Zaginione Księgi. Księga V – Na morzu i w tropikach – recenzja komiksu

Tytus, Romek i A’Tomek: Zaginione Księgi. Księga V – Na morzu i w tropikach to kolejny tom serii legendarnego Papcia Chmiela. Podobnie jak w poprzednich częściach, Na morzu i w tropikach, zabiera czytelnika w podróż do dawnych, dobrze znanych przygód trójki przyjaciół, osadzonej w zupełnie nowy tomie.

Fabuła piątej księgi – Na morzu i w tropikach zabiera czytelników w pełną przygód podróż przez morza i tropikalne wyspy. Wyprawa rozpoczyna się od lotu pierwszym trąbolotem – niezwykłym pojazdem zbudowanym ze złomu. Choć konstrukcja wydaje się dość prowizoryczna, początkowo świetnie sprawdza się w podróży do egzotycznego Bimbaminganu. Wkrótce jednak bohaterowie zmieniają środek transportu i wyruszają w dalszą drogę na wielofunkcyjnym statku o wdzięcznej nazwie „Cacuś”. Kolejnym punktem ich wielkiej wyprawy okazują się wygasłe wulkany pełne pirackich skarbów. Ale zanim uda im się zdobyć upragnione błyskotki, czeka ich potyczka z rekinami, pijawkami i krokodylami. A wszystko to po to, aby dostać się do tajemniczego małpiego Bzzmolu, w którym czeka na nich tajemniczy latarnik.

Zobacz również: Zaginione Księgi. Księga IV – Tytus polarnikiem – recenzja komiksu. Nowa forma, ta sama historia

Sama historia ma w sobie ogromny urok klasycznej przygodówki, ale jednocześnie sprawia wrażenie nieco niespójnej. Kolejne wydarzenia są ciekawe, jednak nie zawsze tworzą w pełni spójną opowieść. To bardziej ciąg pomysłowych przygód niż jedna wyraźnie zarysowana fabuła. Z jednej strony to oddaje ducha dawnych komiksów Papcia Chmiela, z drugiej może powodować, że napięcie fabularne jest mniejsze, niż można by oczekiwać od współczesnych historii przygodowych.

Pod względem wizualnym tom wpisuje się idealnie w estetykę pozostałych części Zaginionych Ksiąg. Okładka na pierwszy rzut oka wygląda, jak rodem wyjęta z klasycznego zbioru Tytusa, Romka i A’Tomka. Podobnie w kwestii planszy i układu kadrów komiksu, uporządkowanych tak, aby przywoływały na myśl lata świetności serii. Dzięki temu komiks zachowuje ducha oryginału, co dla wielbiciela Chmielewskiego może okazać się idealnym rozwiązaniem. Niestety, tak jak przy poprzednim tomie, tak i tutaj pojawia się ten sam problem. Dla młodego czytelnika, do którego kierowany jest komiks, ten sam, powtarzalny układ paneli może po pewnym czasie okazać się nudny. Brak dynamiki i większej zabawy obrazem niż zmiana palety barw co kilka stron, może lekko odstraszyć.

Ale w pełni rozumiem ten wybór. Zaginione Księgi mają być wiernym przedrukiem przygód, uporządkowanych w taki sposób, aby stworzyć imitację nowej historii. Kluczowym słowem jest “przedruk”. Nowa seria Wydawnictwa Prószyński i S-ka to nic innego, jak druk dzieła sprzed lat – dzieła unikalnego i niepowtarzalnego. Tak jak sam Papcio Chmiel. Dla starszego czytelnika, wychowanego na przygodach Tytusa, Romka i A’Tomka – wybór wydaje się idealny, natomiast do młodszego odbiorcy, do którego de facto kierowany jest komiks, może to być strzał w kolano. W obecnych czasach, ciężko przykuć uwagę dziecka, tym bardziej powtarzalnymi kadrami historii obrazkowej.

Zobacz również: Star Wars: Mace Windu – Jedi Republiki – recenzja komiksu. Niepotrzebna karykatura

Mimo wszystko Na morzu i w tropikach pozostaje przyjemną lekturą, zwłaszcza dla osób wychowanych na przygodach Tytusa. Komiks przypomina o czasach, gdy dzieciom do zabawy wystarczył zwykły kij na podwórku, by stworzyć z niego piracką szablę i wyruszyć na podbój siedmiu mórz. W tych czasach niestety to się już nie zdarzy, a seria Zaginione Księgi jest tego najlepszym przykładem. Dziś styl tych opowieści rozbawi tylko starszego odbiorcę, nad czym ubolewam, bo historie Papcia Chmiela zawsze niosły za sobą coś więcej niż jedynie rozrywkę. Wychowywały one całe pokolenia dzieci, bawiąc je i ucząc o świecie. Dla dorosłego, komiks był przypomnieniem dziecięcych lat. Pokazaniem, że życie, to coś więcej niż szara rzeczywistość. Chmielewski udowadniał, że dzięki wyobraźni można zrobić wszystko, a jego zabawa słowem udowadniała, że słownik to zwykła książka, w której wciąż brakuje jeszcze sporej ilości określeń, jedynie czekających na odkrycie.


Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka, dziękujemy!

Fot. główna: kolaż z użyciem oryginalnej okładki.

Plusy

  • Powrót kultowych historii w nowym wydaniu
  • Zabawa słowem

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Powtarzalny układ plansz
  • Chaotyczna kolorystyka
Szymon Piaścik

Gość, który od dziecka żył filmami, a dziś uczynił z tego zawód. Dziennikarz, pasjonat popkultury i entuzjasta montażu. Patrzy na kino nie tylko oczami widza, ale też kogoś, kto wie, z ilu klatek i nieprzespanych nocy powstają największe filmowe emocje.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze