Harley Quinn, sezon 3 – recenzja serialu. Batman to st000pkarz!!!

Zacznijmy od tego, że jestem wielkim fanem animacji dla dorosłych. Kiedyś powziąłem sobie misję aby sprawdzać wszystko nowe co wychodzi. Jednak szybko sobie uświadomiłem, że to bardzo karkołomne zadanie. Dodatkowo zbyt często zdarzało mi się naciąć na produkcje – mówiąc eufemistycznie –  nie warte uwagi. Tak, patrzę na was, Brickelberry, Paradise PD i wam podobne. Możecie się w tej chwili zastanawiać co to ma wszystko wspólnego z serialem o Harley Quinn? Tłumaczę i objaśniam!

Wszyscy zaznajomieni z poprzednimi dwoma sezonami historii o psycholożce Harleen Quinzel mogą być zaskoczeni ostrością i pikanterią jaką przedstawia się akt trzeci tej historii. Nie wiem czy ja inaczej zapamiętałem wcześniejsze rozdziały tej opowieści czy zwyczajnie błogosławieństwo Jamesa Gunna wystrzeliło pełną parą we wszystkie produkcje DC niczym… Cóż, shotgun. Warto wspomnieć, że już pierwszy odcinek wali nas w pysk jak Harley Quinn swoich wrogów kijem baseballowym filmem porno z nią i jej partnerką w roli głównej, zmasowaną ilością brutalności, wyrzuceniem królowej Elżbiety z pokładu Niewidzialnego odrzutowca Wonder Woman. Następnie wcale nas ten epizod nie oszczędza i serwuje nam reżysera Strażników galaktyki kręcącego biografię Thomasa Wayne’a, wieńcząc tę scenkę siadaniem na mordzie Clayface’a, który wciela się na planie filmowym w fotel. Dalej jest natomiast, tylko…lepiej?

Zobacz również: Black Panther: Wakanda Forever – recenzja filmu. Re-cast nie byłby lepszy?

Serial od początku jedzie po bandzie, a nawet szybko poza nią wyjeżdża. Śmiało, odważnie i bezwzględnie przekracza kolejne granice. Produkcja docenia zarówno fanów komiksów jak i popkultury jako takiej. Osobiście byłem w pełni usatysfakcjonowany. Ten sezon historii Harley Quinn z pewnością dostarcza pod względem poczucia humoru. Jak jednak wypada warstwa fabularna? Cóż, tu jest dosyć specyficznie. Jeśli miałbym powiedzieć jednym słowem określiłbym to mianem skąpego w wydarzenia. Aczkolwiek nie jest to ani trochę jedno słowo. Strukturę tej części najłatwiej streścić, jeden odcinek, jedna historyjka + gdzieś tam główny wątek kręcący się w tle i powoli wybijający się na główny plan. Co raczej oczywiste po zakończeniu części drugiej opowieścią przewodnią są perypetie związkowe Harley Quinn i Poison Ivy.

W porównaniu do poprzednich sezonów wypada to raczej mało bombowo. Nie uznaję tego jednak jako wadę, bowiem nie każda historia musi być o zbawianiu świata, żeby poruszyć za serce. Tym za co ja cenię Harley Quinn najwyżej poza wariactwem i absurdem, chociaż traktuję to trio równorzędnie, są postaci. Bane i Kite Man mają u mnie specjalne miejsce, zawsze czekam na ich pojawienie się. Szczególnie cieszy mnie fakt spin-offu o Człowieku Latwcu. W tej chwili im więcej produkcji spod skrzydeł DC tym mój wewnętrzny 10-letni fan komiksów piszczy z zachwytu, bo Marvel w czwartej fazie mówiąc delikatnie, nie rozpieszcza.

Zobacz również: Black Adam – recenzja filmu. Pleśniejący kotlet odgrzewany na elektrycznej kuchence?

Fot. Harley Quinn
Fot. Harley Quinn

Ten sezon zaskakuje strukturą fundując nam co rusz nowy jednoodcinkowy wątek. W ramach zachęty teasera w jednym z epizodów pojawia się wątek Trybunału Sów z rozwiązaniem rodem z pewnego odcinka trzeciego sezonu The Boys, któremu na Twitterze towarzyszył bardzo popularny hasztag. Więcej nie mówię i tak uważam, że za dużo mi się wymsknęło. Uważam jednak, że warto zobaczyć to na własne oczy. Pamiętajcie! Pewnych rzeczy nie da się „odzobaczyć”. Dodatkowym elementem godnym docenienia jest wyjątkowo silny akcent na psychiatryczny rodowód Harley Quinn. Chyba żadne inne dzieło tak wspaniale tego nie ukazuje. Żywe srebro!

Zobacz również: Najlepsze seriale animowane dla dorosłych

Dostajemy zatem niebywale satysfakcjonującą historię o metaludziach, wypełnioną metażartami, jedyne czego tu brakuje to wyścigu do mety i niebieskiej mety produkcji Włodzimierza Białego. Bez wątpienia warto sięgnąć po to dzieło i śledzić kolejne produkcje animowane ukazujące się na HBO Max. Ja polecam z pełnym przekonaniem. Ciekawostka na koniec, jeśli pamiętacie aferę dotyczącą tego, że Batsy „nie schodzi w dół”, to może historia Harley Quinn nie rozwiewa wątpliwości w tej kwestii. Jednak tytuł tej recenzji to nie clickbait. Dowody obciążające Człowieka nietoperza poniżej!

Fot. Harley Quinn "Batman liżący stopy, patrzcie jak się cieszy!"
Fot. Harley Quinn „Batman liżący stopy, patrzcie jak się cieszy!”

Plusy

  • Postaci się po prostu uwielbia
  • Jest krwiście, a humor to samo mięcho
  • Fani komiksów i popkultury ogólnie poczują się docenieni

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Wątek główny mniej spektakularny niż w poprzednich sezonach
Tymoteusz Łysiak

Entuzjasta popkultury, który najpewniej zamiast kolejnego "Obywatela Kane" wolałby w kinie więcej produkcji w stylu "Toksycznego mściciela". Fan dziwności, horroru, praktycznych efektów, kociarz, psiarz i miłośnik ludzi. W grach lubujący się w satysfakcjonującym gameplay'u. Życie teatrem absurdu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze