Kara Zor-El powstała jako żeński odpowiednik Supermana, ale przez lata rozwijano jej historię i charakter. Dzisiaj jest już pełnoprawną postacią stojącą na własnych nogach. Osobiście lubię ją nawet bardziej niż Supermana. Tytuł Supergirl. Świat idealnie oddaje charakter tej bohaterki i to na więcej niż jednej płaszczyźnie.
Supergirl. Świat to zbiór krótkich historii, z których każda zabiera Karę do innego kraju. Piętnaście zaprezentowanych przygód zostało stworzonych przez różnych scenarzystów i rysowników. Mamy więc do czynienia z pracą zbiorową, pokazującą znaną bohaterkę w kilkunastu odsłonach. Każda jest trochę inna, ale ani razu nie miałem wątpliwości, że czytam o ostatniej córce Kryptonu.
Zobacz również: Supergirl – recenzja filmu. Na to czekaliśmy?
Jak można się spodziewać po takim zbiorze, poszczególne opowieści prezentują różny poziom. Szczególnie nierówno wypadają rysunki. Przy tak wielu stylach naturalne jest, że jedne spodobają się czytelnikowi bardziej, a inne mniej. Odczucia w tej kwestii będą więc bardzo subiektywne.
Trudniej ocenić scenariusze, ponieważ wszystkie przygody są bardzo krótkie. Zapewne jest to nieuniknione, gdy chce się zmieścić tyle historii w jednym tomie. Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że część fabuł została przedstawiona zbyt pospiesznie. Struktura pozostaje poprawna. Mamy wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale wszystko dzieje się zdecydowanie za szybko. Zaczynasz czytać, wciągasz się w opowieść i nagle dostajesz zakończeniem prosto w twarz. Bywa to rozczarowujące.
Nie oznacza to jednak, że historie są złe. Pomimo niewielkiej objętości większość czyta się przyjemnie, a każda dobrze ukazuje postać Supergirl. Jeśli spojrzymy na cały album jako jedną całość, zobaczymy niemal wszystkie cechy, które kojarzą mi się z Karą. Mamy jej lekką nieporadność, sympatię do zwierząt, okazjonalne wybuchy emocji, a przede wszystkim serce prawdziwej bohaterki. Co ważne, każda wersja Kary pozostaje sympatyczna. Tego samego nie mogę powiedzieć chociażby o jej kreacji z najnowszego filmu.
Zobacz również: DC All In. Alfa i Omega – recenzja komiksu. Początek absolutu
Na pochwałę zasługuje inicjatywa umożliwiająca pokazanie się artystom komiksowym z całego świata. Przy tworzeniu każdej historii brał udział przynajmniej jeden twórca pochodzący z kraju, w którym rozgrywa się akcja. Dzięki temu możemy poznać wiele różnych kultur i punktów widzenia.
Samych artystów również odpowiednio wyróżniono. Pomiędzy opowieściami umieszczono strony z krótkimi opisami twórców. Dzięki temu możemy łatwo sprawdzić autora, którego praca szczególnie przypadła nam do gustu, a następnie zainteresować się jego pozostałymi dziełami.
Nie mogę też pominąć historii rozgrywającej się w naszym kraju. Supergirl podczas swoich podróży odwiedza bowiem Polskę, a konkretnie Katowice. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, aby nie psuć zabawy, ale nasi rodacy od razu poczują się jak u siebie. Żałuję jedynie, że jest to jedyna przygoda pozbawiona dialogów. Całość opowiada narrator, ale najwyraźniej taka była przyjęta konwencja. Najważniejsze, że Kara miała okazję napić się dobrego polskiego piwa.
Zobacz również: Trzecia kamera – recenzja komiksu. Przerażające oblicze wojny
Supergirl. Świat to dzieło technicznie nierówne. Jak to często bywa w przypadku zbiorów, poszczególne historie różnią się poziomem zarówno graficznym, jak i scenariuszowym. Elementem spajającym cały tom pozostaje z kolei sama Kara, która niezmiennie jest sobą. Każdy fan tej bohaterki powinien więc znaleźć tutaj coś dla siebie.
Najważniejsze jest jednak to, że album pokazuje, jak sztuka komiksu potrafi łączyć ludzi z całego świata.

Scenariusz: Różni autorzy
Rysunki: Różni autorzy
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Premiera: 02 czerwca 2026
Oprawa: twarda
Stron: 200
Cena katalogowa: 89,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)

