Love through a prism – recenzja serialu. Historia o miłości, sztuce i wolności wyboru

Na wstępie przyznam, że oglądam anime znacznie rzadziej niż w przeszłości. Cieszy mnie jednak fakt, że japońska animacja zyskuje coraz większą popularność. Liczba tytułów dostępnych na platformach streamingowych stale rośnie. Dzięki temu powrót do tego gatunku jest dużo łatwiejszy.

Z przyjemnością włączyłam więc Love through a prism, które zapowiadało się na uroczą i spokojną historię. W pewnym sensie dokładnie takie było. Ostatecznie wywarło na mnie znacznie większe wrażenie, niż się spodziewałam. Z pozoru prosta fabuła okazała się mieć wyjątkowo bogatą treść.

Akcja osadzona jest w Londynie na początku XX wieku. Japońska studentka, Lili Ichijoin, przybywa do angielskiej stolicy, aby zgłębiać tajniki sztuki malarskiej. Jednak matka dziewczyny postawiła przed nią trudny do spełnienia warunek. Lili ma zaledwie pół roku, żeby stać się numerem jeden w akademii. Jeśli jej się nie uda, będzie musiała wrócić do rodzinnego kraju.

Zobacz również: Percy Jackson i bogowie olimpijscy – recenzja 2. sezonu

Bohaterka jest wyjątkowo zdeterminowana, żeby osiągnąć ten cel, a jej największym rywalem okazuje się ekscentryczny mężczyzna imieniem Kit. Ich relacja od początku jest bardzo burzliwa i pełna emocji. Pomiędzy postaciami szybko pojawia się nić porozumienia oraz uczucie, do którego żadne z nich nie chciało się przyznać. Dodatkowo okazuje się, że Kit skrywa pewien sekret. Ujawnienie jego tajemnicy prowadzi do sytuacji, która wprowadza dodatkowy konflikt i napięcie emocjonalne.

Wątek romantyczny w Love through a prism wydaje się wiodący i poboczny jednocześnie. Seria równie mocno kładzie nacisk na relacje, miłości do procesu tworzenia, a także na wolności wyboru. Akcja toczy się powoli, bez zbędnego dramatyzmu, a mimo to trzyma widza w napięciu. Kluczową rolę odgrywają też emocje bohaterów, ich zobowiązania wobec rodziny czy status społeczny.

Początek jest utrzymywany w radosnym, lekkim klimacie. To czas na poznanie postaci oraz na stworzenie przyjaźni, które przetrwają całe życie. Jest tu sporo dość kiczowatego humoru, z czego twórcy doskonale zdają sobie sprawę. Sielanka nie trwa jednak długo, bo w drugiej połowie serii okazuje się, że wielki świat za nic ma osobiste marzenia małych ludzi.

Zobacz również: The Paper – recenzja serialu. Mogło być dobrze

Love through a prism
Fot. kadr z serialu

Sytuacja zmienia się dramatycznie, atmosfera nagle gęstnieje. Widać to doskonale w kolorystyce poszczególnych scen, a z każdym kolejnym odcinkiem poczucie niepewności i zagrożenia tylko rośnie. Taki kierunek rozwoju fabuły był dla mnie nieoczywisty. Anime nagle skręciło w kompletnie nowym kierunku. Bohaterowie zostali zmuszeni do podjęcia trudnych decyzji, a ich marzenia i miłość do sztuki zostały zepchnięte na dalszy plan. Warto zauważyć, że tempo narracji w poszczególnych scenach w ogóle się nie zmieniło.

Serial trzymał mnie w niepewności do ostatniej chwili, a ostatnie odcinki oferują sporo przeskoków czasowych. Zakończenie można było przewidzieć, chociaż tytuł pozostawiał pole do kilku interpretacji. Anime wielokrotnie pokazywało, że bohaterowie kochają malarstwo, a ich wzajemna miłość zrodziła się poprzez sztukę, którą tworzą. Czy takie uczucie musi być romantyczne?

Zanim przejdę do podsumowania, zwrócę jeszcze uwagę na kilka bardziej technicznych aspektów. Chociaż Love through a prism nie jest pierwszym anime, którego akcja dzieje się w Londynie, tym razem zwróciłam uwagę na to, że z perspektywy widza oglądającego serial w oryginale wszyscy mówią po japońsku. To logiczny i naturalny zabieg, ale twórcy nie zapominają, gdzie umieścili akcję.

Zobacz równieżStranger Things – recenzja 5. sezonu. Bez fajerwerków

Love through a prism
Fot. kadr z serialu

Wiemy to, ponieważ postacie zwracają uwagę na fakt, że początkowo Lili miała problemy z wymową. Dopiero z czasem jej angielski znacznie się poprawił. Dodatkowo, gdy do akademii przyjeżdża kolejny student z zagranicy, główna bohaterka natychmiast rozpoznaje na ulicy swój ojczysty język. Podoba mi się, że zadbano o to, aby widzowie wiedzieli, kiedy bohaterowie używają japońskiego. Jak chociażby w scenie, w której Lili mamrocze coś przez sen do Kita, a ten nie jest w stanie jej zrozumieć.

Naprawdę doceniam brak sztucznej cenzury. Serial jest oznaczony dla widzów powyżej 10. roku życia, ale ponieważ bohaterowie anime są dorośli, wyraźnie widać, że piją alkohol. Nikt nie próbuje udawać, że w przezroczystej szklance jest herbata z lodem.

Zobacz również: The Mighty Nein – recenzja 1. sezonu. Dysfunkcyjne piękno

Love through a prism
Fot. kadr z serialu

Styl animacji jest całkiem zgrabny. Nic wybitnego, ale przyjemnie się to ogląda. Wyjątkiem może być naprawdę kiepska czołówka, którą pomijałam. Część kadrów w tle wygląda, jakby były namalowane farbami. Rogi są wyraźnie jaśniejsze, widać linie imitujące pociągnięcia pędzla. Motyw powraca wielokrotnie. Do tego twórcy bawią się kolorami, zmieniając paletę barw tak, aby pasowała do klimatu. Podkreślają w ten sposób nastrój oraz uczucia targające bohaterami.

Podsumowując, Love through a prism to piękne, ciepłe anime, choć jednocześnie nie brakuje w nim dramatyzmu, trudnych tematów i emocjonalnego ciężaru. Pokazuje, jak znaczące są marzenia, jak piękna potrafi być sztuka oraz jak ważny jest wzajemny szacunek czy pielęgnowanie relacji rodzinnych. Anime opowiada złożoną historię, skupiając się na kilku płaszczyznach jednocześnie. To seria, po którą warto sięgnąć bez względu na to, co jest naszą pasją.


Fot. główna: materiały promocyjne

Plusy

  • Wielowątkowa fabuła
  • Sztuka jako język uczuć
  • Świetnie poprowadzone relacje między bohaterami

Ocena

10 / 10

Minusy

Angelika Mańczuk

Zakochana w fantastyce tak bardzo, że zaczęła tworzyć własną. Uwielbia książki, komiksy, dobrze zrobione animacje i gry komputerowe z wciągająca fabułą, chociaż kompletnie nie umie w nie grać. Uzależniona od kawy i dobrej muzyki. Nadal czeka na list z Hogwartu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze