Czy każdą sytuację da się rozwiązać dzięki kawałkowi białej belgijskiej czekolady? Cóż, może nie, ale na pewno miało to wpływ na życie Amelii. Słodka przekąska sprawiła, że dziewczynka w wieku dwóch i pół roczku zaczęła mówić i chodzić, co spowodowało efekt lawiny – trzeba przecież nadrobić stracony czas!
Mała Amelia to ekranizacja powieści Amélie Nothomb o tytule Metafizyka rur. Książka ma charakter autobiograficzny i jest próbą uchwycenia świata z perspektywy dziecka. Oczywiście nie jest to żadna nowość ani w literaturze, ani w filmie. Trzeba jednak oddać, że Mała Amelia jest produkcją, z której inne wartości wyniosą dorośli widzowie, a inne dzieci. I nie są to błahe tematy. Ponadto animacja ma w sobie dużo uroku i potrafi oczarować swoim stylem. Dla mnie niestety postać Amelii była niesamowicie irytująca i to do tego stopnia, że miałam ochotę ją złapać i udusić.
Zobacz również: Flow – recenzja filmu. Wszystkie łapy na pokład!
Film jest opowieścią o braniu z życia pełnymi garściami. Amelia urodziła się w Japonii, chociaż jest Belgijką, i jest głęboko przekonana, że jest Bogiem. Od momentu przyjścia na świat, przez dwa i pół roku, nie powiedziała ani słowa, ani nie postawiła, ani jednego kroczku. Wegetacja w formie warzywa zostaje jednak przerwana dzięki odwiedzinom babci z Belgii, która przywozi swojej wnuczce białą czekoladę. Zaledwie po jednym kęsie dziewczynka zyskuje turbo energię, rośnie w niej pragnienie poznawania świata i jest to siła nie do powstrzymania.
Mała Amelia to podróż zarówno po nizinach i wyżynach dziecięcej ciekawości świata, ale również historia o różnicach kulturowych i bariery, którą często stawia między ludźmi historia. Dziewczynka uczy się od swojej miejscowej opiekunki japońskich legend i zwyczajów, a równocześnie pozostaje w strachu przed okropną sąsiadką, która nie wiedzieć czemu ciągle jest do niej wrogo nastawiona. I tutaj wkraczają trudne tematy związane z wojną. Nie są jednak wepchnięte do animacji na siłę, raczej zgrabnie przemykają w tle podczas całego filmu. Dorośli widzowie na pewno wyciągną z tego duże głębsze wnioski, a dla dzieci najważniejszym przesłaniem jest to, że najważniejsze jest to co tu i teraz.
Zobacz również: SpongeBob: Klątwa Pirata – recenzja filmu. Najlepsza część podwodnych przygód?

Produkcja jest urocza i czarująca, a co za tym idzie na pewno wnosi dużo wartości. Jest to bardzo cenne zwłaszcza przy młodszych widzach. Animacja ma przepiękne kolory i posiada swój własny oryginalny styl, którego nie sposób nie pokochać. W moim przypadku to wszystko niestety blednie w starciu z tytułową Amelią. Młoda cały czas usilnie sprawiała, że moja niechęć do dzieci rosła. Dziewczynka jest ultra denerwująca i irytująca, przekonana o swojej nieomylności, skora do krzyków i płaczu. Dla mnie była naprawdę trudną główną bohaterką, do której ani na moment nie zapałałam sympatią.
Muszę jeszcze dodać, że rodzice Amelii powinni zostać wybrani na najgorszych roku. W ciągu zaledwie jednego filmu, mając pod opieką swoją córkę, nie dopilnowali jej. Co za tym idzie dziewczynka dwa razy dość groźnie otarła się o śmierć. Pamiętajcie szanowni rodzice, pilnujcie swoich dzieci przy zbiornikach wodnych!
Fot. główna: kadr z filmu Mała Amelia
