Szczerze mówiąc, była to moja pierwsza wizyta w Teatrze Barakah i nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. American Beauty – sprostowanie szybko jednak przykuło moją uwagę. Spektakl nie tylko przenosi na scenę historię znaną z filmu Sama Mendesa, ale też próbuje skonfrontować ją ze współczesną wrażliwością. A trzeba przyznać, że niektóre jej elementy po latach trudno już odbierać tak samo jak w momencie premiery oryginału.
Spektakl został napisany przez Szymona Króla i wyreżyserowany przez Michała Nowickiego. Nie jest to zwykła adaptacja filmu, lecz próba przyjrzenia się temu, jak zmienił się jego odbiór na przestrzeni lat. Punktem wyjścia American Beauty – sprostowanie pozostaje jednak historia znana z filmu. Oto Lester – amerykański ojciec i mąż w kryzysie wieku średniego – postanawia, że ma dość swojego prostego i nudnego życia. Idzie za tym postawienie się szefostwu w pracy, kupno sportowego auta, ale także coś znacznie bardziej niepokojącego. Lester zaczyna interesować się piękną koleżanką swojej córki, co szybko przestaje być niewinnym zauroczeniem. W tej roli świetnie wypada Michał Kościuk, który potrafi pokazać zarówno frustrację głównego bohatera, jak i jego coraz bardziej niepokojące decyzje.
Zobacz również: Na rauszu – recenzja spektaklu. Z nami się nie napijesz?

W spektaklu sporo uwagi poświęcono również sąsiadom Lestera. Dwóch typów, którzy nie grzeszą inteligencją, zapewnia sporą dawkę groteski. Michał Bielawski i Hubert Woliński wypadają znakomicie, a ich postacie potrafią być jednocześnie komiczne i autentycznie niepokojące. Szczególnie dobrze działa zestawienie ich absurdalnych zachowań z momentami, w których spod całej tej otoczki zaczyna wyłaniać się coś znacznie bardziej skomplikowanego.
Sam rodzaj teatru był dla mnie czymś nowym, ale szybko przekonałem się do jego konwencji. Szczególnie spodobał mi się surrealistyczny, momentami wręcz senny klimat spektaklu, który sprawiał, że niektóre sceny wydawały się balansować na granicy rzeczywistości, snu i koszmaru. Myślę też, że spektakl może okazać się interesujący dla osób, które nie widziały filmu. Przystępna historia i własne pomysły inscenizacyjne sprawiają, że nie jest to jedynie odtworzenie znanej już opowieści.
Zobacz również: Toń – recenzja spektaklu. Jak wojna zmienia człowieka

Jednym z najmocniejszych elementów spektaklu jest gra aktorska. Poza wspomnianymi już sąsiadami i Kościukiem wyróżnia się Zuzanna Woźniak jako Angela – blond koleżanka córki Lestera. Jej postać w niektórych scenach nabiera nieludzkiego charakteru. Sposób poruszania się aktorki, przypominający ruchy marionetki, tworzy niepokojący obraz, który zostaje w głowie na długo po zakończeniu przedstawienia.
Świetnie wypada również muzyka grana na żywo przez dwóch muzyków, którzy nie tylko odpowiadają za oprawę dźwiękową, ale zostają wpleceni w wydarzenia jako sąsiedzi-geje. Muzyka naturalnie współgra z akcją i nadaje jej odpowiedniego rytmu, a obecność muzyków pomaga budować charakterystyczny klimat przedstawienia.
Zobacz również: Audiencja – recenzja spektaklu. Lekcja ludzkiej polityki

Na uwagę zasługują też multimedia. Nagrania wykonywane telefonem i wyświetlane na ekranie za aktorami dobrze uzupełniają wydarzenia na scenie. Z czasem stają się jednak zbyt częste i momentami wręcz niepotrzebne, przez co ich wykorzystanie traci na wyrazistości i coraz mniej wnosi do całości. W pamięć zapada natomiast wykorzystanie materiałów związanych z aktami Epsteina podczas końcowego monologu Lestera. Zestawienie jego refleksji z tymi obrazami brutalnie konfrontuje widza z problematyczną stroną tej historii. Trudno potraktować ten fragment jako subtelny komentarz, ale właśnie dzięki temu tak mocno wybrzmiewa pytanie o to, jak dziś powinniśmy patrzeć na opowieści, które kiedyś przedstawiano jako uniwersalne historie o pragnieniach i wolności.
Nie wszystko działa jednak równie dobrze. Momentami spektakl sprawia wrażenie zbyt przegadanego, jakby niektóre kwestie musiały zostać wyjaśnione widzowi wprost, zamiast wybrzmieć poprzez zachowanie postaci czy samą inscenizację. Są w spektaklu elementy, które robią ogromne wrażenie, ale całość nie zawsze utrzymuje ten sam poziom intensywności. Niektóre sceny i dialogi sprawiały wrażenie dodanych na siłę, niewiele wnosząc do całości.
Zobacz również: Wróg ludu – recenzja spektaklu. Zatrute uzdrowisko, zatrute społeczeństwo
Mimo tych niedociągnięć American Beauty – sprostowanie okazało się dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Kiedy spektakl pozwala przemówić obrazom, muzyce i aktorom, potrafi być naprawdę sugestywny. Najciekawsze jest w nim zderzenie historii o mężczyźnie szukającym nowego sensu życia z tematami, na które dziś patrzymy zupełnie inaczej
fot. główna: Teatr BARAKAH, Maura Jaga Zabłocka

