Po trzech latach Dominic Fike powraca z nowym albumem Sunburn. Nie ukrywam, iż krążek ten jest dla mnie swego rodzaju muzyczną ciekawostką, gdyż zaintrygował mnie już od pierwszych brzmień.
Płyta powstała na Florydzie, a inspiracja tym miejscem jest bardzo wyczuwalna, gdyż klimat krążka jest bardzo letni, słoneczny, momentami duszny i wypełnionymi dotykiem spoconych dział. Jest intymnie i ciekawie, a to wszystko idealnie dopełnia sam fakt, iż premiera albumu miała miejsce w środku gorącego lata. Sam artysta tak mówił o inspiracjach dla Sunburn:
Jest coś swobodnego i seksownego w Florydzie i słońcu, jak linie opalenizny, a wszyscy mają na sobie ledwie ubrania i wszyscy biegają dookoła, wykrzykując przekleństwa, na które świat prawdopodobnie nie byłby gotowy.
Swoboda to idealne słowo, które opisuje ten krążek. Mam wrażenie, że Fike podczas tworzenia nie interesował się granicami, które dzielą gatunki muzyczne, eksperymentując ze brzmieniem i łącząc różne style. Jest to czasami ryzykowne, ale tutaj ten zabieg się opłacił. Dzięki temu do Sunburn chce się wracać, by oddać się rytmicznej muzyce. A w tym wszystkim mamy również co jakiś czas powracające dźwięki gitary, które wydają się dodawać całości buntowniczy charakter.
Zobacz również: Dominika Płonka – DD EP – recenzja albumu
Jak wspomniałam, album jest dość intymny i niejednokrotnie odnosi się do przeszłości samego wykonawcy. Podoba mi się, w jaki sposób Dominic Fike opowiada historie za pomocą liryki. Przy tym jednak tematyka tekstów jest dość mocno ograniczona, kręcąc się głównie wokół dziewczyn, narkotyków, czasów szkolno-licealnych. Dodatkowo niejednokrotnie przebija się wspomniany wcześniej buntowniczy sznyt. Jest więc ciekawie, jeśli chodzi o rozwiązania liryczne, ale z drugiej strony sama tematyka już nie oferuje zbyt wiele. I nie ma w tym nic złego, choć momentami powracające motywy sprawiają wrażenie, jakby warstwę liryczną stworzył chłopak w wieku licealnym/ktoś, kto dopiero skończył 18 lat.
Sunburn jednak to przede wszystkim przyjemna w odsłuchu płyta, utrzymana na dobrym poziomie. Aż chce się puszczać ją na nowo, szczególnie takie utwory jak How Much Is Weed?, Think Fast (stworzone wraz z Weezer), czy tytułowy kawałek. Dodatkową wisienką na torcie jest wokal, który idealnie pasuje do całości.
Zobacz również: Pocałunek lata – wywiad z Michałem Szczygłem. Umiem się też dość mocno podjarać własną twórczością
Dla mnie album ten jest miłym odkryciem, do którego chętnie wracam i wracać będę, szczególnie teraz. Nie określiłabym go jednak jako dzieło wybitne, ale też nie uważam, że taki jest jego cel. To po prostu fajny, momentami angażujący krążek, który, jak już pisałam, idealnie pasuje do lipcowej pogody i letniej beztroski. To po prostu przyjemny album.
Obrazek główny: Columbia Records // materiały prasowe


