Smarkula. California Screaming – recenzja komiksu

Nie byłam zachwycona lekturą pierwszego tomu, ale zakończył się w takim momencie, że moja ciekawość zwyciężyła. Sięgnęłam więc po kolejny, aby dalej śledzić losy zielonowłosej influencerki modowej. Czy było warto? Cóż, odpowiedzi na to pytanie mogłam się domyślić. 

Oczywiście pierwsze strony nie wyjaśniają od razu przebiegu zdarzeń, które interesują czytelnika najbardziej. Wprowadzają za to więcej pytań, co w irytujący wręcz sposób podtrzymuje ciekawość odbiorcy. W efekcie chce się czytać dalej, ale niekoniecznie dlatego, że Smarkula jest wciągająca i przyjemna, ale dlatego, że chcemy poznać odpowiedzi na pewne pytania.

Drugi tom wydaje się bardziej mroczny i może nawet trochę psychodeliczny. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to, co się dzieje, można jeszcze wyjaśnić naukowo – w czym (o dziwo) pomaga sam komiks – czy już jednak zahaczamy o fantastykę. Nie jestem bowiem przekonana, czy halucynacje mogą mieć wiedzę, której nie ma bohaterka, która ich doświadcza. A może Lottie wiedziała to wszystko, tylko to wyparła, a jej podświadomość próbuje jej o tym przypomnieć i wszystko się jednak logicznie klei? Mam obawy, że fabuła nie została aż tak dokładnie przemyślana, jak powinna.

Zobacz również: Dzikie łapy. Tom 3. Sekrety miasta – recenzja komiksu. Odmienność i akceptacja

Fot.: kadr z komiksu

Komiks wprowadza nowe, całkiem intrygujące postacie. Dzięki temu okazuje się, że nie wszyscy są tacy, jak mogłoby się na początku wydawać. Im dalej z fabułą, tym lepiej poznajemy bohaterów i relacje, które ich łączą. Niestety, ilekroć myślałam, że cokolwiek zaczyna się krystalizować i wyjaśniać, scena była przerywana w kulminacyjnym momencie. Nie byłoby to nawet w połowie tak frustrujące, gdyby w kolejnych kadrach postacie miały jakiekolwiek przemyślenia o tym, co się wydarzyło.  

Mam też nieodparte wrażenie, że Smarkula nie ma ani jednego normalnego bohatera. Były Lottie nazywa się Słoneczko, dosłownie. Jak na standardy tego komiksu wydawał się nawet dość zwyczajnym facetem. Tylko czy ktoś zdrowy na umyśle umawiałby się z psychofanką swojej byłej dziewczyny? Bo mam takie poczucie, że odpowiedź brzmi: nie. 

W dodatku ostatecznie okazał się dość fałszywy. Z jednej strony opiekował się swoją partnerką, gdy ta uległa wypadkowi, a z drugiej bezwstydnie flirtował z Lottie. Niby od początku, było widać, że coś go nadal do niej ciągnie, ale naprawdę można to było zrobić zgrabniej. Kolejną rzeczą, która mnie irytowała, był fakt, że niby był taki wspierający, a zdawał się kompletnie nie widzieć, jaka zakompleksiona jest jego dziewczyna. W ogóle nie reagował na jej krytyczne uwagi wobec własnego wyglądu. Co gorsza, nie była to jedyna sprawa, którą przemilczał.

Zobacz również: Stitch. Podróże w czasie. Renesansowe Włochy – recenzja komiksu. Co ten Le Ronaldo?

Smarkula
fot.: kadr z komiksu

Po spotkaniu z wybrankiem Normalki, Słoneczko mógł nabrać przeczucia graniczącego z pewnością, że ten nazbyt wierny nie będzie. Czy coś z tym zrobił? Nie. A czy Lottie powiedziała swojej przyjaciółce, że jej narzeczony ją zdradza (o czym doskonale wiedziała, bo go nakryła)? Też nie. Miałam wrażenie, że z jego luźnego podejścia do związków robi się powoli tajemnica poliszynela i jedyną, która naprawdę nie ma o tym pojęcia, jest główna zainteresowana. 

Właśnie dlatego tak trudno polubić bohaterów komiksu. Bo problemem nie jest już tylko główna bohaterka. Im lepiej poznajemy postacie, tym gorzej wypadają. Fabuła może i bywa ciekawa, ale głównie, dlatego że sposób narracji niczego należycie nie wyjaśnia. Wprowadzane są nowe wątki, zaczyna robić się interesująco, ale zanim dowiemy się czegokolwiek istotnego, scena się kończy. 

Podsumowując, mogę przyznać, że drugi tom Smarkuli trzyma poziom. Jest to marny poziom, ale jednak stały. Nowe, potencjalnie ciekawsze i mroczniejsze wątki fabularne równoważą irytujący, puści bohaterowie skupieni tylko na wyglądzie. Najciekawsze momenty są przerywane w połowie, ale niewyjaśnione motywy regularnie powracają, więc ostatecznie coś się jednak powoli wyjaśnia. Graficznie komiks naprawdę mi się podoba, niestety ładna kreska nie uratuje kiepsko napisanej historii. Muszę jednak przyznać, że pomimo ogólnej niechęci do tytułu, nadal jestem zwyczajnie ciekawa, co będzie dalej.  


Smarkula

Scenarzysta: Bryan Lee O’Malley, Lesile Hung
Ilustrator: Lesile Hung
Wydawca: Nagle!
Premiera: 2026-07-15
Oprawa: Miękka
Stron: 136
Cena katalogowa: 79,90 zł

Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Nagle! Comics. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Nagle!)

Plusy

  • Mroczniejszy klimat niż w poprzedniej części
  • Powoli coraz więcej się wyjaśnia
  • Nawet najbardziej błahe wątki powracają

Ocena

5.5 / 10

Minusy

  • Irytujące, płytkie postacie
  • Ucinanie scen w najważniejszym momencie
Angelika Mańczuk

Zakochana w fantastyce tak bardzo, że zaczęła tworzyć własną. Uwielbia książki, komiksy, dobrze zrobione animacje i gry komputerowe z wciągająca fabułą, chociaż kompletnie nie umie w nie grać. Uzależniona od kawy i dobrej muzyki. Nadal czeka na list z Hogwartu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze