Wartość sentymentalna – przedpremierowa recenzja filmu. Czas leczy rany?

Nominowana do dziewięciu Oscarów Wartość sentymentalna to produkcja wyjątkowa i niezwykle kameralna. Jedną z ciekawszych refleksji, z którą zostawia widza po seansie, jest: jak – a przede wszystkim czy – jesteśmy w stanie odbudować relacje z bliskimi po latach nieobecności?

Siostry Agnes i Nora spotykają się ze swoim dawno niewidzianym ojcem, charyzmatycznym, niegdyś znanym reżyserem filmowym Gustavem. Proponuje on Norze, aktorce teatralnej, rolę w swoim najnowszym filmie, który ma być jego powrotem do świata kina. Gdy dziewczyna odrzuca propozycję, ten zatrudnia młodą gwiazdę Hollywood. Teraz siostry muszą poradzić sobie nie tylko ze swoją skomplikowaną sytuacją z ojcem, ale też z młodszą odtwórczynią roli, która zmienia ich rodzinną dynamikę.

Wartość sentymentalna to kameralna, oszczędna w formie fabuła, która w nieoczywisty sposób mówi o relacjach międzyludzkich. Co szczególnie zaskoczyło mnie podczas seansu. to wielowarstwowość opowiadanej historii. Łatwo byłoby uciec do przesadnego moralizowania widza albo czarno-białego konfliktu pomiędzy nieobecnym ojcem a córkami ze słusznymi pretensjami. Bałem się, że Gustav będzie przedstawiony jako despota lub skrajnie odwrotnie jako osoba, której winy zostają wybaczone tylko dlatego, że stara się odbudować relacje. Na szczęście zdecydowano się na dużo dojrzalszą historię, która opowiedziana jest z wielu perspektyw.

Film precyzyjnie nakreśla konflikt, by następnie podważać go poprzez punkty widzenia różnych bohaterów. Część wątków nabiera pełnego sensu dopiero po seansie, jak relacja Gustava z aktorką Rachel graną przez Elle Fanning. Ukazuje ona, jak mogłaby wyglądać więź ojca z córką, gdyby jej nie porzucił i traktował ją z należnym szacunkiem. Jednocześnie reżyser łatwo usprawiedliwia presję wywieraną na aktorach ideą „wielkiej sztuki”, w którą wierzy jako nierozerwalnie związaną z cierpieniem. To spojrzenie wynika z przekonań pokolenia, z którego pochodzi i środowiska, którym się otacza. Choć twórca wciąż cieszy się dobrą renomą, coraz gorzej odnajduje się we współczesnym kinie. Jego filmy stały się jedną z tysiąca innych propozycji na platformach streamingowych. Natomiast dawni współpracownicy nie mają już energii sprzed lat.

Zobacz również: Hamnet – przedpremierowa recenzja filmu. Żałoba niejedno ma imię

Wartość sentymentalna
kadr z filmu

Większy problem sprawiają mu jednak kontakty międzyludzkie. Każdy krytyczny komentarz swoich córek odbiera jako atak i antagonizowanie własnej osoby. Nie jest w stanie wysłuchać nikogo – odrzuca nawet kreatywne porady, ponieważ nie wymyślił ich sam. Na świecie jest uważany za kogoś wielkiego, ale za to w domu rodzinnym – za postać, której najdelikatniej mówiąc, daleko od ideału. Córek nie obchodzi, jak świetny jest jego najnowszy scenariusz, kiedy po latach niespodziewanie wraca do ich życia. I trudno im się dziwić-przez lata kobiety musiały radzić sobie same z praktycznie nieobecną matką oraz ojcem uciekającym od odpowiedzialności, ponieważ był zbyt zajęty właśnie przez swoją karierę artystyczną.

Film ma często przygnębiający ton, ale przewrotnie daje wiele nadziei. Ukazuje, jak nieobecność jednego człowieka może wzmocnić relację z innymi. Nie ocenia też szablonowo naszych bohaterów. Ojciec nie jawi się jako osoba okrutna. Trudno mu mówić wprost o emocjach, jednak stara się je przekazywać poprzez swoje dzieła. Jego córka Nora ma podobny problem. Swoje nieprzepracowane emocje umie przekształcić w niesamowite kreacje aktorskie. Widać jednak, że mimo talentu dostaje mało ambitne projekty w branży. NA dodatek jest singielką i nie ma stałej pracy. Przy tym zawsze stara się myśleć pozytywnie, zadowolić wszystkich wokół, nawet gdy sama nie daje rady. Na szczęście jej problemy dostrzega młodsza siostra Agnes. Mimo epizodu aktorskiego w dzieciństwie w filmie ojca, wybrała ona życie poza środowiskiem artystycznym, założyła rodzinę i znalazła stabilną pracę. Teraz zaś robi wszystko, by pomóc Norze, wiedząc, ile sama jej zawdzięcza. To Nora opiekowała się nią w dzieciństwie, gdy rodzice byli nieobecni.

Zobacz również: Monolok – recenzja książki. Praska gawęda

Wartość sentymentalna
kadr z filmu

Trudno mówić o tym filmie, nie wspominając o znakomitej obsadzie. Wszystkie główne kreacje aktorskie zostały nominowane do Oscara. Choć mogłoby się wydawać, że to Stellan Skarsgård będzie największą gwiazdą, to jednak najbardziej zapadła mi w pamięć Inga Ibsdotter Lilleaas jako Agnes. Z pozoru zdystansowana, posługująca się sarkazmem, stopniowo pozwala sobie na coraz więcej emocji. Trudno też wyobrazić sobie ten obraz bez Renate Reinsve, będącej jego emocjonalnym centrum, oraz Elle Fanning, próbującej pogodzić pracę z idolem z poczuciem wyobcowania.

Wartość sentymentalna jest powolna, ale nigdy nie staje się nużąca. Znacząca jej część jest w języku norweskim, a obsada też pochodzi ze Skandynawii i nie jest to wybór przypadkowy. Społeczeństwo norweskie jest znane ze swojej powściągliwości emocjonalnej i preferowania zachowawania pewnego dystansu wobec innych. Sam odtwórca roli reżysera w jednym z wywiadów przyznał, że w aktorstwie interesują go nie dialogi, lecz momenty pomiędzy nimi: cisza i ekspresja, które mówią więcej niż słowa. Film doskonale pokazuje, jak wymowne potrafią być pozornie błahe chwile. Twórczość Joachima Triera charakteryzuje się podobną wrażliwością, więc jest to rodzaj seansu, który albo was bardzo poruszy – na sali wypełnionej po brzegi około połowa osób wyszła, płacząc – albo, tak jak ja, jedynie go docenicie.

Nieco podobny problem miałem z Zimną wojną Pawła Pawlikowskiego. Aktorzy, forma oraz zdjęcia zachwyciły mnie, ale sposób opowiadania historii nie trafił do mnie w aż takim stopniu. Jednak w wypadku Wartości sentymentalnej dostajemy dużo więcej czasu, by poznać i zrozumieć bohaterów. Nawet jeśli finał nie wzbudził we mniej silnego wzruszenia, nadal na swój sposób czułem się poruszony po seansie. Podobnie jak w Wielkim Martym, tragizm jest tutaj często konfrontowany z elementami humorystycznymi, które wypadają bardzo naturalnie i pasują do obranej konwencji.

Zobacz również: Wielki Marty – przedpremierowa recenzja filmu. Mania wielkości

Wartość sentymentalna
kadr z filmu

Nie sposób nie zauważyć pewnych podobieństw do filmu Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej Emi Buchwald. O ile jeden z faworytów zeszłorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych nadal czeka na oficjalną premierę, to ci, którzy widzieli go już przedpremierowo, mogą zapewne dostrzec wiele punktów wspólnych tych dwóch produkcji. Obie opowiadają o sposobach radzenia sobie w trudnych sytuacjach oraz o sile rodzeństwa, jednak polski film przedstawia to poprzez historię dużo młodszych bohaterów, poruszającą inną problematykę. Oba filmy stosują podzieloną na rozdziały narrację i poruszają temat nieprzepracowanych traum. Intryga w filmie Joachima Triera wydaje mi się jednak bardziej dojrzała i mniej oceniająca w swoich refleksjach. Aczkolwiek to już szósty pełnometrażowy film Triera, w przeciwieństwie do filmowego debiutu Buchwald. A skoro już o Polsce wspomniałem, to warto dodać, że Hania Rani odpowiada za wspaniałą ścieżkę dźwiękową do Wartości Sentymentalnej i zdobyła za nią Europejską Nagrodę Filmową.

Wartość sentymentalna to kino piękne, mądre i momentami bolesne. Nieidealne, niedomknięte emocjonalnie dla każdego widza, ale na pewno warte przeżycia. To film, który zostaje w głowie nie dlatego, że wszystko wyjaśnia, lecz dlatego, że zostawia nas z pytaniami, na które każdy widz musi odpowiedzieć sobie sam.


Źródło obrazka wyróżniającego: materiały promocyjne M2 Films

Plusy

  • Obsada przebija większość kreacji na tegorocznych Oscarach
  • Wielowarstwowa, nieoczywista fabuła i problematyka
  • Piękne zdjęcia i muzyka autorstwa Hani Rani

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Subiektywny poziom emocjonalności
Artur Bednarczyk

Młody miłośnik sztuki filmowej, który preferuje oglądać filmy w kinie niż w domu. Najbliższy jest mu okres Nowego Hollywood (1967-1980) i wczesne produkcje Kina Nowej Przygody, ale z rodzimej filmografii szczególnie ceni twórczość Andrzeja Wajdy i Stanisława Barei. Oprócz najgłośniejszych premier, stara się śledzić kameralne, niezależne filmy. Studiuje ekonomie, jest częścią telewizji studenckiej a w wakacje bierze udział w europejskich warsztatach filmowych. Lubi podróżować, kiedy tylko może.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze