Modliszki znane są z kilku rzeczy. Są zielone. W naszym rodzimym kraju te owady są pod częściową ochroną. A samica modliszki lubi czasami wszamać partnera po lub w trakcie kopulacji. Nie wiem, czy pomiędzy Mantis Rage a oryginalnym DualSense do czegoś doszło, ale nie mam wątpliwości, że kontroler od firmy YAXO zjada ten od Sony w zaskakująco wielu kwestiach.
Po 6 latach użytkowania PlayStation 5 wiem jedno – Sony nie postarało się jeśli chodzi o swoje kontrolery. Chociaż DualSense robił niezwykłe wrażenie przy pierwszej styczności z nim, tak po latach uważam, że to najgorszy kontroler w historii PlayStation. Ogromny, nieporęczny (szczególnie przy platformówkach wymagających precyzji), a przy tym jeszcze niemal pewne jest dryfowanie gałek. Oba moje pady musiały przejść operację zmiany potencjometrów na te z efektem Halla.
Zobacz również: Powerbank Baseus PicoGo AM52 – recenzja sprzętu. Stylowy i funkcjonalny
Nie zdziwicie się pewnie, jak powiem wam, że bez efektu dryfowania gra się na DualSense znacznie bardziej komfortowo. Wciąż jednak granie w platformówki przy pomocy oryginalnego pada od Sony jest dla mnie mocno uciążliwe. Przez chwilę zacząłem się nawet zastanawiać – może zwyczajnie zdziadziałem i stałem się noobem? Refleks już nie ten, szybkość w łapach nie ta, a i frustracja wchodzi znacznie szybciej, niż przed laty… Na szczęście z pomocą przyszła mi firma YAXO ze swoim kontrolerem Mantis Rage i podniosła moją samoocenę (tak, wiem, zabrzmiałem jak żywcem wyjęty z telezakupów).
Zakochałem się w tym padzie. No, może nie od pierwszego wejrzenia – do testów dostałem kontroler w kolorze zielonym, który jak najbardziej pasuje do nazwy pada (Szał Modliszki), ale wypada najsłabiej na tle pozostałych dostępnych kolorów. Natomiast jak już go pochwyciłem w dłonie… Och i ach. Chropowata powierzchnia spodu pada, waga, wygoda użytkowania i… dziwne przyciski. Ale o tym za chwilę. Mantis Rage w porównaniu z DualSense jest naprawdę zgrabny i mniej toporny. Dzięki chropowatej powłoce, pad leży wprost nieziemsko w dłoniach, a jego waga (ok. 50 gramów lżejszy niż ten od Sony) sprawia, że gra, nawet przez kilka godzin, nie powoduje zmęczenia i dyskomfortu rąk. Smuklejszy design zdecydowanie działa tu na plus.
Zobacz również: Nintendo Talking Flower – recenzja sprzętu. Dla kogo to?
Pad (kompatybilny z PS5, PC oraz smartfonami) wyposażony został również w mechaniczne przyciski. Po tylu latach spędzonych na duszeniu buttonów w klasycznym dla Sony wydaniu, przerzucenie się na mechaniczne przyciski było dla mnie bardzo, ale to bardzo nienaturalne. Według specyfiki takiego rozwiązania, czas reakcji pomiędzy kliknięciem a akcją powinien być szybszy. Szczerze – ciężko mi to ocenić, ale mechaniczne kliknięcia okazały się dla mnie ciekawą odmianą, być może nawet i wygodniejszą od klasycznych buttonów. Warto też w tym miejscu napomknąć, że nie uświadczymy tu klasycznego rozstawu figur na przyciskach. W zamian, producent zdecydował się na bardzo charakterystyczne literki wchodzące w nazwę firmy, imitujące (mniej lub bardziej udanie) kultowe X, kółko, trójkąt, kwadrat.

Poza dość oczywistymi, myślę, sprawami, jak panel dotykowy, ładowanie przez USB-C (bateria trzyma naprawdę długo), wejście na słuchawki, triggery i bumpery czy obecność krzyżaka, twórcy zaimplementowali także 2 dodatkowe przyciski do samodzielnego zaprogramowania, znajdujące się z tyłu pada. Ja raczej z tego nie skorzystam, ale to bardzo miły dodatek. Największym selling pointem tego kontrolera jest chyba jednak zastosowanie efektu Halla. Jak mówiłem, ja na DualSense się niestety mocno przejechałem i mimo prób czyszczenia, dmuchania i chuchania, oba moje pady trafiły do serwisu, aby zaimplementować w nich właśnie efekt Halla.
Zobacz również: Najlepsze gry na PlayStation 5
Co to właściwie jest? O ile tradycyjnych potencjometrach ruch gałki opiera się na fizycznym tarciu metalowych lub węglowych styków (co powoduje ścieranie się materiału, a w efekcie błędne odczytywanie pozycji lub samoistne poruszanie się kamery, postaci), tak w kontrolerze z efektem Halla zastosowano magnesy z czujnikami odczytującymi ich pole, co w zasadzie oznacza bezawaryjność takiego rozwiązania. Jak będzie za rok czy dwa? Zobaczymy, jednak na chwilę obecną działa to wyśmienicie!
No dobrze, chwalę i chwalę, a czy jest coś z tym kontrolerem nie tak? Można tu wymienić w zasadzie jedną rzecz. Mniej różnorodne i słabsze doznania haptyczne względem swojego starszego kuzyna. Wiadomo, że DualSense wibracjami stoi – tutaj nie uświadczymy tak ciekawych efektów, jak w przypadku kontrolera Sony. Spotkałem się też z różnorodnymi opiniami na temat wbudowanego głośniczka – ja sam go nie przetestowałem, natomiast o ile wierzyć innym recenzentom, nie jest on tak dobry jak w DualSense, ale w tym budżecie to OK. Jeszcze jedna mała sprawa – po włączeniu konsoli z trybu uśpienia poprzez przycisk na padzie, konsola się włącza, ale pad już nie – trzeba go włączyć ponownie. Dziwna, drobna, techniczna rzecz, ale może czasami zirytować.

YAXO Mantis Rage to absolutny banger w kategorii cena-jakość. Za niecałe 2 stówki dostajemy pada znacznie bardziej user-friendly, niż oryginalny DualSense – lżejszego, wygodniejszego, a przede wszystkim wyposażonego w gałki z efektem Halla. Jeśli nie zależy wam na doznaniach haptycznych i nie musicie koniecznie mieć markowego pada, a cenicie sobie wygodę gry, Mantis Rage jest dla was.


