Czy rodzinę tworzą jedynie więzy krwi? Zdania na ten temat są podzielone. Pojęcie rodziny może być uwarunkowane również innymi czynnikami. Tak przynajmniej twierdził jeden z głównych bohaterów filmu Braciszek. O czym jest ta nietypowa historia?
Agent nieruchomości, Rudd Landy, stale czuje się jakby stał w cieniu swojego starszego brata. Sukcesy zawodowe, które odnosi, zdają się nie ułatwiać mu walki z kompleksami. Nagle w jego życiu po latach pojawia się ktoś, kto podaje się za jego młodszego brata. Okazuje się, że w szkole średniej Rudd brał udział w programie, w którym uczestnicy spędzali czas z młodszymi kolegami, niejako pełniąc funkcję ich rodzeństwa. Nie spodziewał się jednak, że po latach, dorosły już mężczyzna nie tylko o nim nie zapomni, ale nadal będzie czuł z nim więź.
Dla Rudda program był sposobem na zdobycie dodatkowych punktów na studia. Marcus z kolei traktował to doświadczenie jak coś, co w dużej mierze go ukształtowało. A jednak, historia „braci” połączonych po latach tak mocno urzekła niektóre osoby z otoczenia agenta nieruchomości, że postanowiły to w jakiś sposób wykorzystać.
Zobacz również: Stamtąd – recenzja 4. sezonu. Ewolucja, nie rewolucja
Braciszek zaczął się obiecująco. Podobał mi się motyw przewodni, było w nim coś oryginalnego. Niestety czułam, że z każdym kolejnym żartem humor stawał się coraz prostszy i płytszy. Nie było w nim pomysłowości, niewiele ironii. Dla miłośników tego specyficznego rodzaju komedii nie będzie to zapewne problem, ja osobiście nie jestem jego fanką.
W rolę Rudda Landy’ego wcielił się John Cena, Marcusa Pinchela zagrał natomiast Eric André. Trzeba przyznać, że kontrast między tymi dwoma aktorami i postaciami, w które się wcielali, jest zaletą filmu. To właśnie ich dynamika w dużej mierze stanowi element humorystyczny, nawet jeśli uważam, że komediowy aspekt historii nie jest zbyt udany.
Zobacz również: Supergirl – recenzja filmu. Na to czekaliśmy?

Podobało mi się spojrzenie na postacie pod kątem psychologicznym – na ich lęki, pragnienia, na to, jak zmieniły ich dawne doświadczenia. Tak naprawdę jednak, to głównie Marcus był emocjonalną postacią. Z jednej strony wydawało się, że nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół niego. Z drugiej, zauważał dużo na temat osób, z którymi miał do czynienia. Trafnie komentował ich uczucia i relacje – na swój dziwny sposób był pełen troski i miłości. Co więcej, był typową postacią, która stale wpadała w tarapaty. Potrafił jednak zjednać sobie sympatię wszystkich wokół.
Jeśli chodzi o Rudda, jego emocje są bardzo widoczne. Walczą w nim ambicje biznesmena i kompleksy związane z jego rolą w rodzinie. Niestety konflikt ten jest rozwiązany tak powierzchownie, że trudno wyciągnąć głębsze wnioski czy morał.
Zobacz również: Lipiec w Galapagos – nowości i wznowienia na DVD, Blu-ray i 4K UHD

Niewątpliwie istotnymi postaciami są również żona Rudda, Deirdre (Michelle Monaghan) oraz jego asystentka Mia (Sherry Cola). Ich interakcje z głównymi bohaterami pozwalają lepiej opowiedzieć historię o emocjach mężczyzn. Deirdre twierdzi, że obecność Marcusa będzie miała pozytywny wpływ na Rudda. Wierzy, że młodszy brat pojawił się w życiu jej męża z jakiegoś powodu. Co więcej, zauważa ona, że Rudd zaczyna tracić z oczu priorytet, którym była dla niego rodzina. Ma nadzieję, że spotkanie po latach przypomni mu, jak jest ona ważna. Mia też niewątpliwie widzi sens w tej relacji, biorąc pod uwagę to, że to właśnie ona mocno przyczyniła się do ponownego spotkania mężczyzn.
Niestety Braciszek nie jest filmem, który będę polecać, ale sam pomysł ma potencjał. Być może byłby on lepiej zrealizowany, gdyby skupiał się na dwóch głównych postaciach, bez tylu wątków pobocznych związanych z innymi bohaterami, którym brakowało rozwinięcia czy sensownego zakończenia.
Fot. główna: materiały promocyjne

