Wagowo to ta sama półka co DualShock 4 (ale plastik jest zdecydowanie tańszy), natomiast od kultowego pada z PS3 jest cięższy o prawie 40 gram.
Zobacz również: Najlepsze gry 2026 roku
Jak mogliście już przeczytać w recenzji innego kontrolera od YAXO – Mantis Rage – cenię sobie bardzo wygodę użytkowania kontrolera. I jak pad z modliszką w nazwie mnie w sobie rozkochał, tak ten z szerszeniem wręcz przeciwnie. A to wszystko przez jeden, drobny, acz pieruńsko istotny szczegół. Ostre krawędzie pada. A co się dzieje, kiedy grasz w stresującą grę? Ano pocą Ci się łapki. A jak pocą Ci się łapki, to ślizgasz się po padzie. Padzie, który ma ostre krawędzie, co powoduje ogromny, ogromny dyskomfort i w moim wypadku w zasadzie skreśla dalsze jego użytkowanie. Trzeci akapit, a ja już mówię, że kontroler jest do niczego. Ale spokojnie, ma on też kilka atutów, które mogą Was do niego przekonać – i to pomimo tych przeklętych krawędzi.

Zacznijmy od największego selling-pointa tego sprzętu. Jak w Mantis Rage dostajemy gałki z efektem Halla, tak w Hornet Fury zastosowano zbliżoną do tego technologię zwaną TMR. Long story short – nie ma mowy o dryfowaniu gałek, a dzięki zastosowaniu TMR gracze mogą liczyć na większą precyzję i dokładność w użytkowaniu analogów. A to wszystko w cenie około 100 złotych – całkiem nieźle! Bardzo dobrze wypada też sama bateria o pojemności 1200 mAh, ładowana przez USB-C. To na pewno plus względem przestarzałych technologii użytych w DS3 i DS4.
Zobacz również: Powerbank Baseus PicoGo AM52 – recenzja sprzętu. Stylowy i funkcjonalny
Z tyłu pada znajdziemy dwa dodatkowe przyciski do samodzielnego zaprogramowania. Z takimi przyciskami na padzie mam ten problem, że trudno je umieścić w odpowiednim miejscu. Wiecie, na zasadzie: O, dali tutaj te przyciski? Idealnie, nie mam żadnych uwag. Jak w Mantis Rage te dodatkowe buttony były trochę niewygodne do klikania (co z drugiej strony było dobre, bo człowiek ich przypadkiem nie wciskał), tak u Szerszenia są w takim miejscu, że często się je niechcący klika (co paradoksalnie może być też słusznym rozwiązaniem, bo łatwo je wciskać). Ot, odwieczny problem dodatkowych guzików na padzie.

To są naprawdę duże zalety Szerszenia, ale wszystko rozbija się – przynajmniej dla mnie – o wygodę użytkowania. Zarówno trzeci, jak i czwarty DualShock są po prostu genialnymi, wygodnymi padami, które zdecydowanie są nadgryzione przez ząb czasu, ale spełniały swoją rolę idealnie – gracz wchodził z kontrolerem w jedność. Niestety, Furia Szerszenia mnie nie zachwyciła pod tym względem. Pad ten powinien się jednak sprawdzić całkiem nieźle dla tych, którzy szukają taniej alternatywy od coraz trudniej dostępnych padów 7. i 8. generacji. Szkoda, że producent nie dopracował tych krawędzi, bo mógł to być istny bestseller, a tak – radzę się Wam dwa razy zastanowić, nim po niego sięgniecie. Dla dobra waszych łapek.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z firmą Get it Done Agency. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały prasowe (Get it Done Agency)

