Legenda Vox Machiny – Recenzja 4. sezonu. Powrót z przytupem

Legenda Vox Machiny to, moim zdaniem, jeden z najlepszych seriali animowanych ostatnich lat. Jako rasowy nerd uwielbiam klasyczne fantasy w niemal każdym wydaniu. Książki, gry, filmy, a nawet staromodną partyjkę w Dungeons & Dragons. Każde dzieło utrzymane w tym klimacie otrzymuje ode mnie dodatkowe punkty, ale ten serial od początku miał w sobie coś więcej. Swój własny, niepowtarzalny charakter. W najnowszym sezonie również go nie zabrakło.

Czwarty sezon rozpoczyna się w sposób nietypowy dla serii. Legenda Vox Machiny zwykle przedstawia wydarzenia ciągiem, od razu wrzucając widza w wir akcji będącej bezpośrednią kontynuacją poprzednich sezonów. Jednak tym razem po raz pierwszy zastosowano przeskok w czasie. Minął rok od pokonania smoków, a drużyna rozdzieliła się, by zająć się własnymi sprawami.

Zobacz również: The Mighty Nein – recenzja 1. sezonu. Dysfunkcyjne piękno

Legenda Vox Machiny
Fot. Kadr z serialu

Los szykuje jednak bohaterom ponowne zjednoczenie. Doskonałym pretekstem okazuje się koronacja Keyleth, która ukończyła swoją podróż i została pełnoprawnym Avata… to znaczy Głosem Nawałnicy. Większość ekipy przybywa więc, by jej pogratulować. Uroczystość przerywa jednak tajemniczy nekromantyczny kult czczący niejakiego Szeptanego. To pradawny czarnoksiężnik, który niegdyś rzucił wyzwanie bogom i został za to wygnany do innego wymiaru.

Jak się okazuje, od pierwszego sezonu wpływał zza kulis na wiele wydarzeń. Za pośrednictwem swoich wyznawców, zwanych Dziećmi Prawdy, gromadzi zasoby potrzebne do dokonania transcendencji. Jego celem jest osiągnięcie boskości i obalenie obecnego porządku świata.

Vox Machina jak zwykle trafia w sam środek wydarzeń i ponownie nie do końca z własnej woli. Jeśli plany kultu się powiodą, zagrożony będzie cały świat. Obrońcy Tal’Dorei muszą więc działać, zwłaszcza że jedną z emisariuszek Szeptanego jest stara znajoma Percy’ego – Delilah Briarwood. Jej powrót świetnie pokazuje, jak dobrze przemyślano fabułę, już od pierwszego sezonu.

Zobacz również: X-Men ’97 – przedpremierowa recenzja 2. sezonu, odc. 1-4

Legenda Vox Machiny
Fot. Kadr z serialu

Bohaterowie od zawsze byli mocnym punktem produkcji opartych na sesjach Critical Role i tym razem również nie zawodzą. Rok rozłąki odcisnął na nich swoje piętno. Rozwinęły się ich charaktery, a niektóre relacje stały się głębsze. Kiedy drużyna spotyka się ponownie, wiele spraw wymaga wyjaśnienia. Mimo zmian dynamika grupy pozostaje jednak taka sama. Innymi słowy, postacie nadal mają duszę.

Do zespołu dołącza również nowy członek – Taryon Darrington. Początkowo bardzo mnie irytował. Sprawiał wrażenie bogatego panicza, który kupił sobie wyposażenie za rodzinne pieniądze i usiłuje zgrywać bohatera. Z czasem jednak zyskał w moich oczach. Jego irytujące nawyki zaczęły mnie bawić, a sam Tary okazał się wartościowym sojusznikiem, który dobrze współgra z resztą drużyny.

Muszę też pochwalić Szeptanego. To świetny antagonista i, moim zdaniem, najlepszy przeciwnik w całym serialu. Jako przywódca kultu doskonale manipuluje ludźmi, wykorzystując półprawdy i obietnice. Zawsze wie, co powiedzieć, by zjednać sobie wyznawców. Duża w tym zasługa Andy’ego Serkisa, który znakomicie odegrał tę postać.

Poziom techniczny pozostaje bardzo wysoki. Kreska jest atrakcyjna, a animacja płynna. Jedynym elementem, który trochę mi przeszkadza, pozostaje CGI. Trójwymiarowe modele pojawiały się już wcześniej i zawsze lekko odstawały od dwuwymiarowej oprawy. Smoki z poprzedniego sezonu nie wyglądały źle, ale momentami sprawiały wrażenie wyjętych z innej produkcji. W czwartym sezonie ponownie pojawiają się duże skrzydlate bestie wykonane w technologii 3D i nadal nie prezentują się idealnie.

Zobacz również: Among Us – recenzja serialu. Przyjemna niespodzianka

Legenda Vox Machiny
Fot. Kadr z serialu

Ostatecznie Legenda Vox Machiny nadal trzyma bardzo wysoki poziom. Czwarty sezon jest udaną kontynuacją historii, rozwija bohaterów i pokazuje spójność scenariusza. Po raz pierwszy w tej serii zakończenie wykorzystuje cliffhanger, który szokuje widza i skutecznie zaostrza apetyt na dalszy ciąg. Dla fanów fantasy i dobrych animacji jest to pozycja obowiązkowa.


Fot. główna. Materiały promocyjne ( Amazon Prime Video )

Plusy

  • Spójność z wcześniejszymi sezonami
  • Rozwój relacji bohaterów
  • Świetnie napisany i odegrany antagonista

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Elementy CGI
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze