Po Kroniki Atlantydy sięgnęłam zachęcona opisem, który obiecywał dobrą intrygę i polityczne przepychanki na mitycznym dworze. Wojownik Eoden to jednak namiastka, która ma za zadanie wzbudzić zainteresowanie światem przedstawionym. Niekoniecznie jednak broni się jako dobra historia…
Pierwszy tom epopei heroic fantasy rozgrywającej się na mitycznym lądzie, który potem został pochłonięty przez ocean. Atlantyda istnieje już półtora tysiąca lat i wydaje się niepokonana, jednak nawet największą potęgę można zniszczyć od środka. I taki właśnie plan ma podstępny kapłan Hak-Na. Dzięki magicznym specyfikom sprawia, że król Atlantydy staje się jego marionetką. Na szczęście w otoczeniu władcy są ludzie, którym zależy na dobru państwa. Jeden z nich płynie na południowe wyspy, gdzie przebywa okaleczony człowiek mogący ocalić imperium…
– opis wydawcy.
Tytułowy wojownik Eoden zostaje więc wyrwany ze swego spokojnego życia na odludziu, aby ratować królestwo, rządzone przez jego brata i jego żonę, którą nasz bohater również kocha. Legendarny wojownik rusza do Atlantydy, mimo że lata świetności ma za sobą, a bitwy oprócz ręki odebrały mu ducha walki. I chociaż na starcie brzmi to bardzo dobrze, to historia wydaje się zwyczajnie zbyt prosta.
Zobacz również: Dzikie łapy. Tom 3. Sekrety miasta – recenzja komiksu. Odmienność i akceptacja
Niewiele dowiadujemy się o samym Eodenie, a jeszcze mniej o jego bracie i ukochanej. Król Altantydy nie robi na kartach komiksu nic, poza wciągnięciem magicznego białego proszku i panikowaniem, że żona go nie kocha. Królowa to z kolei sztampowa seksowna postać kobieca, która z jednej strony pisze wiersze, ale z drugiej wybitnie walczy. A jednak, jak dowiadujemy się z komiksu, nie zauważyła, że została odsunięta od władzy.

Pozornie brzmi to jak dużo wydarzeń, ale to wszystko pojedyncze linie dialogowe, które nie budują napięcia ani specjalnie nie zachęcają do dalszej lektury. Postacie są płytkie, brakuje im lepiej zbudowanej przeszłości i trudno im przypisać nawet jedną dominującą cechą, tak są bezbarwne.
Zobacz również: Stitch. Podróże w czasie. Renesansowe Włochy – recenzja komiksu. Co ten Le Ronaldo?
Atutem natomiast jest sama kreska i sceny walk. Rysunki są barwne i dynamiczne, ale mają w sobie pewną surowość, która cieszy oko. Eoden prezentuje się jako idealny wojownik, a brak ręki wyraźnie zaznaczony i wykorzystany w scenach akcji. Wizualnie postacie nadrabiają to, czego brakuje im charakterom – różnią się między sobą i ciekawie się prezentują.
Wojownik Eoden sprawił jednak, że poza przyjemną kreską nie zainteresowało mnie nic i nie szykuję się za bardzo na podejście do kolejnych tomów. Może gdyby działo się tu więcej, to chciałabym zgłębić losy królestwa Atlantydy, ale nie odczułam, by ten świat miał do zaoferowania coś, co zatrzyma mnie na dłużej.

Ilustrator: Stefano Martino
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Oprawa: twarda
Stron: 72
Data premiery: 9 września 2026 r.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydanictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem oficjalnej okładki/Wydawnictwo Egmont.

