Oscar Isaac w 2016 roku wcielił się w głównego antagonistę filmu X-Men: Apocalypse, ale to doświadczenie okazało się dla niego wyjątkowo wymagające. Aktor przyznał, że rozbudowany kostium i liczne protezy znacząco utrudniały pracę, ponieważ ograniczały jego ruchy i komfort na planie.
Jednym z powodów, dla których przyjął tę rolę, była możliwość współpracy z uznanymi aktorami, a wśród nich byli Jennifer Lawrence, Michael Fassbender oraz James McAvoy. Isaac liczył na wspólne sceny, jednak rzeczywistość wyglądała inaczej. Ze względu na warunki pracy rzadko widywał kolegów z planu, bo większość czasu spędzał w kostiumie.
Podczas występu w programie Hot Ones aktor opowiedział o kulisach produkcji. Przyznał, że wysokie temperatury były dużym problemem, więc często trafiał do namiotu chłodzącego. Dodatkowo ograniczona widoczność sprawiała trudności, a kontakt z innymi aktorami był minimalny.
Zobacz również: Frankenstein – recenzja filmu. Tylko potwór bawi się w Boga
Isaac wspominał, że czasem ktoś próbował z nim porozmawiać, ale zanim zdążył się odwrócić, rozmówca już odchodził. Takie sytuacje były frustrujące, ponieważ utrudniały budowanie relacji na planie. Mimo to aktor zachował dystans do tych doświadczeń, a nawet żartował z całej sytuacji.
Choć określił pracę przy filmie jako trudną, nie odcina się od projektu, bo rozumie swoje decyzje. W wywiadzie dla The New York Times podkreślił, że kierowała nim pasja do komiksów. Jako dziecko zbierał historie o X-Menach, więc rola była dla niego spełnieniem marzeń.
Aktor przyznał jednak, że efekt końcowy mógł być lepszy – w porównaniu z X-Men: Pierwsza klasa oraz X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, która nadejdzie, film wypadł słabiej. Z czasem jego odbiór nieco się poprawił, ponieważ kolejne produkcje, jak Dark Phoenix, spotkały się z jeszcze większą krytyką.
Fot. główna: kadr z filmu X-Men: Apocalypse.
