Dying Light: The Beast – recenzja gry. Przebudzenie bestii

Dying Light to tytuł dobrze znany i lubiany przez fanów elektronicznej rozrywki. Zyskał on sporą popularność dzięki swojej mieszance porywającego parkouru i brutalnej walki.  Dying Light: The Beast zachowuje to, co gracze uwielbiali w poprzednich odsłonach. Jednocześnie dorzucając nowe pomysły, które odświeżają rozgrywkę i przypominają, dlaczego marka zdobyła tak oddane grono zwolenników.

Mapa gry stanowi krok w stronę zwartości projektu świata i dopracowania detali. Zamiast rozciągłych, pustych przestrzeni, deweloperzy postawili na gęściej zaprojektowane lokacje. Każdy dach, zaułek i komin ma sens, a poza nim również mechaniczne zastosowanie podczas biegu i eksploracji. Dzięki temu eksploracja nagradza uwagę, a trasy parkourowe stają się bardziej satysfakcjonujące, bo uczą gracza wykorzystywania otoczenia w sposób świadomy i kreatywny.

Zobacz również: Davy x Jones – recenzja gry (wczesny dostęp). Ahoj martwa, piracka przygodo!

Dying Light: The Beast

Tytułowa bestia wprowadza do rozgrywki nowe, bestialskie umiejętności i mutacje, które znacząco wpływają na sposób prowadzenia walki i poruszania się. Kyle Crane, którego poczynaniami kierujemy, a którego znać możemy z pierwszej odsłony serii, nie jest już tym samym protagonistą co kiedyś. Przeszedł przemianę, która umożliwiła mu krótkotrwałe zwiększenie siły oraz specjalne ataki, co nadaje starciom pewnej dzikości i nieprzewidywalności. To odświeżenie mechanik sprawia, że znane do tej pory elementy gry funkcjonują w zupełnie nowej odsłonie i często prowadzą do tego, że gracz może odczuwać potęgę, a jednocześnie jest świadomy, że musi się jeszcze wiele nauczyć.

Mechanika walki i system parkouru w The Beast działają świetnie. Niekiedy znacznie lepiej niż w poprzednich odsłonach. Połączenie szybkiego ruchu z brutalnością broni białej daje dużo satysfakcji, a starcia z większymi przeciwnikami potrafią być naprawdę spektakularne. Do tego dochodzą nowe narzędzia i umiejętności, które pojawiają się wraz z rozwojem fabuły i dają kolejne możliwości poruszania się oraz taktycznego podejścia do przeciwników. Równocześnie jednak nowe mechaniki potrafią chwilami zaburzać płynność biegu, zwłaszcza wtedy gdy przeciwnicy agresywnie przerywają skoki, co dla części graczy może być dosyć irytujące.

Zobacz również: Hell is Us – recenzja gry. Emocje w głowie się nie mieszczą

Dying Light: The Beast
Fot: kadr z gry

Centralnym elementem napięcia i zagrożenia w grze staje się noc. To właśnie wtedy na naszego bohatera czyhają niebezpieczeństwa, z jakimi nie spotkamy się w dzień. Pomimo naszych umiejętności, zagrożenie to jest na tyle ogromne, że najczęściej musimy po prostu uciekać. Kontrast pomiędzy dniem, w którym zbieramy zapasy i planujemy, a nocą, kiedy każdy odgłos może oznaczać niebezpieczeństwo, został dodatkowo wzmocniony przez oprawę audiowizualną tytułu. Wszystko tu świetnie współgra i sprawia, że nocne wyprawy są bardziej przerażające niż we wcześniejszych częściach.

Główna linia fabularna skupia się na Kyle’u Crane’ie, którego fani pierwszej części gry znają doskonale. Po latach niewoli wraca on do świata (nie)żywych, a do odzyskania pełni wolności, jak sam mówi, brakuje mu jedynie zemsty na jego oprawcy, czyli na niejakim Baronie. W trakcie swoich przygód bohater konfrontuje się z mutacjami, eksperymentami i moralnymi dylematami, próbując chronić ocalałych, zrozumieć naturę tytułowej bestii i ocalić to, co jeszcze da się uratować. Poza główną linią fabularną gra oferuje sporo aktywności pobocznych i wyzwań. Poza tym The Beast proponuje również pewną formę kooperacji, dzięki czemu możliwa jest zabawa z przyjaciółmi. Warto jednak odnotować, że niektóre aspekty rozgrywki mogą naprawdę dziwić lub nawet drażnić. Chociażby zbyt duża częstotliwość występowania zombie czy zbyt częste wykonywanie przez nich pewnych ataków, które wpływają na płynność eksploracji świata gry.

Zobacz również: InZOI – recenzja gry (Wczesny Dostęp). Dobry pomysł to nie wszystko

Dying Light: The Beast
Fot: kadr z gry

Mimo wielu mocnych stron The Beast ma problemy z powtarzalnością zadań i rytmem rozgrywki. Część misji pobocznych sprowadza się do rutynowych czynności, które szybko zaczynają przypominać siebie nawzajem, a system nagród czasami nie daje poczucia realnego postępu. Narracja momentami wpada w schematyczne rozwiązania i pozostawia niewykorzystane wątki oraz postacie, które mogłyby dodać historii więcej głębi. To sprawia, że po dłuższej sesji zabawa potrafi odrobinę znudzić. Ponadto ogromną wadą jest brak możliwości zapisu stanu gry w dowolnym momencie. Jesteśmy skazani na autozapis. Ten z kolei czasami się pojawia dosyć często, a niekiedy musimy na niego chwilę poczekać. Przez to nie mają sensu kilkunastominutowe sesje gry, gdyż niekoniecznie może nas dostąpić zaszczyt, jakim jest zachowanie stanu rozgrywki.

Dying Light: The Beast to udane połączenie wszystkiego, co najlepsze w serii. Otrzymujemy porywający parkour oraz brutalną walkę, a także kilka świeżych pomysłów. Wszystko to możemy wypróbować na przemyślanie stworzonej mapie otwartego świata. Nocne sekwencje i oprawa audiowizualna budują prawdziwe napięcie, a nowe umiejętności dodają starciom dzikości i satysfakcji. Gra nie jest pozbawiona wad: miejscami powtarzalne zadania, nierówny rytm kampanii i problemy z płynnością eksploracji. Wynikają one z dosyć częstego występowania przeciwników, potrafią obniżyć tempo zabawy, a narracja zostawia kilka wątków niewykorzystanych. Mimo to gra często błyszczy tam, gdzie to najważniejsze, i dzięki dobrej optymalizacji działa płynnie nawet na słabszym sprzęcie. Czyni to ją wartą polecenia pozycją dla fanów serii oraz nowych graczy szukających intensywnego survivalu.


Fot. główna: materiały promocyjne

Plusy

  • Udany miks nowości i sprawdzonych rozwiązań
  • Wciągająca rozgrywka
  • Dobra optymalizacja

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Miałka, niewiele znacząca fabuła i powtarzalność zadań
  • Nadmiar przeciwników, którzy zaburzają płynność eksploracji
  • Brak możliwości samodzielnego zapisu stanu gry
Dominika Dąbek

Dużo ogląda. Jeszcze więcej czyta. Fanka Marvela, w szczególności jego kinowej odsłony oraz innych dobrych filmów, seriali i książek. W przerwach od tego wszystkiego składa zestawy Lego.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze