Odświeżanie starszych tytułów Grahama Mastertona trwa w najlepsze. Najnowszą pozycją na liście wznowień okazała się Trauma – po raz pierwszy opublikowana jeszcze przed moimi narodzinami, a teraz powracająca z nową szatą graficzną.
Praca Bonnie nie należy do standardowych – kobieta doprowadza do porządku miejsca zbrodni. Niejedno już widziała, więc naprawdę wiele potrzeba, by zrobić na niej wrażenie. Jednak, o ile środki chemiczne są w stanie usunąć krew i inne oznaki makabry, pewnych grzechów nie da się wymazać.
Nawet nie potraficie sobie tego wyobrazić.
– opis wydawcy
Zobacz również: Dylematy kobiet pracujących – recenzja książki. Problemy, których nie widać
Trauma opowiada historię Bonnie Winter – kobiety z pewnymi problemami w życiu prywatnym i wyjątkowo niestandardową pracą. W domu Bonnie użera się z bezrobotnym mężem alkoholikiem o skrajnie ksenofobicznych poglądach i jeszcze skrajniej kruchym ego. Duke to odrażający pasożyt, na dodatek coraz skuteczniej demoralizujący ich syna, Raya. Żeby utrzymać całą ich trójkę, kobieta pracuje w dwóch miejscach naraz: w firmie sprzedającej kosmetyki, w której dodatkowo musi radzić sobie z klejącym się do niej szefem, oraz we własnej działalności zajmującej się sprzątaniem domów po śmierci ich mieszkańców. Wbrew temu, co widnieje w opisie książki, nie zawsze są to miejsca zbrodni – czasem zdarza się, że ktoś umarł i rozłożył się w wannie, a odkryto to dopiero po kilku tygodniach. Takie sprawy Bonnie również przyjmuje. Tragiczna czy nie, śmierć to śmierć – i ktoś musi po niej posprzątać.

Fabularnie książka jest dosyć ciekawa – jednak jest spore „ale”. Większość czasu spędzamy tutaj na obserwowaniu codziennego życia Bonnie, które z każdym kolejnym dniem sypie się coraz bardziej. Jej mąż zachowuje się wobec niej jak straszny śmieć i przemocowiec. Jej syn zaczyna schodzić na złą drogę, replikując toksyczne poglądy ojca. Sytuacja z Rayem doprowadza w pewnym momencie do tego, że Bonnie nie daje rady wziąć udziału w wyjeździe służbowym, przez co omal nie wylatuje z pracy przy kosmetykach. A w międzyczasie na miejscach zbrodni zaczynają się pojawiać dziwne larwy motyla, który w ogóle nie powinien występować w tym kraju. Wszystko to nabudowuje stopniowo napięcie i frustrację odczuwaną w imieniu bohaterki. Kiedy jednak przychodzi czas na tak zwany payoff, jest on przeprowadzony rozczarowująco szybko i po łebkach, bez żadnego realnego ciężaru.
Zobacz również: Czarne Morze – recenzja książki. Rzęsiste deszcze i zimne dreszcze
Było to dla mnie o tyle bolesne, że sam pomysł na sucho brzmiał naprawdę obiecująco. Szczególnie końcowy zwrot akcji to dla mnie zmarnowany potencjał. Gdyby trochę lepiej go podbudować – dajmy na to, na dłużej zagłębić się w psychikę Bonnie – mógłby świetnie zadziałać. Zamiast tego Masterton zaledwie się po nim prześliznął, a Trauma skończyła się, pozostawiając mnie z jedną myślą: „I to tyle?”. Czasem niedosyt bywa dobrą rzeczą, aczkolwiek w tym przypadku – kompletnie nie. Zupełnie nie satysfakcjonuje mnie to zakończenie. A wystarczyło tylko poświęcić mu trochę więcej czasu i uwagi…

Druga sprawa, która bardzo rzuciła mi się w oczy – każdy jeden facet w Traumie zachowuje się gorzej niż zwierzę. Nawet ci teoretycznie dobrzy. Jeśli dany męski bohater ma mieć w tej książce jakiekolwiek znaczenie, to na sto procent w którymś momencie potraktuje Bonnie jak obiekt seksualny albo przynajmniej „niezłą dupę do wyrwania”. No, może poza Rayem, ale on jest jej synem, więc zrobiłoby się naprawdę dziwnie, gdyby tak o niej pomyślał. Co więcej, Masterton nawet nie próbuje za bardzo tego w żaden sposób romantyzować czy usprawiedliwiać. Nie, ci ludzie mieli po prostu być obrzydliwi i tak właśnie to wybrzmiewa. Czy w 2001 roku Graham miał jakiś epizod nienawidzenia mężczyzn? Nie wiem, ale trochę tak to wygląda. Bo nie chce mi się wierzyć, że to adekwatne oddanie ówczesnych realiów.
Zobacz również: Długa dolina. Jasny płomień – recenzja książki. O ludziach niestworzonych do życia
Z ciekawych pomysłów, Trauma wykorzystuje jako jeden z głównych motywów meksykańską mitologię. Jest to jedna z tych nieco mniej popularnych, więc miło było dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Niestety, ponownie występuje tu ten sam problem co w przypadku zakończenia książki – wątek jest rzucony, wyjaśniony w minimalnym wymaganym dla fabuły stopniu i niespecjalnie już później eksplorowany. Chętnie dowiedziałabym się czegoś jeszcze o dziwnej motylowej pani oprócz tego, że istnieje, wygląda w określony sposób i doprowadza do zabijania ludzi. Była nawet ku temu świetna okazja – można było ją dokładniej przedstawić w momencie, gdy Bonnie zaczęła wierzyć w jej istnienie. Nic takiego jednak niestety nie nastąpiło. Kto by pomyślał, że w książce mającej ledwo co ponad 200 stron wszystko będzie za mało rozwinięte…

Odświeżone wydanie Traumy jest dość barwne – mamy tu oczywiście nową, twardą okładkę, ale oprócz tego również wyklejkę i barwione brzegi. Okładka jest całkiem ładna; barwiony brzeg zresztą także. Grafiki w oczywisty sposób nawiązują do treści książki, wizja artystyczna jest jasna. Problem zaczyna się dopiero, gdy pochylimy się nieco nad wyklejką, którą… niestety najpewniej wygenerowano w AI, patrząc na te chybotliwe, pozbawione wyraźnego początku i końca szlaczki. Po zauważeniu tego przyjrzałam się bliżej również okładce i chociaż tutaj takie wtopy dużo lepiej skorygowano, wciąż da się dostrzec pewne wątpliwe elementy. A już mogło być tak pięknie… Jedyna okoliczność łagodząca, jaką tu widzę, to fakt, iż AI rzeczywiście posłużyło tu tylko jako narzędzie wspierające. Większość okładki grafik skleił mimo wszystko z niegenerowanych elementów, z których niektóre nawet kojarzę. Tylko z tą nieszczęsną wyklejką można się było trochę bardziej postarać…
Zobacz również: Girl on girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie – recenzja książki. Popkultura czy porno?
Trauma to książka zmarnowanego potencjału. Ciekawy pomysł oparty na mało popularnej mitologii oraz interesującym zawodzie, który mało kto chciałby wykonywać, został potraktowany rozczarowująco po łebkach i nijak nie zgłębiony. Tytuł miał potencjał na coś wyjątkowego, ale skończył jako rozrywka z serii „przeczytaj i zapomnij” – lektura szybka i bezbolesna, ale pozostawiająca po sobie w czytelniku niewiele więcej niż lekkie poczucie rozczarowania.

Autor: Graham Masterton
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Okładka: Mikołaj Piotrowicz
Wydawca: Replika
Premiera: 28 kwietnia 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 239
Cena katalogowa: 59,90 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Replika. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Replika)

