The Beauty – recenzja serialu. Korporacja Substancja

Pierwszy odcinek The Beauty pojawił się na Disney+ jeszcze pod koniec stycznia. Tydzień w tydzień zasiadałam do seansu przekonana, że wiem, czego się spodziewać. Ale serial zaskoczył mnie więcej niż raz.

A gdyby fizyczne piękno nie wymagało dobrych genów, nieustannych treningów i żywienionych wyrzeczeń? Co gdyby za jednym zastrzykiem wyeliminować wszystkie skazy ciała, słabe mięśnie, wady serca i organów? Co gdyby ktoś stworzył nowy Ozempic – taki, który poprawia wszystko, a nie tylko wagę? Jeżeli te pytania brzmią intrygująco, to absolutnie musicie obejrzeć The Beauty.

Czy pamięciacie początek pierwszego odcinka The Boys? Kiedy uroczy Hughie stoi na ulicy ochlapany krwią z odciętymi rękami partnerki, a wy myślicie: „oh, to taki serial”?

Zobacz również: Doda – recenzja serialu. Dwie bajki

The Beauty zaczyna się na wybiegu pełnym pięknych modelek, a szok przeżywamy, kiedy jedna z nich wpada w szał, atakuje widzów i…wybucha na kawałki. Jak szybko się dowiadujemy, w jej ciele działała substancja, która uczyniła ją piękną, a potem rozwaliła od środka. Nikt nie wie jeszcze, że to stworzone przez prywatnego inwestora „The Beauty”. To wirus rozprzestrzeniający się niekontrolowanie, który daje ludziom piękno i wyrok samozapłonu.

To będzie długa recenzja. Serial rozwarstwia się na wiele wątków, jest też kilkoro bohaterów pierwszoplanowych. Śledztwo na temat wirusa prowadzi dwoje agentów FBI, Jordan i Cooper, którzy trafiają na radary twórcy leku i jego głównego inwestora, Byrona. Wysyła on za agentami swoich pachołków, którzy jednocześnie próbują dopaść wszystkich zarażonych. Przez większość serialu bowiem wirus to wersja leku, która wyciekła z laboratorium, a nie oficjalny, komercyjny produkt.

Zobacz również: Ołowiane dzieci – recenzja serialu. „Zwariowana lekarka” vs system 

Na początku myślałam, że serial skupi się na branży beauty i jej problemach. To jednak coś więcej. Odcinki przyglądają się różnym, czasem desperackim pragnieniom – piękna, zdrowia, akceptacji, bycia zauważonym. Na przestrzeni kolejnych epizodów pojawiają się postacie z różnymi motywacjami do wzięcia leku. Są one przedstawione w wersji bardzo okrojonej, ale pokazują, że źródłem nie jest jedynie próżność – mimo że jest jednym z powodów.

The Beauty świetnie pasuje do Substancji, dopatrzymy się nawet kilku inspiracji. Podczas gdy film skupia się na jednostce, a pochodzenie leku nie jest istotne, serial eksploruje właśnie te wątki. Byron odpowiedzialny za stworzenie „fontanny młodości” jest twarzą korporacji. Nie przeprowadza badań klinicznych, nie dba o procedury, wszystkie kary może spłacić i szuka jedynie zysku. Przemiany z kolei pożądają niemal wszyscy, upatrując w niej rozwiązania kompleksów, problemów zdrowotnych i życiowych niepowodzeń. Kto nie chce być piękny i pewny siebie? Serial buduje mocny kontrast między pięknem, a groteską. Sama przemiana jest pełna płynów ciała, odpadającej skóry, paznokci, włosów. Żeby być pięknym, trzeba rozsypać się w bólu i wydzielinach. Nie ma w tym nic pięknego.

the beauty
Fot. Materiał promocyjny

Odcinki trwają pomiędzy 20 a 40 minut i swobodnie przeskakują między bohaterami. Zdarzają się też backstory budujące bohaterów drugoplanowych. Przy cotygodniowych premierach było to dobrze wyważone tempo. Trzeba jednak przyznać, że w serialu jest sporo głupotek i niedopatrzeń scenariuszowych. Bez większych trudności można wskazać, które decyzje bohaterów nie mają sensu, ale prowadzą do określonego punktu fabularnego. Agentka Cooper zaraża się wypuszoną z laboratorium wersją leku, bo spontanicznie idzie do łóżka z najprzystojniejszym facetem, jakiego widziała. Mimo że wraz z partnerem zajmują się sprawą wirusa przenoszonego także drogą płciową. Znajdują się w tym mieście, bo to ognisko choroby. Obawiają się, że ich śledztwo jest targetowane przez twórców leku. To po prostu głupia decyzja i źle napisany wątek. Niestety jest takich sporo.

Zobacz również: The Artful Dodger – recenzja 2. sezonu

Mimo to The Beauty jest warte uwagi. Trochę body horror, trochę serial detektywistyczny, trochę drama rodzinna, a nawet komedia – to też uśmiejemy się nie raz. Pomimo niedociągnięć i głupotek to połączenie działa i intryguje. Sezon kończy się cliffhangerem (i to bezczelnym). Jestem przekonana, że w kontynuacji czeka nas jazda po bandzie.

Na koniec dodam jeszcze, że serialowi towarzyszy podcast, dostępny również na Disney+. W kilkunastu odcinkach aktorzy serialu pogłębiają różne wątki. Przyznam jednak, że zdecydowałam się nie słuchać podcastu równocześnie z serialem, mimo że tak właśnie wychodziły odcinki. Nie jestem fanką dopowiadana tego, co działo się w telewizji. Niemniej jednak, mamy gotowe analizy – i cóż, mówi się o The Beauty wiele.

Fot. główna: Materiał promocyjny.

Plusy

  • Rozległe spojrzenie na pragnienie piękna
  • Aspekt korporacji i prywatnych inwestorów
  • Body horror at its best

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Głupotki scenariuszowe
Anna Baluta

Jeśli nie odpisuje, to pewnie ogląda serial. Wykształcona amerykanistka, która z premedytacją zapisuje się na kolejne zajęcia z telewizji. Jak nie ogląda, to czyta, słucha albumów, czasem przypomni sobie o studiowaniu i pracy - ale to w międzyczasie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze