Toy Story 5 – recenzja filmu. Starzy znajomi, nowe wyzwania

Toy Story to seria przełomowa dla historii kina. Pierwsza pełnometrażowa animacja komputerowa dała początek cyklowi filmów, które od trzydziestu lat nieustannie bawią i wzruszają kolejne pokolenia. Trzecia część otrzymała nawet nominację do Oscara w najważniejszej kategorii, czyli Najlepszego Filmu. Z kolei najnowsza odsłona skłania do refleksji nad tym, czy w erze smartfonów, tabletów i gier dzieci nadal potrzebują zabawek.

Rodzice kupują Bonnie tablet Lilypad – gadżet, który mają już jej wszyscy rówieśnicy. Urządzenie szybko zagarnia całą uwagę dziewczynki. Widząc, że Bonnie jest nieśmiała, tablet postanawia skontaktować ją z koleżankami z baletu. Kowbojka Jessie ma wątpliwości, czy ta znajomość przerodzi się w prawdziwą przyjaźń. Wraz z Mustangiem ukrywa się w walizce Bonnie i rusza z nią na nocowankę.

Wiele osób było sceptycznie nastawionych przed premierą nowego Toy Story. Poruszający finał trzeciej części, w którym dotychczasowy właściciel zabawek, Andy, oddaje je przed wyjazdem na studia, do dziś jest dla części widzów momentem, w którym opowieść powinna była się zakończyć. Aczkolwiek, jak pokazała czwórka, koniec pewnego rozdziału nie oznacza końca historii. Choć podzieliła fanów niektórymi kontrowersyjnymi decyzjami fabularnymi, to wciąż zabawna i emocjonalna odsłona, która mogła być satysfakcjonującym finałem. Czy zatem Toy Story 5 to hollywoodzki skok na kasę bez pomysłu na siebie, żerujący wyłącznie na sentymencie? Absolutnie nie.

Z każdą kolejną kontynuacją coraz mocniej akcentowano nieuchronność upływu czasu oraz zmiany zachodzące w otaczającym świecie. Nie inaczej jest w piątej części. W czasach pierwszej odsłony popularność zaczęły zyskiwać domowe komputery stacjonarne, ale powszechny dostęp do Internetu był na tamten moment niemożliwy.  Blisko premiery trójki pojawiły się już pierwsze smartfony i tablety. Rok po ukazaniu się czwartej części nadeszła pandemia, która całkowicie uzależniła nas od ekranów. Szczególnie stracili na tym najmłodsi, których kontakt z przyjaciółmi jest niemal wyłącznie cyfrowy. Od lat widzimy dzieci, czasami nawet kilkuletnie, ze wzrokiem przylepionym do mobilnych ekranów. Coraz krócej bawią się zabawkami, bo od najmłodszych lat mają kontakt z urządzeniami mobilnymi pełnymi wciągających gier oraz krótkich, dynamicznych klipów, które nie wymagają większego skupienia.

Zobacz również: Dzień objawienia – recenzja filmu. Czy obcy żyją wśród nas?

Toy Story 5
kadr z filmu

Toy Story 5 nie udaje, że technologia jest źródłem całego zła na świecie i nie może być wykorzystywana rozsądnie. Całkowity zakaz używania cyfrowych urządzeń mógłby utrudnić dziecku relacje z rówieśnikami, lecz warto korzystać z nich z umiarem. Choć elektronika niejednokrotnie oszczędza nam czas, ułatwia życie i pomaga podtrzymywać lub odnawiać znajomości, nadmierne uzależnienie od niej może ograniczać nasze kompetencje, zdolność krytycznego myślenia, pogłębiać poczucie samotności oraz osłabiać wyobraźnię. Widzimy jej niepokojące skutki nawet w sztuce. Czy naprawdę chcemy żyć w świecie, gdzie wszystkie filmy, książki i piosenki wygenerowane są przez sztuczną inteligencję, a nie ludzką wrażliwość?

Jednym z powodów, dla których Toy Story odróżniało się od innych familijnych animacji była uniwersalność podejmowanych tematów. Wszystkie części dotykały problemu lęków, których doświadczył każdy z nas. Strach przed zmianą, zapomnieniem przez innych czy niepełnieniem w życiu danej osoby już tak ważnej roli, jak dawniej. Choć dzieci oglądają pełne humoru i akcji przygody zabawek, dorośli mogą dostrzec w nich metaforę ludzkich obaw przed odrzuceniem i pożegnaniami z bliskimi. Tym razem twórcy przypominają o wartości relacji międzyludzkich i spotkań, których nie zastąpi żadna rozmowa na czacie. Przesłanie może mało zaskakujące, ale cenne, kiedy pomyślimy, ile osób z naszych internetowych list znajomych widzieliśmy ostatnio na żywo.

Zobacz również: X-Men &- przedpremierowa recenzja 2. sezonu, odc. 1-4

Toy Story 5
kadr z filmu

Najnowszą animację Pixara ogląda się po prostu z wielką przyjemnością. Twórcy wpadają na coraz ciekawsze i śmieszniejsze pomysły, jak wprowadzić nowinki i wirtualne gadżety w świat przedstawiony. Co chwilę bawią nas kolejne szalone sytuacje i nieustannie śledzimy sympatycznych bohaterów, którym chce się kibicować. Na pierwszym planie fantastycznie sprawdza się Jessie, która nareszcie przestaje być postacią drugoplanową. Wielokrotne salwy śmiechu wywoływał też towarzyszący jej rozbrajający koń – Mustang. Wizualnie wszystko jest, jak zwykle, na jak najwyższym poziomie. Twórcy zdecydowali się na sekwencje dziecięcej wyobraźni łączące technikę dwuwymiarową i trójwymiarową. Wyglądają one świetnie. To produkcja, która powinna zadowolić zarówno najmłodszych, rodziców, jak i wiernych fanów. Zapewniam, że przez większość seansu towarzyszył mi uśmiech od ucha do ucha

Zobacz również: Najlepsze filmowe serie

Oczywiście nie oznacza to, że produkcja jest pozbawiona wad. Po raz pierwszy śledzimy aż trzy wątki, z których dwa służą wyłącznie komedii. Sprawia to, że narracja jest tym razem bardziej rozproszona. Ponownie, dużą część bohaterów z poprzednich odsłon widzimy na plakatach i materiałach promocyjnych, ale mają oni marginalne znaczenie dla fabuły. Dzieje się tak na rzecz nowicjuszy, którzy choć są sympatyczni, nie dorównują starszej ekipie. Nie podoba mi się tendencja do ciągłego dokładania kolejnych postaci kosztem tych dobrze znanych, zwłaszcza gdy później sprowadza się je do występów gościnnych. Wcześniej twórcy potrafili, nawet przy sporej obsadzie drugoplanowej, znaleźć w opowieści miejsce dla każdego. Warto dodać, że chociaż na pewno można uronić parę łez podczas projekcji, dawniej seria miała mocniejsze emocjonalne momenty.

Toy Story 5 pokazuje, że kontynuacje po latach nie muszą być odtwórcze, a nawet mogą stanowić komentarz społeczny na temat naszych czasów. To barwna, zaskakująca i bardzo udana produkcja, jedna z takich, do których przyzwyczaiło nas studio. Świetnie sprawdza się też reżyser Andrew Stanton, twórca Wall-E oraz Gdzie jest Nemo?. Każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. Wiele innych franczyz z każdym kolejnym sequelem traci na jakości, ale Toy Story po raz kolejny udowadnia, że jest wyjątkiem od reguły. Oby tak było do końca świata i jeszcze dalej.


Fot. główna: materiały prasowe (Disney)

Plusy

  • Udany powrót kultowych postaci
  • Trafiony i błyskotliwy humor
  • Świetne przesłanie

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Minimalny udział bohaterów drugoplanowych z poprzednich części
Artur Bednarczyk

Młody miłośnik sztuki filmowej, który preferuje oglądać filmy w kinie niż w domu. Najbliższy jest mu okres Nowego Hollywood (1967-1980) i wczesne produkcje Kina Nowej Przygody, ale z rodzimej filmografii szczególnie ceni twórczość Andrzeja Wajdy i Stanisława Barei. Oprócz najgłośniejszych premier, stara się śledzić kameralne, niezależne filmy. Studiuje ekonomie, jest częścią telewizji studenckiej a w wakacje bierze udział w europejskich warsztatach filmowych. Lubi podróżować, kiedy tylko może.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze