Cyberpunk 2077: Psycho Squad – recenzja komiksu. Bohaterowie czy potwory?

Do serii historii z życia Night City dołączyła właśnie kolejna. Tym razem mamy do czynienia z funkcjonariuszami MaxTacu, których działalność budzi w mieszkańcach miasta tyleż podziwu, co i grozy.

MaxTac to jedyna ochrona, jaką Night City ma przeciwko terrorowi cyberpsycholi. Ale ich stuprocentowa skuteczność wiąże się ze współczynnikiem zabójstw na poziomie czterystu procent, więc nie brakuje takich, którzy to w nich widzą zagrożenie…

Gdy netrunnerowi w pewnym korpo tak odwala, że zamienia się w cyberpsychola i zabija dziesiątki ludzi, dla oddziału SPAR Delta to dzień jak co dzień. Tym razem jednak sprawy nie idą po ich myśli i ponoszą poważne straty. Zespołowi zostaje przydzielony nowy dowódca, wyjątkowo żądny krwi. Zmusza to operatorów MaxTacu do skonfrontowania się z pytaniem, jak bardzo różnią się od tych, na których polują.

– opis wydawcy

Zobacz również: Cyberpunk 2077: Kickdown – recenzja komiksu

Cyberpunk 2077: Psycho Squad to dziewiąta już odsłona komiksowej serii z Cyberpunka 2077. Jak już wspomniałam, w tym tomie śledzimy poczynania oddziału MaxTac – elitarnej jednostki policyjnej wykorzystywanej do walki z cyberpsycholami. Choć większość ludzi ma ich za wybawicieli, to liczba ofiar cywilnych, które pozostawiają, wciąż budzi pewne kontrowersje. Podczas ostatniej akcji oddział SPAR Delta traci dowódcę, a na jej miejsce zostaje powołana porucznik Hook – kobieta, którą mordowanie wręcz podnieca. Między nią a cyberpsycholami jest niebezpiecznie mało różnic prócz tego, iż w przeciwieństwie do ogarniętych chromem szaleńców, Hook doskonale wie, co robi i ma nad sobą pełną kontrolę. Widząc, jak duże zagrożenie oraz zaprzeczenie oryginalnej misji jednostki stanowi ich przełożona, Mut i Stepovic zaczynają się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby się jej pozbyć, nim staną się takimi samymi potworami jak te, z którymi walczą.

Fot. materiały promocyjne (Egmont)

Pod względem fabuły Psycho Squad to jedna z ciekawszych historii w serii, choć chyba jeszcze nie topka. Ogólnie rzecz biorąc, lubię, gdy dzieła popkultury podejmują się debaty na temat cienkiej linii między sprawiedliwym gniewem a zwykłym bestialstwem. Tutaj mam wrażenie, iż przebiegło to odrobinę za szybko, ale oprócz tego wypadło całkiem dobrze. Komiks był interesujący, a obserwowanie rozwoju rebelii w jednostce SPAR Delta wciągało. Co więcej, w komiksie dostaliśmy pierwszy oficjalny przykład, iż cyberpsychozę da się leczyć. Jeśli uznamy, że to kanoniczna informacja (pewnie nie, ale w mojej głowie od teraz będzie), mordowanie cyberpsycholi zaczyna dostarczać jeszcze więcej rozterek moralnych.

Zobacz również: Batman. Nowe Gotham, tom 1 – recenzja komiksu. Powstać z gruzów…

Jedyny problem, który tutaj mam – uwaga, lekki spoiler – to zakończenie. Oczywiście, w Night City nie ma happy endów, dobitnie nam to już udowodniono. Tylko czy do tych tragedii na końcu naprawdę zawsze musi prowadzić zdrada? To już któryś komiks w tej serii z kolei, w którym pojawia się ten motyw. Jeśli ktoś czyta na wyrywki, to jasne, może to robić wrażenie. Jeśli jednak czyta się te tomy po kolei… no cóż, powtarzalność zaczyna rzucać się w oczy. Wspominałam już o tym przy okazji recenzji Kickback, a Psycho Squad zdaje się kontynuować trend. Obyśmy jednak w końcu od niego odstąpili. Na pewno da się doprowadzić do emocjonującego zakończenia w jakiś kreatywniejszy sposób.

Fot. materiały promocyjne (Egmont)

Wizualnie komiks jest estetyczny, choć moim zdaniem przeciętny. Kreska jest ot, taka po prostu, standardowa komiksowa. Wygląda dobrze, ale nie zapadnie mi w pamięć. Ciekawsze są za to kolorki – mocno nasycone i liczne, nie pozostawiają miejsca na wizualną nudę. Pomiędzy rozległą paletą barw dominują jednak odcienie różu oraz niebieskiego – standardowy zestaw kojarzony z neonowymi cyberpunkowymi ulicami. Na całość patrzy się dobrze i oddaje ona klimat gatunku.

Zobacz również: Nienawidzę Baśniowa. Tom 7: W nędzyczasie – recenzja komiksu. Mordoru ciąg dalszy

Cyberpunk 2077: Psycho Squad to całkiem porządny komiks biorący na tapet interesujący temat. MaxTac jako kontrowersyjna, w nieuzasadnionym stopniu brutalna jednostka policyjna przypadł mi do gustu i chętnie poczytałabym o nim coś jeszcze. Tym razem może jednak już bez koncentrowania się na zdradach. Po kilku tomach z rzędu z tym motywem zaczyna się on robić kapkę nudny.


Cyberpunk 2077. Psycho Squad okładka

Autor: Dan Watters, Kieran McKeown, Giada Marchisio
Tłumaczenie: Magdalena Salik
Okładka: Miguel Valderrama
Wydawca: Egmont
Premiera: 17 czerwca 2026 r.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 104
Cena katalogowa: 39,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)

Plusy

  • Motyw rozważań nad granicą między vigilante a potworem
  • Ciekawostka na temat cyberpsychozy, nadająca jej dodatkowego wymiaru
  • Ładne kolory

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Któryś już tom z rzędu mamy motyw zdrady, robi się to nieco powtarzalne
Patrycja Grylicka

Fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze