Back to Black. Historia Amy Winehouse – recenzja filmu. Ku uciesze tatusia

Niespełna półtorej dekady po tragicznej śmierci wschodzącej gwiazdy Amy Winehouse otrzymujemy drugie streszczenie życiorysu piosenkarki. Najnowsza biografia w reżyserii Sam Taylor-Johnson wzbudziła sporo kontrowersji w okolicach premiery. Choć aktorka Marisa Abela wkłada sporo serca w swoją rolę, nie sposób nie odnieść wrażenia, że całość została poważnie okrojona. 

Już od pierwszych zapowiedzi, kiedy to stało się jasne, że w filmie Back to Black. Historia Amy Winehouse nie usłyszymy utworów w oryginalnym wykonaniu, fani głośno protestowali. Decyzję o nagraniu coverów najbardziej rozpoznawalnych utworów artystki w wykonaniu odgrywającej ją aktorki uznano jednogłośnie za oburzającą. Reżyserka – Sam Taylor-Johnson – pozostała jednak niewzruszona i podkreślała, że jest to jej świadoma decyzja jako wielkiej fanki albumu Back to Black. I mimo że Abela niezwykle wiernie oddała charakter wokalistki, nie wystarczyło to, by uratować film, który w efekcie wyszedł mdło i nieciekawie.

Zobacz również: Taylor Swift – The Tortured Poets Departament – recenzja albumu

Abela, najlepiej znana z roli Yasmin w dramacie finansowym Industry, zgrabnie równoważy unikalną mieszankę śmiałości i kruchości Amy. Piosenkarka miała dość specyficzną prezencję na scenie. Z jednej strony bywała najbardziej charyzmatyczną postacią sceniczną, jaką świat kiedykolwiek widział, a jednocześnie potrafiła wpaść w nerwowe chybotanie z boku na bok, jak gdyby została spłoszona i oślepiona blaskiem reflektorów. Subtelne przejścia Abeli od jednej Amy do drugiej stanowią najmocniejszy element filmu.

Film reklamowano jako dość abstrakcyjną biografię, ale w rzeczywistości Taylor-Johnson oparła go w większości na banalnych kliszach i przesadnym nagromadzeniu zwierzęcych metafor. Raz dziewczyna ratuje uciekającego kanarka z domu swojej ukochanej babci Cynthii (Lesley Manville). Kiedy indziej z kolei wpatruje się w lisa zwinnie wybiegającego z parku, gdy paparazzi zwracają się przeciwko niej. Za to podczas randki ona i Blake (Jack O’Connell) oglądają lwice w londyńskim zoo. Amy dostrzega w nich siłę i chęć ucieczki. Każda z tych metafor jest do bólu bezpośrednia i nie pozostawia widzowi miejsca na własną interpretację. A to dopiero początek problemów.

Zobacz również: Konflikt: Capote kontra socjeta – recenzja serialu. Łabędzie łzy 

Back to Black. Historia Amy Winehouse
kadr z filmu Back to Black. Historia Amy Winehouse | Kino Świat

Za współprodukcję filmu odpowiadał Mitch Winehouse, który wciąż posiada prawa do wizerunku córki. Ponieważ scenariusz powstał pod jego nadzorem, Winehouse uniknął przesadnej demonizacji swojej osoby. Sam wątek toksycznej relacji Amy z ojcem jest niemal pominięty, co jawnie zakłamuje historię. Zatem z czynników destruktywnych zostaje nam jedynie uzależnienie od używek oraz toksyczny związek z Blakiem. A raczej zostałyby, gdyby oba nie zostały wyrzucone ze scenariusza. Niejednokrotnie dowiadujemy się z dialogów o różnego typu kryzysowych sytuacjach, które wydarzyły się pomiędzy scenami. Podczas seansu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nieustannie omija nas zdecydowanie ciekawszy film.

To zupełnie inna produkcja niż wydany w 2015 roku dokument Amy. W poprzedniku z oryginalnych taśm wideo przemawia partner wokalistki, który otwarcie przyznaje się do wciągnięcia jej w nałóg heroinowy. Tutaj jednak obserwujemy jedynie desperackie próby wyjścia z nałogu obojga kochanków, choć do końca nawet nie wiemy, od czego poza alkoholem są uzależnieni. Zamiast kluczowych momentów związanych z problemem z narkotykami, dostajemy uroczy, niewinny taniec Blake’a, który zapoznaje Amy z girlsbandem Shangri-Las. Te 60 sekund muzycznej ekstazy ma tak znaczący wpływ na karierę piosenkarki, że (wg filmu) cała płyta Back to Black powstała pod wpływem inspiracji tym jednym konkretnym utworem. Ta sekwencja wydaje się szczególnie nieprawdopodobna, aczkolwiek trudno odmówić jej stylu. To jedna z niewielu rzeczy faktycznie wartych zapamiętania.

Zobacz również: Joika – recenzja filmu. Już to gdzieś widziałam…

Back to Black. Historia Amy Winehouse
kadr z filmu Back to Black. Historia Amy Winehouse | Kino Świat

Ostatecznie film Back to Black. Historia Amy Winehouse wydaje się pozbawiony ciężaru, który powinien być naturalną częścią tej historii. Gdzie są narkotyki, agonia, desperackie i ostatecznie euforyczne próby stworzenia albumu, który skatalogował jej złamane serce po rozstaniu z Fielderem-Civilem i katapultował ją na światowe szczyty?

Na samym początku artystka wyznaje, że jej największym marzeniem jest zostać zapamiętaną za bycie sobą. Podobnie jak jej muzyka, prawdziwa Winehouse, była skomplikowaną osobą, głębszą, bogatszą i niespokojną. Na pewno znacznie bardziej niż urocza, szczęśliwa dziewczyna, której kariera rozpadła się nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, jak próbuje sugerować ten film. Produkcja Sam Taylor-Johnson jest jedynie kolejną ramotką przygotowaną na opadającej fali sukcesu Bohemian Rhapsody. Trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy do cieszenia się znakomitą muzyką potrzebujemy męczyć się przez 2 godziny scenariuszowych popłuczyn, czy może lepiej będzie od razu odpalić oryginalne nagranie lub płytę? Osobiście sugerowałbym drugą opcję.


Źródło obrazka głównego: materiały prasowe | Kino Świat

Plusy

  • Kilka udanych kompozycji kadrów
  • Taniec Blake'a do utworu Shangri-Las

Ocena

3 / 10

Minusy

  • Brak oryginalnych wersji piosenek Amy
  • Jednowymiarowi, nieciekawi bohaterowie bez wyjątku
  • Karygodnie zbanalizowana tragedia wokalistki
Łukasz Biechoński

Nie straszny mu żaden zakątek popkultury. Ceni sobie tak samo teatralne musicale i opery jak kino splatter czy chorwackie sci-fi. Wierzy, że to nie budżet czyni dzieło, lecz artysta i jego wizja. Tabu dla niego nie istnieje tak długo, jak obie strony czują się w dyskusji komfortowo.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze