Nowe Zaginione Księgi sugerują czytelnikowi, że będzie miał do czynienia z czymś wyjątkowym. W rzeczywistości to nic innego, jak próba odświeżenia dawnych materiałów i złożenia ich w nową formę albumową.
Tytus, Romek i A’Tomek: Zaginione Księgi. Księga IV – Tytus polarnikiem to kolejna odsłona serii nawiązującej do klasycznych przygód bohaterów stworzonych przez Henryka Jerzego Chmielewskiego – Papcia Chmiela. Nowa, odświeżona forma klasycznego polskiego komiksu może okazać się prawdziwą gratką dla fanów, ale czy trafi do każdego?
Zobacz również: Star Wars: Mace Windu – Jedi Republiki – recenzja komiksu. Niepotrzebna karykatura
Fabuła tomu IV – Tytus Polarnikiem, skupia się na niezwykłej wyprawie trójki przyjaciół na biegun północny. Podróż poduszkowcem ma być sposobem na pokonanie nudy, ale szybko zamienia się w serię absurdalnych przygód. Bohaterowie spotykają dzikie zwierzęta, a na Wyspie Podarków wcielają się w rolę „dziadków mrozów”. Jak zwykle największą uwagę przyciąga Tytus – niesforny szympans, który próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Chłopcy dochodzą do wniosku, że z samego „małpowania” nie da się żyć, dlatego Tytus zaczyna testować różne zawody. W swoim charakterystycznym stylu sprawdza się między innymi jako sprzątaczka, zbrojarz, fotoreporter czy goniec, a na koniec wybiera się jeszcze na krótką wyprawę autokonikiem. Całość utrzymana jest w lekko absurdalnym tonie – klasycznym dla historii Papcia Chmiela.
Od strony wizualnej, Tytus Polarnikiem od początku sprawia pozytywne wrażenie. Okładka została zaprojektowana z dużym wyczuciem i nawiązuje do estetyki dawnych komiksów. To dobry ruch, bo dzięki temu komiks, mimo nowej formy, dalej pozostaje wierny swoim odpowiednikom sprzed lat. Warto jednak pamiętać, że nie jest to wierny przedruk starych odcinków z magazynu Świat Młodych. Album powstał jako kompilacja różnych fragmentów przygód bohaterów, złożonych tak, aby tworzyły jedną historię. Z jednej strony daje to poczucie obcowania z czymś nowym, z drugiej – można mieć wrażenie, że czytamy nieco odgrzewaną wersję znanych przygód.
Zobacz również: Przeznaczenie X. X-Men. Tom 2. – recenzja komiksu
Najwięcej kontrowersji wzbudza kolorowanie. Dla wiernych wielbicieli serii Tytus, Romek i A’Tomek nie będzie to żadne zaskoczenie. Dla nowego czytelnika, kolorystyka inspirowana stylem oryginalnych publikacji, może być jednak lekko męcząca. Paleta barw zmienia się tu dość często – przykładowo morze zmienia kolory z niebieskiego na czerwony, podobnie jak bohaterowie i świat wokół nich. Podobnie wypada kwestia układu plansz. Widać tu wyraźną próbę naśladowania oryginalnych albumów serii – obramowania są proste i typowo “komiksowe”. Z początku wygląda to dobrze, ale dłuższa lektura historii osadzonej w tej samej, pozbawionej dynamiki kompozycji, może rozczarowywać.
Ostatecznie Zaginione Księgi. Księga IV – Tytus polarnikiem to komiks ciekawy, choć z małymi problemami. Na plus należy zaliczyć estetyczne wydanie oraz pomysł przypomnienia starszych historii w nowej formie. Z drugiej strony powtarzalność plansz może sprawić, że nie każdy czytelnik będzie w pełni usatysfakcjonowany z lektury. Dla starszych fanów serii, nowa propozycja Prószyński i S-ka może okazać się strzałem w dziesiątkę. Tomy są wypełnione wszystkim, co zadowoli wielbicieli Tytusa, Romka i A’Tomka sprzed lat. Dla nowego czytelnika, przyzwyczajonego do komiksów wypełnionych akcją i dynamiką, Tytus Polarnikiem może okazać się komiksem cięższym do czytania. Ale jeśli tylko damy się porwać Papciowi Chmielowi w jego dziwny, chaotyczny świat – nie pożałujemy tej decyzji.
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka, dziękujemy!
Fot. główna: kolaż z użyciem oryginalnej okładki.
