Mimo że z natury jestem dość strachliwy, bardzo lubię dobre horrory. Zarówno filmy, jak i gry tego gatunku dostarczają mi przyjemnego dreszczyku niepokoju, na który z jednej strony zawsze czekam, a z drugiej trochę się go obawiam. Jeżeli również lubicie takie emocje, Hariti z pewnością Wam ich dostarczy.
Miałem okazję sprawdzić wersję demonstracyjną Hariti, azjatyckiego horroru od studia Ghostcase. Przez te pół godziny rozgrywki niejednokrotnie podskakiwałem w fotelu. Fabuła jest dość klasyczna. Wcielamy się w matkę małej dziewczynki, która często choruje, więc zabieramy ją do szpitala na kolejną kurację. Na miejscu zestresowana córka proponuje zabawę w chowanego. Po zakończeniu odliczania okazuje się jednak, że nie tylko ona zniknęła. Cały szpital zmienił się w miejsce rodem z koszmaru. Mimo że budynek opustoszał, nieustannie towarzyszy nam wrażenie, że nie jesteśmy sami. Nie wiedząc, co właściwie się wydarzyło, ruszamy na poszukiwanie córki.
Rozgrywka to typowy symulator chodzenia skupiony na eksploracji i zapoznawaniu się z otoczeniem. Do dyspozycji mamy jedynie marsz, kucanie, latarkę i interakcję. To jednak w zupełności wystarcza. Przemierzamy kolejne części szpitala, sprawdzamy elementy środowiska i rozwiązujemy proste zagadki. Najczęściej sprowadzają się one do znalezienia odpowiedniego przedmiotu i użycia go we właściwym miejscu. W ten sposób powoli popychamy fabułę do przodu.
Zobacz również: Wszystkie zapowiedzi z czerwcowego State of Play 2026

Minimalizm i powolne tempo są największymi zaletami tej produkcji. Przeszukiwanie szpitalnych pomieszczeń oświetlanych jedynie skąpym światłem latarki, połączone z cichymi odgłosami kroków i okazjonalnym dziecięcym śmiechem, tworzy świetny klimat grozy. Nigdy nie wiemy, czego spodziewać się za kolejnym rogiem. Szkoda tylko, że gdy główne straszydło wkracza do gry, twórcy zaczynają opierać grozę głównie na jumpscare’ach. Znacznie bardziej podobało mi się budowanie napięcia za pomocą tajemniczych dźwięków i ruchów dostrzeganych kątem oka. Same straszaki nie są niczym złym, ale gdy stanowią większość horroru, wszystko staje się przewidywalne. Mam nadzieję, że w pełnej wersji zostaną lepiej rozłożone w czasie.
Technicznie gra również ma kilka mankamentów. Pomimo wybrania języka angielskiego komunikaty interfejsu okazjonalnie wyświetlają się po chińsku. Symbol interakcji wygląda tak, że kilkukrotnie pomyliłem go z odbiciem światła od metalowej powierzchni i próbowałem wchodzić w interakcję ze zwykłymi elementami otoczenia. Średnio wypada też ścieżka dźwiękowa. O ile odgłosy otoczenia są w porządku, o tyle brak muzyki w tle trochę rozczarowuje. Cisza potrafi być świetnym narzędziem budowania napięcia, ale najlepiej działa jako kontrast dla muzyki. Tutaj miałem raczej wrażenie, że oprawa dźwiękowa nie jest jeszcze gotowa. Trzeba jednak pamiętać, że mowa o wersji demonstracyjnej i do premiery wiele elementów może zostać poprawionych.
Na tę chwilę Hariti zapowiada się obiecująco. Jeśli twórcy utrzymają ten klimat i nieco ograniczą wyskakujące straszaki, dostaniemy solidny pierwszoosobowy horror z intrygującą fabułą i udanymi zagadkami. Gdy pełna wersja trafi na rynek, z pewnością po nią sięgnę i podzielę się wrażeniami.
Oficjalna strona gry: tutaj
Powyższy artykuł powstała w ramach współpracy z Outreach. Dziękujemy!
Fot. główna. Kolaż z użyciem materiałów promocyjnych (Steam)
