Daredevil: Odrodzenie – recenzja 2. sezonu – Diabelskie rządy i wojna cieni

Diabeł z Hell’s Kitchen powrócił w kolejnej porcji przygód. Pora na ponowne starcie z Kingpinem… Oto przedpremierowa recenzja pełnego drugiego sezonu.

Od momentu obejrzenia finału pierwszej serii serialu Daredevil: Odrodzenie byłem pełen szacunku do podejścia twórców. Zaprezentowali świadome, przemyślane scenopisarstwo, wykonując dwa kroki w tył, przed konkretnym krokiem naprzód. Zamiast pchać się w efektowne choć koszmarnie nierealne starcie, z którego w żadnym wypadku Matt nie mógł wyjść cało. Zamiast tego wzięli głęboki oddech przed skokiem na naprawdę głęboką wodę. Oto bowiem Daredevil wchodzi ponownie na wojenną ścieżkę z Wilsonem Fiskiem.

Kingpin przy pomocy własnych oddziałów specjalnych złożonych z przekupnych gliniarzy zmienił miasto we własne, pełne przemocy Imperium i wspólnie z małżonką snuje kolejne spiski. Z kolei Matt, z którego Fisk zrobił wroga publicznego numer jeden zmuszony do pozostawania w ukryciu. Nie przeszkadza mu to, aby stosując cichą partyzantkę, dalej działać przeciwko Kingpinowi. Bohater, ponownie współpracując z Karen Page, opracowuje pokrzyżowanie Fiskowi planów i udowodnienie, jakim jest zbrodniarzem, by raz jeszcze posadzić go w więzieniu.

Zobacz również: Lucky Luke – recenzja serialu. Klasyczny western w komiksowym wydaniu

Napięcie w drugim sezonie zostało wzniesione na zupełnie inny poziom. W Netflixowej wersji był jeden taki odcinek, gdzie Matt wspólnie z rosyjskim mafiozem ukrywał się przed policyjnym oblężeniem. Bardzo mocno towarzyszyło nam wtedy uczucie osaczenia, zupełnie jakbyśmy byli w środku akcji. Nie licząc tego, że tutaj mamy raz przeniesiony ten wątek wręcz jeden jednego, możnaby powiedzieć, iż cały sezon jest utrzymany w takim klimacie. Oddziały specjalne na usługach Fiska dybią na głównego bohatera, a przez fakt, że przeciwnik zna jego drugą tożsamość, nie tylko Daredevil, ale i Matt są w ciągłym zagrożeniu. Zarówno on, jak i Karen, zbudowali sieć kontaktów przekazujących im informacje na temat poczynań burmistrza, umożliwiających skuteczne (lub mniej) przeszkadzanie mu w jego planach. Zupełnie, jak w okupowanym mieście i prężnie działającym podziemiu rebeliantów. Przyznam szczerze, że ten inspirowany komiksowymi Diabelskimi Rządami motyw w serialu wypada poprostu wyśmienicie.

Daredevil
fot: kadr z serialu

Serial jednocześnie ma typowo superbohaterski klimat, sporą dozę kryminalnych intryg, a z drugiej stara się utrzymać pewien poziom zdroworozsądkowego realizmu. W finale natomiast nie brakuje pełnych naprawdę zaskakujących zwrotów akcji stricte prawniczych potyczek na sali sądowej. Po bardzo dobrym pierwszym sezonie nie obawiałem się, że drugi będzie jakościowo odbiegał, jednak można powiedzieć, że cały ten wcześniej wspomniany miks wypadł na tyle świetnie, że przebił moje oczekiwania.

Zobacz również: Projekt Hail Mary – recenzja filmu. Przepiękna opowieść o przyjaźni

Tym razem mamy zapodane znacznie więcej akcji niż w poprzedniej serii. Nie czekamy już pół sezonu aż Matt włoży kostium – częściej jest Daredevilem niż samym Mattem Murdockiem. Widzimy dzięki temu więcej starć, więcej walk i więcej efektów. Trzeba przyznać że i tu Marvel się postarał. Poza tym, że zaprezentował wysokiego poziomu choreografie wspierane efektami specjalnymi, to do tego mamy dużą dawkę emocji przy każdej potyczce. Sprawia, że czujemy wagę tych starć, które dużo mocniej trzymają w napięciu. Tak, jak w pierwowzorze Netflixa, nie zawsze jesteśmy przekonani o wyższości umiejętności Matta, nie zawsze jesteśmy pewni, że wyjdzie z walki zwycięzko. To przekłada się na znacznie wyższy poziom napięcia za każdym razem, gdy w ruch idą pięści.

Daredevil
fot: kadr z serialu

Kolejną zaskakującą oraz godną szacunku cechą tego sezonu jest fakt, że scenarzyści nie idą tu na kompromisy. Kolokwialnie ujmując – nie cackają się z rozwojem fabuły ani konsekwencjami swoich scenariuszowych wyborów. Ponownie, tak jak to było w finale pierwszej serii, widzimy tutaj wspomniane świadome scenopisarstwo, które funduje nam nieraz prawdziwy zawrót głowy. Brak kompromisów oznacza tu całkowite burzenie znanego nam status quo bohaterów. Finał zostawił nas w takim miejscu, że na trzeci sezon będę czekał z jeszcze większym zniecierpliwieniem niż na drugi.

Zobacz również: Peaky Blinders: Nieśmiertelny – recenzja filmu. Wielki koniec Tommy’ego Shelby’ego

Chyba żaden widz nie przypuszczał, że po już czterech wypuszczonych sezonach kreacje Charliego Coxa i Vincenta D’Onofrio mogą zawieść. Obaj panowie, dla których granie Daredevila oraz Wilsona Fiska stało się niemal rolą życia, prezentują ponownie świetny, często trzymający za gardziel poziom. Po raz kolejny chemia i natężenie emocji między tymi bohaterami aż biją z ekranu. Ku uciesze fanów, tym razem do świetnej obsady dołącza również Krysten Ritter, przypominając fanom, jak bardzo brakowało im ekranowej Jessici Jones. Delikatnie rekompensuje nam brak Punishera, którego nieobecność doskwiera. W drugiej serii więcej czasu ekranowego ma także Wilson Bethel, którego zabójczy Bullseye znacznie bardziej przypomina komiksową wersję. Sceny z jego udziałem, choć dość makabryczne, dają nam niesamowitą frajdę.

Daredevil
fot: kadr z serialu

Choć widzieliśmy to już po pierwszej serii, nowe odcinki utwierdzają nas, że Daredevil od Disneya przeżył prawdziwe Odrodzenie. Twórcy z poszanowaniem zarówno do Netflixowego poprzednika, jak i komiksowych pierwowzorów, dają fanom ogrom emocji i wrażeń. Pełen jestem podziwu dla tego, co nam prezentują. i nie mogę się doczekać kolejnej serii. I żywię nadzieję, że kolejne znane z Netflixowych produkcji postacie będą miały w niej swój choćby mikroskopijny udział.

fot: kadr z serialu

Źródło grafiki głównej: Disney+

Plusy

  • Wciągająca, pełna emocji, zaskakującą fabuła
  • Bardzo dobry scenariusz
  • Dużo świetnych scen akcji

Ocena

9 / 10

Minusy

  • Brak Punishera i krótki występ Jessici Jones
Czarek Szyma

#geek z krwii i kości. Miłośnik filmów, seriali i komiksów. Odwieczny fan Star Wars w każdej formie, na drugim miejscu Marvela i DC Comics. Recenzent i newsman. Poza tym pasjonat wszelakich sztuk walki, co zapoczątkowało oglądanie akcyjniaków w hurtowej ilości. O filmach i serialach hobbystycznie piszę od kilku lat. Ulubione gatunki to (oczywiście) akcja, fantasy, sci-fi, kryminał, nie pogardzę dobrą komedią czy dramatem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze