Beast of Reincarnation – recenzja gry. Technicznie słabo, ale pieseł fajny

Studio Game Freak znam głównie z ich najpopularniejszej serii, czyli gier Pokémon. Kiedy usłyszałem, że chcą stworzyć soulslike’a, byłem zaintrygowany, ale także pełen obaw. Beast of Reincarnation zapowiadano bowiem jako pełnoprawny tytuł AAA, a więc taki, który miałby stanąć w jednym szeregu z Wiedźminem 3, Cyberpunkiem 2077 czy Baldur’s Gate 3.

Choć kieszonkowe stworki to ogromna marka, kojarzy się ją głównie z konsolami przenośnymi. Gry tworzone na taki sprzęt mają znacznie mniejszy rozmiar i zaplecze techniczne niż ogromne produkcje branżowych gigantów. Obawiałem się więc, czy twórcy podołają zadaniu, które przed sobą postawili. Z duszą na ramieniu, ale też pełen optymizmu, zasiadłem do grania.

Beast of Reincarnation to soulslike z elementami RPG. Rozgrywka skupia się głównie na przemierzaniu dużych, półotwartych lokacji i eliminowaniu przeciwników, by ostatecznie zmierzyć się z bossem danego obszaru. To właśnie te pojedynki są, moim zdaniem, najbardziej satysfakcjonującym elementem gameplayu.

Zobacz również: Assassin’s Creed Black Flag Resynced – recenzja gry. Na taki remake czekałam 

Mechanicznie nie są one przesadnie skomplikowane, ale każdy boss potrafi wprowadzić coś nowego, dzięki czemu starcia nie wydają się identyczne. Znane z innych produkcji fazy walki dodatkowo podnoszą poziom wyzwania i zmuszają gracza do zmiany taktyki.

Sam system walki jest dość prosty. W zasadzie sprowadza się do wciskania jednego przycisku ataku i okazjonalnego używania umiejętności, bloku lub kontry. Jest prosto, ale niekoniecznie źle, szczególnie podczas szybkich starć z grupami przeciwników.

Gorzej wypada poruszanie się po mapie. Gra wprowadza ciekawą mechanikę wykorzystywania włosów bohaterki do wspinania się na wyższe poziomy. Brzmi interesująco, ale wykrywanie miejsc, których możemy się uczepić, mocno kuleje. Nieraz spędzałem sporo czasu, skacząc przy ścianie i licząc, że trafię w ten jeden moment, kiedy magiczne włosy raczą zadziałać.

Fabuła zapowiada się intrygująco. Akcja rozgrywa się w 4026 roku, w postapokaliptycznej Japonii. Świat pustoszy tajemnicza zaraza zwana Blight, powodująca niekontrolowany rozrost roślin i mutacje zwierząt. Źródłem plagi jest tytułowa Bestia Reinkarnacji, którą główna bohaterka Emma ma za zadanie pokonać.

Zobacz również: Dystopicon – recenzja gry. Czas na telewizję 

Beast of Reincarnation
Fot. Kadr z gry

Sama Emma również jest zakażona, podobnie jak jej czworonożny towarzysz Koo. Daje to obojgu dostęp do specjalnych zdolności umożliwiających walkę z mutantami. Bossowie nazywani Nushi stanowią przygotowanie przed starciem z samą Bestią. Po ich pokonaniu Emma może wchłonąć ich esencję i zwiększyć własne możliwości. Wraz z postępem historii dowiadujemy się coraz więcej o świecie i poznajemy tajemnice bohaterów.

To wszystko brzmi bardzo ciekawie na papierze. W praktyce gra mierzy się jednak z wieloma problemami, które mocno psują zabawę. Technicznie momentami wygląda tak, jakby powstała dekadę temu.

Projekt świata i krajobrazy potrafią być ciekawe, ale trudno je podziwiać przez słabej jakości modele. Z daleka wszystko wygląda jeszcze w porządku. Gdy jednak przyjrzymy się obiektom z bliska, można odnieść wrażenie powrotu do ery PlayStation 3. Ogrywałem tytuł na najwyższych ustawieniach graficznych, ale niewiele to pomogło.

Szczególnie widać to na modelu Koo. Jego futro wygląda momentami, jakby było odlane z plastiku, a zabrudzenia czy fragmenty roślinności zostały po prostu niedbale naklejone. Miałem wrażenie, jakby grę początkowo tworzono z myślą o trybie przenośnym Switcha 2, a później ktoś na szybko zwiększył rozdzielczość.

Zobacz również: Star Fox – recenzja gry. Powrót do układu Lylat

Beast of Reincarnation
Fot. Kadr z gry

Świat sprawia też wrażenie pustego, nawet jak na rzeczywistość po katastrofie. Głównie przemierzamy lasy i polany, na których od czasu do czasu pojawia się przeciwnik. Być może jest to celowe, bo gdy na ekranie robi się tłoczniej, zaczyna panować chaos.

Autocelowanie działa średnio, więc nie zawsze wiadomo, kogo właściwie atakujemy. Kamera potrafi nagle przeskoczyć, a tekstury przenikają się nawzajem. W takich warunkach trudno prowadzić efektywną walkę.

W grze zaimplementowano też niepotrzebnie rozbudowany system rozwoju postaci w stylu RPG. Początkowo brzmi to ciekawie, ponieważ musimy zdecydować, czy zdobyte punkty zainwestujemy w rozwój Emmy czy Koo.

Szybko okazuje się jednak, że nasze decyzje mają niewielkie znaczenie, bo najskuteczniejszą metodą walki i tak często pozostaje spamowanie podstawowego ataku. Jeśli twórcy chcieli zachować system progresji, mogli ograniczyć się do zdolności odblokowywanych po pokonaniu bossów.

Nie mogę też nie wspomnieć o Koo. Materiały promocyjne mocno podkreślały, jak istotna będzie współpraca z czworonogiem podczas walki. Tymczasem w praktyce stanowi on dodatek, o którym łatwo zapomnieć.

Interakcje przy ognisku czy głaskanie to zawsze miły element, ale oczekiwałem, że będę mógł zrobić z nim więcej niż wydać prostą komendę raz na jakiś czas. Do tego Koo ma tendencję do nagłego pojawiania się znikąd, co potrafi rozpraszać. Jedno trzeba mu jednak oddać: niewątpliwie jest uroczy.

Myślę, że Beast of Reincarnation miało potencjał, ale mam wrażenie, że Game Freak zjadła własna ambicja. Twórcy tak bardzo chcieli udowodnić, że potrafią zrobić dużą grę, że zwyczajnie ugryźli za dużo naraz.

Zobacz również: THQ Nordic Showcase 2026 – podsumowanie najważniejszych zapowiedzi i zwiastunów

Satysfakcjonujące, choć nieidealne walki z bossami i dobra ścieżka dźwiękowa to za mało, by polecić produkcję aspirującą do miana AAA, która momentami wygląda jak naprędce przygotowany port z konsoli przenośnej.


Fot. główna. Grafika własna z wykorzystaniem Materiałów Promocyjnych

Plusy

  • Przyjemne walki z bossami
  • Muzyka
  • Koo jest uroczy

Ocena

4 / 10

Minusy

  • Słaba jakość grafiki i modeli
  • Pusty świat gry
  • Niepotrzebne elementy RPG
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze