Stara kobieta wysiaduje to spektakl, który ze wszystkich sił próbuje wyrwać widza z obojętności. I trzeba przyznać, robi to skutecznie, ale problem w tym, że nie jest to teatr, który chce się podobać. To teatr, który ma uwierać.
Irena Jun wraca do tekstu Tadeusza Różewicza po 36 latach i robi to w sposób niezwykły. Oglądając spektakl, można odnieść wrażenie, że dzieło to dopiero teraz trafia w odpowiedni moment. Już od pierwszych minut widać, że nie będzie to zwykłe wznowienie starej sztuki. To coś więcej; a widać to już w pierwszym paragrafie, gdzie widzowi prezentowane są archiwalne nagrania z pracy nad całością, płynnie przechodzące w spektakl. Dzięki temu miejsce widza znajduje się gdzieś pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. I to przejście działa zaskakująco dobrze.
Zobacz również: Chamowo – recenzja spektaklu. Męcząca wielka płyta

Na duży plus zasługuje kameralność spektaklu Stara kobieta wysiaduje. Wszystko dzieje się blisko widza. Nie ma tu miejsca na efektowne zabiegi czy rozbudowaną scenografię. I bardzo dobrze. Minimalizm sprawia, że cała uwaga skupia się na tym, co najważniejsze – słowie i postaci Ireny Jun. A skoro o słowie mowa, to pomówmy o nim dłuższą chwilę. Największą siłą widowiska jest właśnie jego treść. Stara kobieta wysiaduje, jak mógłby sugerować tytuł, nie jest jedynie refleksją o przemijaniu. To tekst, który opowiada o roli kobiet – uprzedmiotowieniu i doświadczeniu wpisanym w ciało. Pojawia się temat rodzenia, cielesności i społecznych oczekiwań. Także wojny, wrogości świata i współczesności – zmęczonej i hałaśliwej, pozbawionej zdolności do refleksji.
Stara kobieta wysiaduje to nie spektakl łatwy. Sztuka ta nie ma nas zabawiać. Ma nas zatrzymać. Pokazać świat z perspektywy kobiety, ale w tym wszystkim również powiedzieć o czymś znacznie szerszym. O bezradności, przemocy i lęku przed tym, co nadchodzi. Najbardziej przeraża jednak brak odpowiedzi. Do widza kierowane są jedynie pytania. I to takie, których wolałby uniknąć.
Zobacz również: Grupa krwi – recenzja spektaklu. Czyny czy geny?

Mimo że to teatr minimalistyczny, jest to spektakl wyjątkowo ciężki w odbiorze. I może właśnie dlatego tak potrzebny. W świecie, w którym wszyscy mówią jednocześnie, a niewiele z tego wynika, głos tytułowej starej kobiety wybrzmiewa wyjątkowo wyraźnie. Nawet jeśli momentami naprawdę trudno go słuchać.
fot. główna: grafika własna
