Na wstępie warto zacząć od tego, że GreedFall: The Dying World nie jest bezpośrednią kontynuacją jedynki. Akcja gry dzieje się jakieś 3 lata przed wydarzeniami z pierwszej części. W omawianym prequelu główny bohater lub bohaterka (zależnie od naszego wyboru) zostaje wyrzucony ze swojej rodzinnej wyspy. Musi walczyć o wolność i przetrwanie na ogarniętym wojną i chorobą Starym Kontynencie. Czy warto więc wyruszyć w tę podróż?
GreedFall: The Dying World ma dość liniową fabułę. Misje poboczne nie są zbyt rozbudowane i prawdę mówiąc, nie uważam, żeby były szczególnie znaczące. Za to zadania, które możemy wykonać dla członków naszej drużyny, to już zupełnie inna historia. Wróćmy jednak na chwilę do wątku głównego. Początek naprawdę wciąga i dzięki temu rozgrywka jest przyjemna, jednak motywem przewodnim okazuje się być powrót bohaterów do domu i niestety wypada on szczególnie fascynująco.
Zobacz również: Fortune Seller – recenzja gry. Okultystyczny Tetris
Bardzo istotne są w tej grze relacje z członkami naszej drużyny. Jak już wspomniałam, możemy wykonywać dla nich misje, polepszając w ten sposób ich stosunek do nas. Na więź między bohaterami mają też wpływ decyzje podejmowane w czasie wykonywania zadań fabularnych. Czasem nasi towarzysze doradzają nam, co powinniśmy zrobić lub proszą o możliwość załatwienia czegoś po swojemu.
Misje od członków drużyny są podzielone na kilka części i naprawdę wciągające. Pozwalają lepiej poznać ich historie oraz zacisnąć więzi. Momentami zadania towarzyszy pochłaniały mnie bardziej niż wątek główny. Trochę zaskakujące było dla mnie jednak, że mogliśmy mieć tylko jedną taką misję aktywną na raz. Gdy zdecydowaliśmy się pomóc konkretnej postaci, stawała się ona nieodłącznym członkiem grupy wypadowej, dopóki nie zakończyliśmy misji.

Warto tu zaznaczyć, że na zadnia i eksplorowanie kontynentu możemy zabrać tylko trzech towarzyszy naraz. Do wyboru mamy jednak znacznie więcej postaci. Oczywiście w każdej chwili możemy przetestować jak sprawdzi się inny skład, o ile tylko znajdziemy się w przeznaczonym do tego miejscu.
Dzięki takiemu rozwiązaniu można niemal w dowolnym momencie zmienić równowagę sił w grupie, tworząc nową taktykę. Ucieszyło mnie to, ponieważ liczba ścieżek rozwoju głównej postaci jest absurdalnie długa. Możemy wybrać dowolną klasę i z początku było to dla mnie przytłaczające. Na szczęście każda z postaci, która do nas dołączała, miała bardziej ograniczoną ścieżkę, a to znacząco ułatwiało wybór przy rozdawaniu punktów umiejętności.
Zobacz również: Super Mario Bros. Wonder: Nintendo Switch 2 Edition + Meetup in Bellabel Park – recenzja gry
System walki w GreedFall: The Dying World jest dość intrygujący i ma trzy tryby, ale, prawdę mówiąc, korzystałam tylko z jednego. Gdy podczas rozgrywki wrogowie nas zauważą (lub pojawią się kompletnie znikąd, w obłoczku dymu, niczym ninja) mamy opcję zatrzymania czasu. Przechodzimy wtedy w tryb taktyczny i możemy wydawać polecenia każdemu członkowi drużyny osobno. Z początku wydawało mi się to dziwne, ale przyznaję, że taki sposób walki jest najskuteczniejszy.
Pozostawienie członków drużyny samych sobie to natomiast kiepski wybór. Nasi towarzysze momentalnie rozpraszają się po całym polu i każdy podbiega do innego przeciwnika. Jest to mało efektywne, a postacie szybko tracą życie. Zdecydowanie lepiej jest nimi na bieżąco sterować. Niestety to jednocześnie bardzo żmudne i czasochłonne, co sprawia, że walka staje się zwyczajnie nudna.

Z bardziej technicznych spraw, muszę przyznać, że nie podobało mi się, iż nie można było wybrać postaciom po jednym stroju, w którym by chodziły. Gra ma dużo cutscenek, a każdy członek drużyny wygląda w nich jak z innej bajki, w niedopasowanym ubiorze i paskudnych czapkach. Bo tak się składa, że akurat nakrycia głowy wypadły wyjątkowo kiepsko.
Z plusów – nie ma limitu rzeczy, które możemy podnieść. Nie znoszę tej mechaniki, a, jak w każdym RPG, jest tu na dodatek co zbierać. Dobre zbroje i bronie najłatwiej znaleźć w skrzyniach. Można je też ulepszać przy warsztacie lub wykonywać samodzielnie. Ja najbardziej lubiłam jednak stół alchemiczny, gdzie wytwarza się eliksiry leczące, bomby, pułapki i wiele innych, przydatnych w walce przedmiotów. O dziwo, niektóre z nich mają ograniczoną liczebność w ekwipunku. Nie możemy np. mieć przy sobie więcej niż 2 proszków wskrzeszających naraz.
Zobacz również: Slay the Spire 2 – recenzja gry (Wczesny dostęp). Tak się robi kontynuację
Jeżeli chodzi o ogólny wygląd produkcji, to nie jest to szczyt dzisiejszej grafiki komputerowej, ale przyznaję, że mimo wszystko gra jest całkiem ładna. Dodatkowy plus jest taki, że dzięki mniej wyrafinowanej warstwie wizualnej wymagania sprzętowe również nie są zabójcze. Chociaż poszczególne lokacje mogą wydawać się monotematyczne kolorystycznie, sama rozgrywka w nich jest płynna i przyjemna.
Podsumowując: GreedFall: The Dying World to ciekawa i wciągająca gra, pomimo momentami nużącego systemu walki. Jest przyjemna w odbiorze, ma intrygujące wątki poszczególnych bohaterów i po prostu chce się w nią grać. Zdecydowanie polecam ten tytuł, bo naprawdę warto zwiedzić kontynent i poznać mieszkańców Tear Trade.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Retall. Dziękujemy!
Fot. główna oraz zdjęcia w tekście: materiały promocyjne (Steam)
