Coraz rzadziej trafiają się takie debiuty. Sienna Spiro zaczęła pokazywać się w internecie zaledwie 5 lat temu, a jej pierwsza EP-ka ukazała się w zeszłym roku. Dzisiaj młoda artystka prezentuje swój album Visitor, dając jasno do zrozumienia, że będzie o niej głośno.
Muzyczna droga Sienny Spiro przypomina początki wielu współczesnych artystów. Dziewczyna zaczęła od publikowania coverów na TikToku. Niektóre z nich wybiły się bardziej, przynosząc początkującej artystce grono obserwujących. Jej pierwsze single osiągały dobre notowania na listach, jednak jeden z nich zdecydowanie wyróżnił się na tle pozostałych. W 2025 roku jednym z najpopularniejszych dźwięków na TikToku była jej piosenka Die On This Hill. Spiro została doceniona przez komisję BRIT Awards, otrzymując nominację w kategorii Wybór krytyków. Choć współcześni odbiorcy z coraz większym dystansem podchodzą do tego typu internetowych fenomenów, wystarczy przesłuchać kilka pierwszych piosenek z Visitor, aby przekonać się, że w tym przypadku rozgłos jest zasłużony.
Zobacz również: Olivia Rodrigo – you seem pretty sad for a girl so in love – recenzja albumu

Pierwsze, co uderza słuchacza przy zderzeniu z Visitor, to imponujący głos piosenkarki. To śpiew, przez który chce się na chwilę zatrzymać, żeby usłyszeć go jeszcze pełniej. To wokal, przez który nie uwierzycie, że Sienna Spiro ma zaledwie 20 lat. My House urzeka zatem dojrzałością, która wpisana jest niejako w brzmienie całego albumu. Przy We’re Not In Love słuchacz zaczyna myśleć o wielkich gwiazdach i o tym, że dziewczyna z lekkością wyciąga dźwięki jak Adele. Sienna na szczęście nie popada w pułapkę naśladownictwa; udowadnia to Great Expectation, które jest moim niekwestionowanym faworytem. Już na etapie trzeciego utworu staje się jasne, że artystce udało się zrobić ze swojego chropowatego głosu pewien wyróżnik.
W Die On This Hill wciąż najbardziej imponuje bridge, który jakiś czas temu podbił TikToka. Nie ma się co dziwić – nieokiełznane emocje wręcz się z niego wylewają. He’s Not My Baby, I’m His to brzmienie, którego potrzebowaliśmy po Amy Winehouse. Na wypadek gdyby ktoś zarzucił artystce zbyt dużo krzyku, na albumie pojawia się też Pure. Utwór jest zdecydowanie spokojniejszy, jednak pod koniec i tak wybija się charakterystyczna chrypa Sienny. Jej wokal działa najlepiej, gdy można w pełni usłyszeć ten pazur.
A jakże przyciągający jest tytułowy The Visitor, który chyba najdosadniej przedstawia wizję całego albumu. Utwór o bolesnej świadomości przemijania i towarzyszącej jej niepewności rezonuje ze słuchaczem. Nastroju niewątpliwie dodaje akompaniament dwudziestoosobowej orkiestry. Naprawdę robi to wrażenie. Dość imponujące jest również to, że utwory na albumie się nie nudzą. Każdy z nich ma w sobie coś swojego, co sprawia, że nie można temu wydawnictwu zarzucić monotonii. Przykładowo, Time, You & Me wyróżnia się delikatnymi ozdobnikami, nakreślonymi dźwiękami gitary elektrycznej – piosenka brzmi, jakby miała przewodzić najnowszej produkcji o Jamesie Bondzie.
Zobacz również: YHWH Nailgun – Magazine – recenzja albumu
Zbliżając się ku końcowi, zatrzymujemy się jeszcze przy You Stole The Show, mówiącym o idei performansu – nie tylko w wykonaniu artysty. To rozprawa także o tym, jak każdy z nas odgrywa konkretne role w prywatnym życiu. Dziesięcioutworową płytę zamyka Mono no aware. To japońskie określenie oznaczające „wzruszenie ulotnością”. Przez cały album Spiro wyrażała swoje zmartwienie spowodowane przemijaniem, aby na końcu zaakceptować ten nieuchronny stan rzeczy. Tworzy to zgrabną klamrę.
Visitor to zbiór emocjonujących utworów opakowany w mocno nostalgiczny papier. Nie jest to bynajmniej sztuczna kreacja; Sienna Spiro brzmi i wygląda tak, jakby uciekła z dawno minionej epoki. Gdzieś spod tej fasady dojrzałej kobiety wyłania się jednak obraz młodej dziewczyny – w tych momentach wokalistka brzmi może trochę zbyt porywczo. A może to po prostu werwa, która tak przyciąga do jej twórczości? Jedno jest pewne – warto po ten album sięgnąć i wyrobić sobie opinię samemu. Nie jest to debiut bezbłędny, jednak przez te 33 minuty nie uświadczy się na nim ani jednego słabego utworu. Szlifując ten diament dalej, Sienna Spiro ma potencjał na to, by zostać kolejną brytyjską ikoną muzyki.
Fot. główna: materiały prasowe

