Cassandra – recenzja serialu. Netflixowa wizja przyszłości w przeszłości

W ciszy starego domu, gdzie ściany pamiętają sekrety pierwszych właścicieli, rodzina Prillów postanawia zacząć nowe życie po samobójczej śmierci siostry Samiry Prill. Idąc tropem starych i zakurzonych korytarzy, trafiają do piwnicy, gdzie czeka na nich Cassandra – wirtualna asystentka, która przez pół wieku śniła o rodzinie, którą mogłaby pokochać.

Cassandra jest serialem opublikowanym w niezwykle pasującym do fabuły czasie. W dobie smart-domów, gdzie wszystko jest kontrolowane przez jedno kliknięcie w klawisz, jesteśmy w całości zależni od funkcjonowania elektroniki. Ułatwia nam to życie, lecz nie jesteśmy do końca świadomi zagrożeń, jakie mogą na nas spaść przy rozwijaniu tych technologii. Serial genialnie pokazuje jak dom, który miał ułatwić życie jego mieszkańcom, zaczyna być ich największym przekleństwem. Cassandra, czyli rdzeń każdego urządzenia w czterech ścianach, rozciąga swoje cyfrowe macki, oplatając życie Prillów coraz ciaśniejszym uściskiem. Z każdym dniem granica między pomocą a kontrolą zaciera się, a dom – który miał być schronieniem – staje się klatką z niewidzialnymi kratami.

Historia Prillów zaciera się z rodziną Schimttów – pierwszych mieszkańców tego miejsca sprzed 50 lat. Kiedy poznajemy ich życie, krok po kroku wyjaśnia się cała zagadka kobiety-robota, która jest zdeterminowana, by wszyscy domownicy byli jej podporządkowani. Jak się okazuje, Cassandra kiedyś była zwykłym człowiekiem – żoną Horsta Schmitta, której działania 50 lat później przestają być zagadką, a zaczynają ukazywać obraz nieszczęśliwej i zmanipulowanej żony tyrana. I choć działania względem Samiry oraz jej najbliższych są okrutne, to jednak gdzieś z tyłu głowy potrafi zapalić się lampka mówiąca o tym, że zachowanie Cassandry może być w jakiś sposób usprawiedliwione.

Zobacz również: LOL: Kto się śmieje ostatni, sezon 3 – recenzja programu

Cassandra
fot.: materiały promocyjne Netflix

Serial jest niezwykle oryginalny, jednakże posiada pewne utarte od dawna schematy, które spowalniają akcję i podnoszą stopień przewidywalności fabuły. Bo przecież – jak bardzo sztandarowym rozwiązaniem jest mężczyzna, który do ostatniego odcinka nie widzi absolutnie oczywistych rzeczy? “Hej, czemu przejmujesz się urządzeniem sprzed 50 lat, o którym nic nie wiemy, a które kontroluje dosłownie każdy aspekt naszego życia? Uspokój się, Cassandra na pewno jest nieszkodliwa ze swoimi ostrzami do krojenia chleba czy koszenia trawy, to ty jesteś nienormalna!”. Siedząc po drugiej stronie ekranu, miałem czasami ochotę wziąć Davida i otrząsnąć go z tego amoku, w który niepotrzebnie wpędzili go twórcy serialu. Moim zdaniem cel takiej taktyki jest jeden – przedłużenie fabuły.

Jednocześnie jego żona Samira, która niesłusznie jest uważana za wariatkę, jest najbardziej trzeźwo myślącą osobą w całym serialu. Jej walka o przetrwanie rodziny jest godna podziwu, tak samo, jak jej inteligencja w podejmowaniu działań odwetowych względem robota. Jedyne czego mi w niej zabrakło, to jedno wielkie przepraszam od rodziny. Gdyby od początku jej zdanie było traktowane poważnie, żadna z tych okropnych rzeczy by się nie wydarzyła.

Zobacz również: Cobra Kai – recenzja finału. Tego nie dało się zrobić lepiej

Cassandra
fot.: Materiały promocyjne Netflix

Postacie – mimo, że czasami mocno sztampowe – są bardzo dobrze napisane. Bardzo wyraźnie widać ich słabości, różne charaktery oraz cały ciąg przyczynowo-skutkowy, prowadzący do obecnego stanu rzeczy. Po ostatnim odcinku ma się wrażenie, że każda scena serialu rzuca nowe światło na działanie teraźniejszości w domu Prillów. Cassandra została na tyle dobrze przedstawiona, że nie czujemy potrzeby kontynuacji po zakończeniu. Cała linia czasowa układa się na tyle klarownie, że widzowie mogą z łatwością wyciągnąć wniosek, kto odpowiada za całe szaleństwo związane z asystentem domu. Jedna osoba przez to, jak traktowała innych, wywołała falę zła, która zbierała swoje żniwa nawet wiele lat później.

Dzieło Benjamina Gutsche utrzymuje widownie w ciągłym napięciu. Mimo, że akcja z początku rozwija się bardzo powoli, w każdym kolejnym odcinku serwowana jest na tyle ciekawa porcja informacji, że z niecierpliwością czekamy na finał. Retrospekcje, które według mnie w większości seriali są zbędne i nudne, tutaj są kluczowe do zrozumienia historii. Oprócz tego są niezwykle klimatyczne i interesujące, na tyle, że czasami nawet przejmują pierwsze skrzypce od głównej linii czasowej serialu.

Zobacz również: Lady Love – recenzja. Więcej melodramatu się nie dało?

Bardzo możliwe, że okres, w jakim żyjemy, okaże się podobny w skutkach jak lata 70. ukazane w serialu. Dystopijne opowieści o robotach przejmujących świat stają się już powoli naszą codziennością. Jednak Cassandra jest historią inną niż wszystkie. Nie znajdziemy tutaj motywacji do rządzenia światem czy zniszczenia ludzkości. Jedną z motywacji stworzenia smart-domu jest tutaj chęć przezwyciężenia śmierci. I mimo, że co do słuszności decyzji Horsta możemy mieć mieszane odczucia, to jednak maszyna miała przynieść ludzkości pozytywny skutek. Stało się jednak odwrotnie – co zapala nam lampkę w kwestii rozwoju AI. Nie zawsze cel uświęca środki.

Cassandra jest serialem udanym. Wprowadza widzów w świetny klimat i opowiada oryginalną historię. Postacie są wyraziste i nietrudno jest odczuć do nich sympatię – lub nienawiść. Największym problemem jest tutaj zachowanie bohaterów. David jest najlepszym przykładem na to, że w kinie nie zawsze istnieje logika. Specjalne ogłupianie postaci i nakładanie im „opasek na oczy” nie jest dobrym rozwiązaniem, nawet jeśli ma to przynieść więcej odcinków. Jednak mimo wszystko jest to bardzo dobra pozycja, tym bardziej na tle ostatnich Netflixowych premier.


fot. główne: Materiały promocyjne Netflix

Plusy

  • Oryginalne przedstawienie AI
  • Aktualność fabuły
  • Klimat

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Bezsensowne działania niektórych bohaterów
Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jurgen

Ten serial to kumulacja wynaturzenia by netflix do kwadratu. typowa czarna rodzina Niemców? czarny bogaty pisarz, hehe tata? (nie wiem czy to ojciec dzieci?) Biała mama z problemami psychologicznymi? Nastoletni syn Kolarz? córka wierząca robotowi i strzelajaca z broni w szkole??? jest. check. do tego biały perfidny egoistyczny Bialy mężczyzna? jest. Biała pokrzywdzona zdradzana żona? jest. Syn psychol morderca ale lubi łyżwy figurowe? jest….